Jakość czy ilość? Jak powinniśmy czytać książki?

19:00 0 Comments A+ a-


Czytając pewną gazetę, natknęłam na felieton o czytaniu. W trakcie jego lektury doszłam do wniosku, że chyba najwyższa pora, aby poruszyć temat, który przez wiele lat był drażliwy dla milionów czytelników. Ponieważ artykuł sam w sobie był słaby i pozbawiony argumentów, mam nadzieję, że mój przynajmniej będzie się miło czytało.

Felieton poruszył, ponownie, temat tego, jak powinniśmy czytać. Zwrócę uwagę na słowo-klucz: POWINNIŚMY. My nic nie POWINNIŚMY. Czytanie książek to raczej przyjemność, czymś, co CHCEMY robić. Mniejsza jednak o to. Zatem jak POWINNIŚMY czytać te książki? Brać pod uwagę ilość czy ich jakość? Szczerze? Kogo to obchodzi.

Wiem, że temat to odgrzewanie starego kotleta, ale jesteśmy ludźmi, czyli istotami, które są w stanie same podejmować decyzje, a innym nic do tego. Zatem jeżeli ktoś chce przeczytać dziesięć takich Greyów, zamiast jednego Gatsby’ego to naprawdę nikomu do tego. Cieszę się, kiedy na ulicy czy w jakimś pojeździe widzę osobę z książką albo czytnikiem w ręku, ponieważ wiem, że ta osoba CZYTA, bo sprawia to jej PRZYJEMNOŚĆ. Nie będę komentowała jej wyboru.

Sama stawiam raczej na jakość. Wolę takiego Flanagana od Greena (choć nie pogardzę Zielonym), ale też nie stawiam sobie twardych zasad. Jeżeli mam ochotę przeczytać wszystkie części „Pamiętnika księżniczki” to poświęcę na to miesiąc i będę się chwalić, że udało mi się pochłonąć dziesięć książek – będę szczęśliwa, że wróciłam do okresu dorastania. Jeżeli miesiąc będę czytała Bondę albo kogoś innego popularnego – też się będę tym chwalić. A jeżeli ktoś zacznie mi zarzucać, że jestem za stara na „głupią” literaturę to po prostu się odwrócę i pójdę.

To tyle. Musiałam po swojemu odnieść się do tego artykułu, którego autor wprost napisał, że POWINNIŚMY czytać literaturę wyższych lotów, ponieważ jest ona lepsza. Poza tym, twierdził także, że ilość beznadziejnych książek sprawia, że stajemy się głupsi. Nie dziwię się, że czytelnictwo ponoć spada, skoro do czytania namawiają takie osoby.

Żałuję, że gazetkę znalazłam w poczekalni i z wściekłości nie spojrzałam nawet, co to za pisemko.