Dlaczego przestałam kupować książki?

17:00 0 Comments A+ a-


Założenie, że książkoholicy kupują i składują książki nie wzięło się znikąd. Kochając książki pragniemy mieć ich jak najwięcej, nieważne, że na półkach nie ma już miejsca na kolejne. Nie docierają do nas racjonalne argumenty, że przecież do większości z nich nie wrócimy - po prostu chcemy na nie patrzeć. I wiecie co? Dla mnie to już przeszłość. 

Oczywiście nie mam nic do osób, które mają takie zwyczaje i nie przeszkadza im kupowanie książek oraz odkładanie ich na półkę. Jeśli sprawia to im przyjemność to dlaczego mieliby tego nie robić? Za taką formą rozrywki i hobby jestem jak najbardziej za. 

Dawniej, będąc jeszcze w liceum i na początku studiów potrafiłam kupić około 15 książek miesięcznie. Potem zaczęłam jeździć na targi książki i z każdych przywoziłam kolejne 10. Znajomi zawsze na prezent dawali mi następne - podobnie rodzina. Skończyło się na tym, że kupiłam kolejny regał, a część nowości składowałam w kartonach. W którymś momencie, kiedy ścierałam kurze na każdej półce, już nie mieszkając u rodziców (cóż... książek nie przewiozłam nigdy, ponieważ nie mam miejsca w nowym mieszkaniu na to) doszłam do wniosku, że jest ich za dużo. Większości z nich, bo aż prawie 100 książek nigdy nie przeczytałam. Widząc tę liczbę na kartce byłam załamana faktem ile pieniędzy wydałam. Pieniędzy, za które mogłam kupić meble, jedzenie albo wyjechać na dłuższe wakacje! 

Minęło kilka dni zanim postanowiłam, że przejrzę każdą książkę i zdecyduje, co z nimi zrobić. Postanowiłam, że te, które leżały na mojej półce nietknięte przez lata od razu sprzedam. Wybrałam stronę skupszop, gdzie wycenili moje zdobycze na marne grosze, ale przecież chciałam się ich pozbyć jak najszybciej. Część, do których nie byłam przekonana, co zrobić dalej - odłożyłam. Możliwe, że kiedyś je przeczytam, ponieważ wiem, że są to wartościowe powieści. Co zrobiłam z resztą? Regularnie czytam, a te, które skończyłam staram się sprzedać albo oddać. Niektóre z przeczytanych w liceum nadal stoją na regale z nadzieją, że kiedy będę miała kupione mieszkanie to je wezmę. Do części mam ogromny sentyment, do pozostałych wiem, że wrócę, bo to moje ulubione książki. Może kiedyś je oddam albo sprzedam - na razie niech stoją. 

Czy zdarza mi się kupić książkę? Od roku nie mam na półce nic pochodzącego z księgarni stacjonarnej albo internetowej. Niektóre powieści pochodzą z wymian (głównie są to klasyki), a niektóre zgarnęłam z babcinych kartonów. Systematycznie poznaje nieczytane przez lata i miesiące książki, nieustannie zmniejszając ich ilość w rodzinnym domu. Wiem, że następną okazję do zakupów będę miała na targach książki, ale zdaje sobie też sprawę, że tym razem będą to zakupy zrobione z głową - nie zaś "bo tanie" albo "kiedyś na pewno przeczytam". Podobnie jak nie proszę już o książki na prezent. Jeżeli naprawdę pożądam jakiejś powieści - nie zamawiam jej od razu, jak robiłam kiedyś. Wiem, że i tak by stała, więc równie dobrze mogę ją wypożyczyć z biblioteki albo odłożyć zakupy w czasie. Przecież żadna jeszcze nie uciekła! 

Czy czuje się źle pozbywając książek? Absolutnie nie! Oczywiście brakuje mi widoku zapełnionych regałów, ale wiem też, że te powieści, które posiadam są dla mnie wartościowe i wiążę z nimi dobre wspomnienia. 



Z racji tego, że znowu przybyło mi kilka książek "na sprzedaż" zastanawiam się nad zorganizowaniem kilku aukcji na allegro. Co myślicie? Nie chcę sprzedawać ich za kosmiczne sumy, a dosłownie za grosze (do max 13 zł za książkę + przesyłka allegro inpost).