Czas na studia? część 1

18:30 0 Comments A+ a-


Na studiach jestem już od dwóch lat i muszę przyznać, że przez ten czas nauczyłam się naprawdę dużo. Wbrew pozorom nie jest to takie straszne, jak każdemu się może wydawać. Zawsze będę zazdrościła osobom, które miały możliwość studiowania w swoich rodzinnych miastach i mają bliskich obok siebie,. Jednak wyjechanie gdzieś i życie samemu to świetna przygoda i niezła życiowa lekcja. 


Chciałabym się dzisiaj podzielić wskazówkami, które na pewno ułatwią każdemu studentowi, który wyjeżdża do obcego miasta, życie. 

MIESZKANIE
Bardzo chciałam wyjechać na studia do innego miasta, a skoro moja mała mieścina nie miała żadnej uczelni wyższej, to wybrałam Wrocław. 40 kilometrów to znowu nie tak dużo, więc myślałam, że będę gotowa dojeżdżać codziennie pociągiem na uczelnie. A potem doszłam do wniosku, że skoro marzę o życiu w większym mieście, to powinnam się tam przenieść. Ale to już łatwe nie było. Po pierwsze, musiałam zebrać naprawdę rozsądne argumenty i przedstawić je rodzicom. Wrocław do tanich miast nie należy, więc doskonale wiedziałam, że mój pomysł może im się nie spodobać. Obiecałam sobie, że jak tylko się zgodzą, to znajdę pracę i będę robiła wszystko, aby utrzymać się sama. Z pracą szybko nie wypaliło, ale zgodę dostałam i wspólnie znaleźliśmy pokój. 

Wiem, że akademiki to zdecydowanie tańsza opcja, ale oczywiście nie każdy ma szansę się do niego dostać. Jeśli macie inną możliwość, to proponuje uciekać od nich jak najdalej. A tych we Wrocławiu zdecydowanie unikać.

Wskazówka 1 - nie wynajmuj pierwszego lepszego mieszkania/pokoju/miejsca w pokoju. Warto umówić się na kilka spotkań i zobaczyć jakie są możliwości. Za pierwszym razem myślałam, że znalazłam świetne rozwiązanie - mieszkanie z właścicielami. Oprócz tego, że czułam się jak intruz i nie mogłam spokojnie posiedzieć w kuchni, to nieustannie mieli gości i musiałam na weekendy jeździć do domu. Potem mieszkałam z obcą dziewczyną w pokoju, której włosy znajdywałam nawet w lodówce na swoim jedzeniu (ohyda). Ostatecznie postanowiłam zamieszkać ze swoją przyjaciółką. Nie wierz w to, że mieszkanie razem niszczy przyjaźń. Jeśli ma ona trwać to będzie ;)
Niestety, mieszkanie rozpadało nam się w oczach...
Wskazówka 2 - bardzo dokładnie obejrzyj mieszkanie i dopytaj lokatorów albo właściciela o wszystkie szczegóły. Serio, nie chcesz wypływającej wody spod prysznica, zalewanej łazienki, śmierdzących rur czy okien, które nagle spadają Ci na głowę. Warto też przeczytać umowę i nie godzić się na wynajem bez niej. Umowa jest zabezpieczeniem Twojej kaucji i zawsze możesz ją negocjować. 

MIASTO
Wiadomo, że skoro masz już mieszkanie to raczej przenosisz się do niego jeszcze przed rozpoczęciem roku akademickiego. Zatem powinniście mniej więcej orientować się w topografii miasta albo chociaż ściągnąć sobie przydatne aplikacje na telefon. W dużych miastach przydaje się google maps oraz jakdojade (można sprawdzić skąd i gdzie odjeżdża tramwaj/autobus). Przez pierwsze dni we Wrocławiu chodziłam wszędzie na pieszo, bo nie umiałam wsiąść do tramwaju, nie umiałam odczytać rozkładu jazd. Dopiero po dwóch tygodniach koleżanka wszystko mi pokazała. Minęło pół roku, a teraz bez problemu wiem jak dojechać w każdy zakątek miasta i poradzić sobie w nieoczekiwanych utrudnieniach. 
Wskazówka 3 - jak już jesteś na miejscu, nie bój się pytać ludzi. W dużych miastach mało kto mieszka tam od dziecka i większość albo przyjechała na studia, albo do pracy. Oni też kiedyś byli zagubieni i jak nie pierwsza, to na pewno druga osoba Ci pomoże. 
Wskazówka 4 - oprócz topografii miasta, warto znać położenie najbliższych supermarketów, barów mlecznych albo tanich restauracji. Gwarantuje, że nie zawsze będzie Ci się chciało gotować obiad.
Wskazówka 5 - sprawdź jakie bilety autobusowe opłaca się kupić. Jednorazówki przydadzą się tylko wtedy, kiedy masz uczelnie pod nosem albo mieszkasz w ścisłym centrum. Czasami warto wydać więcej pieniędzy za pierwszym razem i zaoszczędzić na dłuższą metę. 

PIERWSZE DNI NA UCZELNI
Nie dość, że czułam się zagubiona w nowym mieście, to dodatkowo na uczelni nie znałam nikogo. Nie poszłam na dwa pierwsze spotkania ludzi z kierunku, więc myślałam, że będę jedyną osobą, która nikogo nie zna. Myliłam się - mnóstwo ludzi stało samotnie i nie wiedziało, co ze sobą zrobić. Tak naprawdę wystarczy podejść do kogokolwiek i zagadać. Często samo "cześć, jestem Agnieszka" wystarcza, aby rozpocząć rozmowę.

Studenci pierwszego roku muszę przejść immatrykulacje. Dla większości to strata czasu, który można przeznaczać na wyjście z nowymi znajomymi w miasto na kawę albo na piwo. Podczas immatrykulacji, przynajmniej na mojej, siedzi się kilkadziesiąt minut, słucha pierwszego wykładu, a następnie składa ślubowanie. Mój rok odbierał jeszcze indeksy i to był jedyny sposób ich otrzymania. Jeśli przegapisz ten dzień - nie martw się. Większość uczelni organizuje dodatkową immatrykulacje dla zapominalskich :)

Wskazówka 6 - Kolejne dni to zazwyczaj wycieczka na pierwsze wykłady. Budynki mogą być dobrze opisane albo w ogóle, jak na przykład wydział filologiczny UWr. Znalezienie sali może być banalnie proste, albo nie. Pytaj, pytaj, pytaj. Zawsze znajdzie się ktoś miły, kto zaprowadzi Cię do sali, opowie coś o wykładowcy i podpowie, co warto zobaczyć w mieście. Pamiętaj, że między liceum a studiami jest ogromna przepaść i ludzie, których poznasz są całkiem inni od licealnych znajomych.