Podsumowanie listopada

14:47 0 Comments A+ a-


Listopada? Jaki listopad? Czy ktoś mi może powiedzieć, gdzie uciekł mi cały miesiąc? Właśnie tak wyglądały moje ostatnie trzydzieści dni. Nawet pisząc ten post siedzę w pracy, bo wiem, że po powrocie muszę się przygotować na wtorkową masakrę zajęciową. Ale wiem, że nie jestem jedyną osobą, która nie ma czasu dla siebie i na własne przyjemności. Drodzy studenci, uczniowie i maturzyści - łączmy się w bólu, ale pocieszmy faktem, że chociaż podczas świąt będziemy mieć trzy dni wolnego! 

Skoro już się wyżaliłam, napsioczyłam, to teraz powinnam przejść do liczb. Od razu powiem, że książek w tym miesiącu przeczytałam aż 7, ale prawie żadnej nie zrecenzowałam. Głównie dlatego, że mi się nie chce, kiedy już znajdę czas na to, aby poleżeć sobie dwie godziny w ciągu tygodnia. 

Skończyłam przecudowną Tajemną historię Donny Tartt i zachęcam każdego, żeby sięgnął po tę książkę. Jeśli nie spodoba się Wam fabuła, to z pewnością zauroczy sposób jej napisania bądź niesamowita kreacja bohaterów. Natomiast Wszystkie wojny Lary Wojciecha Jagielskiego otworzyły mi oczy na kilka faktów - po pierwsze wojna, gdziekolwiek się nie toczy, to zawsze pozostaje wojną. Nieistotne jest to w jakim celu ktoś walczy, ale ważne, że wszyscy cierpią. Po drugie - dzięki tej książce wiele osób przestanie nazywać WSZYSTKICH muzułmanów terrorystami, bo Jagielski dokładnie wyjaśnia na czym polega ta różnica. I sama ją dostrzegłam. 

W listopadzie miałam też możliwość poznania historii Sydney z Kronik krwi autorstwa Richelle Mead. Mimo że nie jest to powtórka z Akademii wampirów, a sama historia dosyć banalna i momentami męcząca, ostatecznie jest wciągająca i zabawna. Nareszcie poznałam metody Poirota - bohatera Agathy Christie. Morderstwo w Orient Expressie w żaden sposób mnie nie rozczarowało. Podobnie było z Ember in the ashes. Imperium ognia, które skończyłam zaledwie dwa dni temu. Historia w żaden sposób nie jest przyjemna, ale pomysł na fabułę oryginalny, i przemyślany. Jednym słowem dobrze zapowiadająca się seria. 

Jeśli chodzi o kącik filmowy to było słabo. Mimo że widziałam już najnowszą część Kosogłosa to naprawdę nie wiem, co mam o niej myśleć. Z jednej strony to niemal idealna ekranizacja, ale z drugiej te efekty specjalne, zbyt teatralna gra aktorska... Chyba bardziej podobało mi się Crimson Peak. Wzgórze krwi za świetną scenografię i kreację. Nie wspomnę już o tym, że zobaczyłam przedstawienie teatralne z Benedictem Cumberbatchem. No dobra, przyznaje, że była to retransmisja nagranego spektaklu, ale to zawsze coś. Tym bardziej, że sztuka mnie zauroczyła, a Benedict w roli Hamleta był nieziemski (o tym na pewno jeszcze opowiem w grudniu). Całym sobą pochłonął mnie serial Suits. Do tego stopnia, że codziennie licytuje się o każdą najmniejszą rzecz i stałam się zdecydowanie zbyt pewna siebie. 

Mimo tego że listopad to dla mnie miesiąc-widmo, które opierał się głównie na schemacie sen-praca-studia-(może)sen to wypadł całkiem nieźle. Poza tym jestem zadowolona ze swojej wytrzymałości fizycznej i psychicznej oraz dobrej organizacji. Mam nadzieję, że ten ciemny listopad zadowala nie tylko mnie, ale również Was! 

A następnym razem widzimy się w dorocznym podsumowaniu wszystkich dwunastu miesięcy :)