Jak i dlaczego | czyli o wyprzedażach słów kilka

22:22 0 Comments A+ a-


Powiedzmy sobie szczerze - większość z nas woli zrobić zakupy książkowe w większych lub mniejszych sieciach handlowych. Nie ważne czy to wyprzedaże w Biedronce (bijące rekordy w szarpaniu się o pojedyncze egzemplarze), Lidlu, Realu, czy nawet tym nieszczęsnym Empiku). Mól książkowy, książkoholik albo przeciętny Polak zarabiający jak zarabiający wie, że na sieciówkowych wyprzedażach kupi więcej za mniej. Lub jak kto woli dwie czy trzy książki/płyty/filmy (wstaw cokolwiek) więcej niż w cenie detalicznej.

Przyznam się bez bicia, że do biedry, lidlów i innych supermarketów wchodzę po książki, kiedy widzę w gazetce sporą obniżkę (np. 8 złoty). Nie robię tego, kiedy cena różni się nieznaczenie, a danej pozycji aktualnie nie potrzebuję. Jednak za każdym razem zastanawiam się, czy naprawdę warto zapełniać swoje półki książkami, które chce mieć dla samego posiadania (bo doskonale wiem, że nowość przeleży u mnie kilkanaście, może kilkadziesiąt, miesięcy zanim znajdę na nią czas). Efekt nieprzemyślanego kupna jest taki, że mam na półce za dużo książek, których pewnie nigdy nie przeczytam. Ale ładnie wyglądają. 

Wiadomo, że książki są drogie, a niektóre wydawnictwa wydają je najniższym kosztem (z beznadziejnym papierem, rozpadającą się okładką i z błędami nie tylko merytorycznymi, ale i ortograficznymi), więc tłumnie szturmujemy supermarkety po tanie książki. A jak nie supermarkety to na pewno internetowe księgarnie/hurtowanie. O ile kupując przez internet nie czuje się winna, o tyle przeciskając się przez klientów w sklepie już tak. Dlaczego? Dlatego, że kiedyś był utarty schemat, że jeśli jesteś pisarzem i trafiasz do supermarketu to z góry jesteś skazany na porażkę. Teraz to już nie ma najmniejszego znaczenia, a wielkie sieci to wykorzystują. A przy okazji robią ogromną, ale to ogromna konkurencję małym miejskim i prywatnym księgarniom. 

Wyobraźcie sobie, że prowadzicie własny biznes, sprzedajecie książki od dziesięciu lat i nagle przychodzi Wam go zamknąć i odesłać swoich stałych klientów do Empików. Czy Matrasów. Przykre, prawda? Właśnie tak kończą teraz małe przedsiębiorstwa. Przez ostatnie lata, kiedy poziom czytelnictwa spadał (teraz na całe szczęście już rośnie) księgarnie utrzymywały się przez cały rok ze sprzedaży podręczników - z pewnych względów zaczyna być to pomału niemożliwe. Może i fajnie jest mieć książkę za dychę, może i ktoś lubi polowania na przecenach, ale szczerze zaczyna mnie martwić fakt, że znikają klimatyczne księgarenki na rzecz wielkich wyprzedaży w Biedronkach, marketingu Empiku, itd. Dlatego naprawdę zachęcam od czasu do czasu wejść do mniejszego sklepu, wdać się w pogawędkę ze sprzedawcą (jeśli zna się na rzeczy) i wrócić do domu z książką kupioną w normalnej cenie. Dlaczego? Bo nigdy nie wiecie, czy nie przyjdzie Wam pracować w miejscu, które przegrywa tylko dlatego, że nie robi wyprzedaży i dużych przecen.

A jak wy kupujecie książki? Tylko na wyprzedażach, przez internet bądź może jednak jesteście tradycjonalistami i dalej chodzicie do prywatnych księgarni?