212. Szarlotka - Agata Machczyńska

15:48 0 Comments A+ a-

Nie każde życie jest realne. A już zdecydowanie nie takie, gdzie po jednym wypadku następuje sekwencja nieprawdopodobnych zdarzeń, które aż biją w oczy swoim absurdem. Jednak ten absurd można albo zaakceptować, albo znienawidzić i kompletnie nie zrozumieć jego przesłania. 

Z Szarlotką pani Agaty dużo ryzykowałam. Z jednej strony jest to jej debiut literacki, a z debiutami bywa naprawdę różnie. Z drugiej zaś, opis z tyłu okładki przypomina mi trochę prozę Gombrowicza, no, może też Sąsiadów Adriana Markowskiego. Ale to, co zastałam w środku przeszło moje wszelkie wyobrażenie. Po lekturze doszłam do wniosku, że jestem pełna mieszanych, wręcz sprzecznych, uczuć, co skutecznie pozbawiło mnie umiejętności napisania czegokolwiek logicznego.

Antek i Ela wracając z wakacji ulegają wypadkowi. Spędzają kilka tygodni w jednym z czeskich szpitali. Jednak czytelnik niemal od razu zostaje przeniesiony z powrotem do miasta, w którym mieszkają: do domu bez światła, wody i prądu. Sami bohaterowie zostają wyrzuceni z pracy, a żyją jedynie z marnych oszczędności. Tutaj nawet rodzina nie jest w stanie pomóc. Do tego w ich życiu dochodzi do kilku niespodziewanych, wręcz nierzeczywistych wydarzeń.

Agata Machczyńska łączy prozę z dramatem, uzupełniając tę mieszankę odrobiną poezji. Do tej pory nie potrafię zrozumieć celu tego zabiegu. O ile niektóre wiersze trafnie oddają sytuacje, o tyle fragment z podziałem na role jest jeszcze większą abstrakcją. Miało być nowatorsko, ale niestety coś nie wyszło. Jeśli chodzi o fragmenty pisane prozą, to można nawet powiedzieć, że są całkiem udane. W miarę spójne, zawierające dobry pomysł na fabułę. Jednak z wykonaniem jest o tyle gorzej, iż autorka za bardzo skupia się na akcji. Wszystkie wydarzenia dzieją się po sobie tak szybko, że nie sposób czasami jest się połapać o czym w danej chwili jest mowa. Raz Ela się modli, potem nagle widzi swojego zmarłego psa i nie ma przy tym podanego żadnego porządku przyczynowo-skutkowego. A to prowadzi już do częstych błędów logicznych skutecznie niszczących przyjemność czytania. Natomiast ta część dramatyczna już zdecydowanie bardziej kojarzy mi się z nowatorstwem. Podział na role i późniejsze sytuacje mają sens. Nie mniej jednak muszę zwrócić uwagę na zbyt długie didaskalia i nieuporządkowane, chaotyczne i drewniane dialogi, które często nie były ze sobą w żaden sposób uporządkowany.

Szarlotce brakuje korektora, albo kogoś kto zająłby się też edycją i pilnowaniem nieścisłości w fabule. Z drugiej strony trzeba zaznaczyć, że książka została wydana przez sama autorkę, więc wiadomo, że proces wydawniczy wyglądał zupełnie inaczej. Jednak nie można dopuścić do takiej sytuacji, że czytelnik dostaje egzemplarz, któremu brakuje kilku istotnych szczegółów.

Szarlotka  to książka, którą albo się polubi, albo nie. Osobiście nie potrafię się do niej do końca przekonać ze względu na błędy logiczne i niespójną, aż nazbyt abstrakcyjną fabułę. Moim zdaniem Szarlotka wymaga jeszcze kilku poprawek, a wtedy jej nowatorstwo i oryginalność będzie mogła zostać doceniona przez szersze grono czytelników. Jednak jestem ciekawa, co inni myślą o tym sposobie ukazania losów bohaterów.