Maraton z Hugh Grantem

20:00 0 Comments A+ a-


1.Dwa tygodnie na miłość (2002), reż. Marc Lawrence 

Sandra Bullock i Hugh Grant w komedii romantycznej, będącej jednocześnie produkcją do bólu zabawną? Czemu nie? Przyznam, że byłam naprawdę ciekawa tego połączenia już od jakiegoś czasu, ale jeszcze nie wiedziałam, że rzeczywiście wystąpili w jednym filmie. Kiedy zostałam o tym poinformowana, od razu zabrałam się za oglądanie.
Lucy jest prawniczką, tak jak jej rodzice. Skończyła Harvard z najwyższą średnią, ale tak naprawdę nie ma to dla niej większego znaczenia. Została wychowana tak, aby nieść pomoc innym ludziom, tym, którzy naprawdę jej potrzebują, jednocześnie broniąc swoich wartości. W taki sposób dowiaduje się, że centrum młodzieżowe, w którym się bawiła jako dziecko, ma zostać wyburzone, a osobą, która za to odpowiada to George Wade. Lucy postanawia rozmówić się z mężczyzną, przez co przez co zostaje przez niego zatrudniona do firmy jako radca prawny. Przez te wszystkie miesiące, między tą dwójką zrodziła się niecodzienna przyjaźń. 

Zacznę od tego, że ta komedia jest naprawdę zabawna i wcale nie taka płytka, jak mogłoby się z początku wydawać. Żadnego głębszego sensu nie ma, niestety. Nie mniej jednak duet Bullock-Grant są niezastąpionym źródłem zabawy. Ich relacja jest niecodzienna, ale w taki sposób skonstruowana, że widz ma szansę poczuć się jej częścią. 
Polecam.


2. Prosto w serce (2007), reż. Marc Lawrence

Alex jest gwiazdą lat 80. Współcześnie śpiewa tylko dla swoich fanek, które wiekiem dobiegają czterdziestki, w zbyt ciasnych spodniach. Jednocześnie wraz ze swoim menadżerem próbuje znów  trafić na listy przebojów. I szczęście chciało, że jedna z popularnych gwiazd chciała nagrać z nim jeden utwór. Wtedy pojawia się Sophie, podśpiewująca sobie piosenkę przy pracy. 

Jak na film kręcony przez tego samego reżysera, co Dwa tygodnie na miłość, to ten wypada naprawdę słabo. Nie zwalę tu winy na obsadę, która chyba ratowała każdą sekundę produkcji, ale na fabułę. A raczej na jej brak. Przez cały czas miałam wrażenie, że oglądam jakiś tani film dla nastolatek. Poza tym, jak na komedię romantyczną, to Prosto w serce w ogóle mi się z nią nie kojarzy. Tego wielkiego uczucia nie było pomiędzy bohaterami - świadczyły o tym różne sytuacje jak i drętwe dialogi. Oglądając tę produkcję z przyjaciółką tylko kręciłyśmy głowę i zastanawiałyśmy się, o czym to tak właściwe jest. 

Ostatecznie nikomu nie polecam. Jest to raczej tego typu film, który pomaga usnąć, bo niczym specjalnym się nie wyróżnia. A wręcz przeciwnie, miesza wszystkie utarte schematy w bezsensowny sposób.