Rozprawa z 2014

14:00 0 Comments A+ a-

Ostatnio na mojej liście czytelniczej pojawiły się dziesiątki postów z podsumowaniem całego roku 2014. Niestety nie byłam w stanie przeczytać ich wszystkich, za co przepraszam tych, którzy nie znaleźli mojego komentarza. Jednak mam wrażenie, że wszystkie były o książkach - ile zostało przeczytanych, ile autor ma zamiar przeczytać, itd. Do tego doszły liczby - wszelkiego rodzaju statystyki. Oczywiście nie uważam, że to coś złego. Raczej jest to krótka dygresja, będąca wstępem do mojego podsumowania - kompletnie nie książkowego. Jeśli chodzi o moich ulubieńców z ubiegłego roku, to od 29 grudnia do 31 pojawiły się trzy krótkie wpisy. 

Biorąc pod uwagę to, że blogosferę ostatnio zalała fala podsumować, również pójdę tym krokiem, ale chciałabym się rozliczyć nie z przeczytanych książek, ani z osiągnięć bloga. Nie, będę pisała ogólnie - wzlotach, upadkach, planach, które się nie ziściły, a także zmianach, które dotknęły prawie każdy aspekty mojego życia. 

Zacznę od tego, że ten rok nie był lekki. Nie był zły, co to to nie, ponieważ przyniósł mi w życiu wiele dobrego, kilka szczęśliwych chwil, które chciałabym zapamiętać do końca życia. Jednocześnie pokazał mi, że nie można mieć wszystkiego i czasami trzeba podjąć bolesną decyzję, aby jutro było lepsze. 

Wszystko zaczęło się od stycznia ubiegłego roku, kiedy to zaczęłam poważne przygotowania do swojej matury. Nie żeby wtedy napadł na mnie stres, nie, on się pojawił dopiero na maturach ustnych, a jego stan wzrósł po wszystkim, kiedy przyszło czekać na wyniki. Ale wracając, wtedy też postanowiłam, co chciałabym zrobić ze swoim życiem, w jakim kierunku iść i czego wymagać od siebie. Usiadłam i przez całe dwa dni rozmyślałam nad tym, co powinnam zmieć, a co powinno zostać na swoim miejscu. Był okres, kiedy wymagałam zmian od wszystkich, kiedy okazało się, że największej zmiany wymagało moje podejście do życia. Jedna kartka papieru nie wystarczyła, 32 już tak. Jednak na samym spisaniu się nie skończyło, ponieważ od razu zabrałam się za realizacje swoich planów. Małymi kroczkami, dzieląc to wszystko na małe partie, aby w razie potrzebny móc zmienić swój wcześniejszy cel, nie niszcząc tego, co już udało mi się osiągnąć. 
Dzięki temu udało mi się wygrać z moim lenistwem i swoją drugą stroną, która stroniła od ludzi. Nabrałam pewności siebie (dokładnie tak, jak chciałam) i przestałam przejmować się tym, co myślą na mój temat nieznajomi. Nadal walczę z myśleniem nad tym, co myślą o mnie moi bliscy

Minęło te kilka miesięcy, gdzie większą uwagę poświęciłam życiu - nie maturze - i zdarzył się cud. Zakończyłam kilka znajomości, które wysysały ze mnie energię życiową. Zrozumiałam to dopiero po jakimś czasie i na początku nie mogłam w to uwierzyć. Ale jednak, teraz jestem szczęśliwsza, nie budzą mnie w nocy telefony, ani nie muszę wysłuchiwać komentarzy, które obrażały moją godność (mocne?). Aczkolwiek nie raz wracam do chwil, które spędziłam z tymi osobami i zaczynam wątpić w to, co zrobiłam. Z drugiej strony robię wszystko, aby iść dalej. 

Przyszła matura, zdałam egzaminy ustne na poziomie, który chciałam i pozostało mi czekać kolejny miesiąc na wyniki. Pierwsze dwa tygodnie, a zarazem ostatnie dwa tygodnie maja spędziłam na czystym i błogim lenistwie, które należało mi się po tych wszystkich latach nauki - o nie, nie opierdzielałam się w żadnej klasie. Przełomem było znalezienie ciężkiej, fizycznej pracy, która nauczyła mnie szacunku do pieniądza, przez co przestałam się prosić o drobne. W między czasie dostałam wyniki z matury i byłam nimi bardzo zaskoczona! Dostałam się na wszystkie kierunki, na które złożyłam papiery i wybrałam ten, który dla mnie był najważniejszy. Wtedy też zaczęłam planować moją przeprowadzkę do Wrocławia. Pracowałam sobie w najlepsze, przyszły moje urodziny, skończyłam 19 lat, a przede mną świat się dopiero otwierał. W sierpniu spełniłam swoje kolejne marzenie i wyjechałam do Włoch. Zamiast leżeć na plaży to biegałam i zwiedzałam wszystko, co zwiedzić mogłam, rozkoszowałam się dobrym winem i kochanym makaronem. Wtedy zdałam sobie sprawę, że ten rok jest najlepszym okresem w moim życiu i za nic nie chciałabym go czymś zastąpić. Kiedy mówili, że nic mi się nie uda, że nic nie osiągnę, że żyje marzeniami - nie słuchałam nikogo. Walczyłam o swoje, ciężko pracowałam nad wynikami i czuje się, jakbym wygrała na loterii. Spełniałam wszystkie najważniejsze marzenia. 

W październiku mieszkałam już na dobre we Wrocławiu i starałam się ogarnąć te wszystkie nowości: tramwaje, autobusy i oczywiście studia. Poznałam mnóstwo osób i jak się okazało, ludzie po maturze rzeczywiście traktują wszystkich inaczej. W liceum miałam kilka koleżanek, inne się nie odzywały. Tutaj poczułam jakby świat się przede mną otworzył. I choć teraz wydaje mi się, że to trochę naiwne z mojej strony - taka jest prawda. Na uczelni wcale nie ma lajtu - a mówili, że sam sobie wybierasz, co chcesz studiować, a uczysz się tylko dwa razy do roku. Tralala, nie wierzcie. To ciężka praca. 

I takim rytmem dobiłam do 31 grudnia, gdzie stres przed zbliżającą się sesją zmusił mnie, aby zwątpić w swoje marzenia i cele, zaćmić to, co udało mi się osiągnąć. Kiedy pracujesz nad sobą, życie staje się o wiele przyjemniejsze, bo wiesz, że tego właśnie chcesz. Nic nie przyjdzie samo, a na każdą najmniejszą rzecz musisz ciężko pracować. Dopiero wtedy ją docenisz. 

Idąc tym tokiem myślenia, muszę wspomnieć kilka słów o swoim blogu, który stał się dla mnie ogromną inspiracją, co do tego, kim chciałabym w przyszłości być. Normalnie powiedziałabym, że wydawcą albo bibliotekarką. Ale choć kocham książki, to wolałabym się zająć ich korektą. Stąd mój kierunek studiów. Będzie ciężko, ale wierzę, że dopnę swego, tak jak to robiłam do tej pory. 
Podsumowując ten rok na blogu, to powiem, że ominęły mnie targi (wszystkie), choć moje plany były ogromne, nie poznałam nikogo, kogo chciałam. Ale jeszcze nic straconego. Grunt, że blog się rozwija, statystki poszły w górę i kilku nowych czytelników mi przybyło ;> 

Dlatego chciałabym Wam serdecznie podziękować za to, co minęło. Za to, że dotrwaliście do końca mojego życiowego wywodu. Jednak nim chciałam Wam powiedzieć, że warto walczyć o swoje życie, bo tylko w ten sposób je wygracie. Będziecie szczęśliwi, spełnieni i nawet wtedy, kiedy nawiedzi Was chwila zwątpienia, szybko minie. Dlatego rozwijajcie się dalej, idźcie za marzeniami i nigdy przenigdy nie słuchajcie, kiedy ktoś Wam będzie mówił, że jesteście beznadziejni. A dla przyszłych maturzystów mam radę - te egzaminy na zawsze utkną Wam w pamięci, bo są ważne. Poświęcajcie na naukę tyle czasu ile uważacie, że potrzebujecie, ale nie zapominajcie, że życie ucieka i nie odzyskacie tych chwil. 

Wszystkiego dobrego w nowym roku!