Niebo istnieje naprawdę (2014)

14:00 0 Comments A+ a-


Filmy o wierze mają w sobie coś, co mnie przyciąga. Nie chodzi mi tu o produkcje, które mają być odwzorowaniem scen biblijnych, ale raczej o takie, mające ścisły związek z cudami, udowadnianiem swojej wiary, zwątpieniem. Pewnie dlatego zdecydowałam się w końcu zobaczyć Niebo istnieje naprawdę

Colton (Connor Corum) wraz ze swoją rodziną mieszka w małym miasteczku, w którym społeczność jest bardzo ze sobą związana. Jego ojciec Todd (Greg Kinnear) jest miejscowym pastorem, uwielbianym przez swoich sąsiadów, nie tylko tych, co uczęszczają do kościoła słuchać jego kazań. Natomiast matka Sonja (Kelly Reilly) w każdy poniedziałek prowadzi spotkania miejscowego chóru, szkoli dzieci do śpiewu w kościele i codziennie stara dać swoim dzieciom wszystko, co najlepsze. Cała sielanka znika w momencie, kiedy Colton trafia do szpitala w ciężkim stanie. Po przebudzeniu zaczyna opowiadać o tym, że podczas operacji opuścił swoje ciało i wraz z Jezusem odwiedził niebo. 


Historia czteroletniego Coltona jest intrygująca, a jednocześnie sprawia, że widz jest zdezorientowany. Trudno jest uwierzyć w słowa chłopca, mimo że już na samym początku produkcji pojawia się informacja, że film jest oparty na faktach. W późniejszym czasie pojawiają się wątpliwości, czy to tylko halucynacje, puste słowa i wymysł dziecka. Ale Niebo istnieje naprawdę nie polega tylko i wyłącznie na tym, aby przekonać widza. 

Oprócz opowieści o niebie, dostajemy również obraz doskonałej rodziny, która nagle musi walczyć z odrzuceniem ludzi, którzy wcześniej okazywali im swoją troskę. To opowieść o rodzinie walczącej wewnątrz, aby nadal wierzyć w Boga i w to, że się wzajemnie kochają. To udowodnienie, że w życiu ważne są różne rzeczy - nie tylko pieniądze czy przedmioty materialne. Zakończenie jest jednym wielkim morałem, który pełni nie tylko funkcję pouczającą, ale również sprawia, że widz rozumie całą sytuację. 


Connor Corum w roli Coltona był przeuroczy, przesłodki - to jedyne stwierdzenie, jakie przyszło mi na myśl, kiedy zaczęłam pisać to zdanie. Jak na swoje siedem lat, chłopiec zagrał przekonująco, jednocześnie sprawiając, że łezka nie raz zakręciła się w oku. Jego niewinna buzia nieustannie kazały mi się zastanowić, czy uwierzyć w prawdziwość tego, o czym jest produkcja. 
Wspominając o grze aktorskiej, muszę powiedzieć, że Greg Kinnear to doskonały wybór. Oglądałam już wszystkie filmy, w których zagrał i muszę przyznać, że w podobnych rolach jest niesamowity. Tutaj miałam wrażenie, że on rzeczywiście jest tym ojcem, pastorem, którego wiara w Boga została zachwiana. Żeby to zrozumieć, trzeba zobaczyć film. 


Ta produkcja jest cudowna. Niesamowicie wciąga, doskonale przekonująca, trzymająca w napięciu, udekorowana dobrą grą aktorską. Po długiej przerwie Randall Wallace ponownie pokazał, że jest znakomitym reżyserem. Można chociaż spojrzeć na takie filmy jak Pearl Harbor i Braveheart, nad którymi również pracował (głównie jako scenarzysta). Niebo istnieje naprawdę to taki rodzaj kunsztu filmowego, że trudno jest o nim napisać. Może dlatego, że zostawia mętlik w głowie, wywołuje ogrom nieznanych emocji, głównie niepewności. Aczkolwiek jestem przekonana, że to trzeba po prostu zobaczyć. Nie ważne, jakie mamy poglądy polityczne, czy jakiego wyznania jesteśmy. Bo tu nie chodzi tylko o temat, ale o całą otoczkę - dialogi, scenografię, grę aktorską. 

Film jest zdecydowanie produkcją, która zmusza do zatrzymania się na na krótką chwilę. Zdecydowanie porusza każdego, czego dowodem jest chociażby reakcja mojego brata, oglądającego go potem w nocy jeszcze raz (a warto wspomnieć, że zazwyczaj kpi sobie z tego rodzaju filmów). Dlatego będę gorąco namawiała każdego, żeby dał szansę, poświęcił niecałe dwie godziny na zobaczenie tego pięknego obrazu.