Magia w blasku księżyca (2014)

21:23 0 Comments A+ a-



Produkcje Woody'ego Allena staram się oglądać na bieżąco, choć nie zawsze mi to wychodzi. Zazwyczaj oglądam jakiś film raczej z przypadku, niż z chęci bliższego poznania losów bohaterów, które jak wiadomo,  mają dosyć ekstrawaganckie i raczej dziwne historie, niż normalnie. Z drugiej strony wszystko zależy od samej fabuły i obsady. Tak było właśnie z Magią w blasku księżyca, która mimo negatywnych opinii, mnie zaciekawiła głównie przez aktorów, którzy zagrali główne role. Dodać do tego małego równania lata 20. we Francji i jak dla mnie - sukces. Ale czy aby na pewno? 

Stanley (Colin Firth) żyje ze sztuczek magicznych i występów w roli Chińczka Wei Ling Soo. Nie przyjmuje do świadomości, że istnieje ktoś taki jak Bóg czy życie pozagrobowe, nie mówiąc już o duchach i innych wymyślnych zjawach. Dlatego, kiedy jego najlepszy przyjaciel pojawia się z propozycją, aby udał się z nim na południe Francji i zdemaskował pewną kobietę podającą się za medium - nie namyśla się zbyt długo. Już od pierwszej chwili Stanley czuje, że Sophie nie jest podobna do innych spirytystek i może rzeczywiście jej dar rozmawiania ze zmarłymi jest prawdziwy. 


Od razu przyznam, że jestem jedną z nielicznych osób, które ten film naprawdę zainteresował. Nie trzymał w napięciu od samego początku, jednak ciekawił, a ta ciekawość pogłębiała się z każdą minutą produkcji. Chociażby sam fakt pokazania magii na samym początku - magii, której nigdy nie potrafiłam zrozumieć. Z czasem  zostaje ona zastąpiona seansami spirytystycznymi. Gdyby nie to, że pojawiała się w niektórych momentach, film nie byłby warty prawie żadnej uwagi. 

Mogłabym powiedzieć, że na uwagę zasługuje obsada. Jednak oprócz nazwisk, wielkiego zachwytu nie ma. Inaczej, gdybym spojrzała na Magię w blasku księżyca bardziej na spektakl teatralny, może czułabym się bardziej usatysfakcjonowana. Niestety, ani Colin Firth w roli Stanleya, ani cudowna Emma Stone jako Sophie, nie sprawili, że poczułam ową magię. Ta sztuczność ich postaci wręcz gorszyła. Spodziewałam się czegoś lepszego, ale tym razem jestem naprawdę zawiedziona. 


Chyba największym plusem całej produkcji jest wszechobecny klimat lat 20. Piękne stroje, cudowne fryzury - chyba każda kobieta jest w stanie zwrócić na to uwagę. Do tego piękna muzyka dodająca uroku widokom