Kosogłos (2014)

15:06 0 Comments A+ a-


Na Kosogłosa wybrałam się już w dniu premiery, a dokładnie na maraton. Doszłam do wniosku, że przy okazji porównam sobie wszystkie części, które do tej pory zostały przeniesione na wielki ekran. Przyznam, że nie żałuję tej decyzji, ponieważ ta noc była pełna emocji, a jej finał, czyli obejrzenie Kosogłosa, był wart zarwania nocy. 

Po Igrzyskach Ćwierćwiecza nic już nie będzie wyglądało tak, jak dawniej. Rośnie napięcie w dystryktach, które szykują się do buntu przeciwko Kapitolowi. Katniss zostaje przeniesiona do Trzynastki, ma zostać symbolem walk - Kosogłosem. Okazuje się, że jest to jedyna możliwość, aby uratować Peetę z rąk prezydenta Snowa, więc wciela się w swoją rolę, kręcąc liczne propagity, mające przekonać ludność dystryktów do tego, aby przyłączyli się do wojny. 


Będąc na maratonie, dużą wagę poświęciłam do porównania wszystkich trzech części. Dzięki temu zrozumiałam, że o jakości danej produkcji w dużej mierze decyduje reżyser, a zatem te ekranizacje, nad którymi czuwał Francis Lawrence są zdecydowanie lepsze. A biorąc pod uwagę to, że druga część Kosogosa była kręcona w tym samym momencie, co pierwsza, to spodziewam się podobnego widowiska do tego, które otrzymaliśmy tym razem. 

Zacznę od zdjęć, ujęć i kadrów, które tym razem mały nieco chłodny odcień, a więc dały nam poczucie grozy i tajemnicy. To uczucie towarzyszy widzowi od pierwszej do ostatniej minuty filmu. Może dlatego, że większość scen rozgrywała się pod ziemią w Dystrykcie Trzynastym, w pozostałościach Dwunastki, a rzadko już w lesie czy terenie innych dystryktów. Oczywiście, mogliśmy się tego spodziewać z opisów, jakie Suzanne Collins zawarła w swojej powieści. Nie mniej jednak inaczej jest coś czytać i wyobrażać to sobie, a inaczej zobaczyć czyjeś wyobrażenie. Wydaje mi się, że to, co zobaczyliśmy na wielkim ekranie spełnia oczekiwania większości widzów. A już zwłaszcza obraz Dwunatego Dystryktu. 
Jeśli chodzi o podziemną bazę Trzynastki, to byłam kompletnie zaskoczona. Wyobrażałam ją sobie jako sieć sterylnych pomieszczeń, dosyć nowoczesnych z jasnym światłem jarzeniówek. Och, jak się moja wizja rozminęła z wizją reżysera. 


Pierwsza część Kosogłosa to głównie wprowadzenie do tego, co będzie działo się później, czyli jednym słowem wszystko, co pojawiło się przez większość fabuły w literackim pierwowzorze. To właśnie zmusza widza do zastanowienia się, jak zostaną ukazane kolejne sceny. Dodatkowo, twórcy pokusili się o dodanie fragmentów, które w ogóle nie pojawiają się w książce. Oczywiście, przy ekranizacjach zawsze możemy spotkać się z czymś takim, więc nie można mówić o zaskoczeniu. Jednak przyznam, że większość z nich, mimo różnorodności, pasowała do momentu, w którym została dodana.  

Obsada pozostała bez większych zmian. Wiele osób nie lubi Jennifer Lawrence w roli Katniss, uważając, że nie odgrywa swojej roli w sposób wiarygodny. Kosogłos pokazał, że jednak to potrafi. Trzeba pamiętać, że Katniss Everdeen to przede wszystkim nastolatka, która wzięła udział w Głodowych Igrzyskach, aby chronić swoją siostrę, a potem została do tego zmuszona przez to, co zrobiła wcześniej. Patrząc na śmierć niewinnych ludzi, dzieci, jednocześnie samej zabijając lub boleśnie raniąc innych, logiczne jest to, że jej psychika już nigdy nie będzie taka jak dawniej. To właśnie widać w wielu scenach, kiedy bohaterka płacze, ma koszmary, momenty wahania. Uważam, że Jennifer Lawrence była świetna. 
Peety (Josh Hutcherson) było zdecydowanie za mało, przez co trudno jest mi wyrazić swoją opinię o tej postaci w Kosogłosie. Oczywiście było dobrze, a w pewnym momencie fenomenalnie, przez co wszyscy zdążą zrozumieć, jakie konsekwencje niesie za sobą osaczanie. 
Ogromne brawa dla Woody'ego Harrelsona za genialne odegranie roli Haymitcha. Ta postać należy do moich ulubionych już od pierwszej części, dlatego cieszyłam się, że w filmie wszystkie moje wyobrażenia o niej się ziściły. Tutaj trzeźwy Haymitch angażuje się w sprawę odebrania Kapitolowi władzy, jednocześnie w jakiś pokręcony sposób wspierając Katniss w jej walce o odzyskanie Peety. Nadal jest arogancki, ironiczny i nieźle pokręcony, ale to są wszystkie cechy, które tworzą go jako bohatera. 
Zdziwiła mnie obecność Effie Trinket (Elizabeth Banks), która chyba zastąpiła całą ekipę przygotowawczą Katniss. Nie mniej jednak mimo ponurego wyglądu, jej charakter, sposób bycia nadal się wyróżniał i wiele scen z jej udziałem doprowadzało mnie łez.
Julianne Moore jako prezydent Coin była zaskoczeniem. Trudno powiedzieć, czy pozytywnym, czy raczej negatywnym. W niektórych momentach aktorkach zagrała bezbłędnie, w innych całkowicie sztucznie.


Kosogłos to jedna z lepszych ekranizacji, jakie miałam okazję oglądać. Na pewno nie raz wrócę do tego filmu i pójdę do kina na kolejną, ostatnią już część Igrzysk. A jakie jest wasze zdanie na temat Kosogłosa?