191. Wybacz mi, Leonardzie - M. Quick

16:09 0 Comments A+ a-



Książki Matthew Quicka już od pewnego czasu są mi bliskie. Wszystko zaczęło się od Niezbędnika Obserwatora Gwiazd, który poruszył mnie swoją niebanalną historią. Potem przyszła pora na Poradnik pozytywnego myślenia z interesującą opowieścią o dwójce osób, które miały w życiu pod górkę. Ostatnie dni minęły mi na czytaniu Wybacz mi, Leonardzie, czyli książki dopracowanej w każdym calu, o niecodziennej fabule i oczywiście pouczającym zakończeniu.

Co robisz, kiedy twoje dzieciństwo i okres dorastania jest bolesny? Robisz wszystko, aby wywalczyć szczęście, postarać się o to, aby chociaż dorosłość była wyjątkowa, czy może się poddajesz i planujesz ze szczegółami zakończyć swoje życie starym, niemieckim pistoletem? Leonard Peacock wychowywał się bez ojca, który prawdopodobnie ukrywał się w Ameryce Południowej. Również jego matka nigdy nie miała dla niego czasu, wiecznie zabiegana i nieobecna w domu. A najlepszy przyjaciel Leonarda? To sąsiad, emeryt, który przez cały czas ogląda stare filmy z Bogartem. Leonard skrywa również bolesną tajemnicę z przeszłości. 

Wybacz mi, Leonardzie to opowieść głównie skierowana do młodzieży. Jednak jej przekaz sprawia, że nie tylko nastolatek wyciągnie z niej dobrą, życiową lekcję. Również osoba dorosła wyniesie kilka interesujących rzeczy z powieści, które, choć z pozoru, są banalne, tak naprawdę mają wartość. 

Na samym początku, Leonard nie sprawia, że czytelnik może obdarzyć go sympatią. Jego myśli są chaotyczne, pełne sprzeczności i tak naprawdę trudno jest się domyślić, jakie ma plany na przyszłość. Właśnie ten nieskładny wstęp sprawia, że chce się porzucić książkę. Nie mniej jednak, można szybko przez niego przebrnąć i nareszcie znaleźć interesujące fragmenty. Leonard w czasie biegu akcji, trwającej zaledwie trzy dni, przechodzi ogromną wewnętrzną metamorfozę. 

Historia Leonarda jest na tyle interesująca, że trudno oderwać się od całości. Tym bardziej, że od samego początku (chociażby opisu książki), doskonale wiemy, co zamierza zrobić bohater. Przez prawie czterysta stron możemy śledzić jego sposób postrzegania świata, decyzje, jakie podejmuje i oczywiście dowiadujemy się, co tak naprawdę nim kieruje. Przy okazji poznajemy kilku nowych bohaterów, również dosyć interesujących. Każdy z nich w jakiś sposób wyróżnia się z tłumu, przez co nie można przyczepić im żadnej łatki. 

Matthew Quick ma specyficzny styl narracji, głównie opierającej się na śledzeniu losów głównej postaci z jej perspektywy. O ile w Poradniku pozytywnego myślenia taki zabieg mi przeszkadzał, to tutaj muszę powiedzieć, że był udany. Może dlatego, że Leonard jako nastolatek był w posiadaniu pistoletu, z którego chciał zrobić użytek. Możliwość kontrolowania jego toku wypowiedzi, pozwala na głębszym zrozumieniu całej sytuacji. 
Dzięki prostym słowom, książkę czyta się bardzo szybko. A jeśli wziąć pod uwagę to, że ciężko się od niej oderwać... Cóż, tę powieść powinien przeczytać każdy.