188. The Lying Game: Nigdy przenigdy - S. Shepard

12:46 0 Comments A+ a-


Emma nadal żyje udając Sutton, robiąc wszystko, aby nikt z jej otoczenia nie dowiedział, że nie jest tą osobą, za którą się podaje. Okazuje się, że prawdziwa Sutton, jej siostra bliźniaczka, została zamordowana, a zabójca za wszelką cenę nie chce, aby ktokolwiek odkrył prawdę. Szantażem zmusza Emmę do ukrywania swojej prawdziwej tożsamości. Jednak to nie powstrzymuje dziewczyny przed rozpoczęciem prywatnego śledztwa. Z pomocą Ethana, swojego jedynego przyjaciela, sama stara się uniknąć śmierci. 

Pierwsza część serii The Lying Game skutecznie przekonała mnie, aby nie sięgać po dalsze tomy. Okazało się, że dobrze zaopatrzona biblioteka miejska potrafi zdziałać cuda i tak oto stałam się posiadaczką Nigdy przenigdy, czyli kolejnego tomu serii.  

Muszę przyznać, że Sara Shepard doskonale wie, jak zainteresować czytelnika i jeszcze bardziej zagmatwać fabułę. Aczkolwiek w Nigdy przenigdy nie wydarzyło się nic konkretnego, nie dowiadujemy się o niczym ważnym. Miałam wrażenie, że książka została napisana po to, aby przedłużyć akcję z pierwszego tomu. Równie dobrze można by je połączyć i nic złego by się nie stało. Poza tym, te kilkaset stron czyta się w trzy, cztery godziny i zanim się obejrzałam,  odwróciłam ostatnią kartkę. Nie mówię jednak, że była to strata czasu. Mimo przeciągania fabuły, świetnie się bawiłam śledząc losy Emmy. Nie liczyłam na to, że poznam nazwisko mordercy Sutton, tym bardziej wszyscy wiemy, że seria Pretty Little Liars liczy już trzynaście tomów, a to jeszcze nie koniec. Dlatego obawiam się, że każda kolejna część The Lying Game będzie wyglądała dosłownie tak samo. 

Narracja w Nigdy przenigdy nie jest specjalnie skomplikowana.  Przez fabułę można się prześlizgnąć i wcale nie zastanawiać nad sensem niektórych scen. Nie żeby tego sensu nie miały, po prostu wszystko zostało napisane tak prostym językiem, że nie sposób nie zrozumieć, co chodziło. Dziwnym zabiegiem jest wprowadzenie jako głównego narratora, martwej Sutton. Czytelnik już  na początku serii wie, że dziewczyna nie żyje i nic nie pamięta, ale jednocześnie unosi się gdzieś w tej przestrzeni świata żywych, obserwując, co robi jej siostra. Jest samotna i sfrustrowana, ponieważ nie wie, jak mogłaby pomóc Emmie rozwiązać zagadkę. Do tego boi się, że ktoś z jej rodziny ucierpi. Trudno jest mi się ustosunkować do takiego sposobu narracji, ponieważ ani mnie specjalnie nie drażnił, ani nie wprowadzał wielkich zmian. Po jakimś czasie przestałam zwracać na niego uwagę. 

Fabuła, jak wcześnie wspomniałam, nie jest niczym nowym. Trochę zamieszania, podejrzenia i oczywiście zaskakujące zakończenie. Tak naprawdę, nic specjalnego się nie stało. Aczkolwiek jestem pewna, że wiele osób stwierdziłoby inaczej i uznało, że akcja wstrząsnęła czytelnikiem. 

Po kolejną część sięgnę, ale niestety nie wiem kiedy. Historia Emmy i Sutton wcale nie jest górnolotna i zaliczyłabym tę serię do kategorii książek, przy których pozwalamy, aby nasz organizm zaczął się relaksować. Żadnych mądrości życiowych z niej nie wyniesiemy.