187. Rodzina Casteel - V.C. Andrews

09:00 0 Comments A+ a-


Czasami życie nie wygląda tak, jakbyśmy sobie wymarzyli i musimy zmierzyć się z całym nieszczęściem, które los dla nas zgotował. Zdarza się, że zostajemy pozbawieni normalnego domu, jedzenia, pieniędzy, ciepłych ubrań, a przede wszystkim miłości i ciepła rodzinnego. A żeby jeszcze tego było mało, nagle musimy dorosnąć i zająć się tymi wszystkimi problemami samemu. Takie dzieciństwo miała Heaven Leigh Casteel, dziewczyna mieszkająca w górach, pogardzana przez całą społeczność swojego miasteczka, wykorzystywana przez macochę i psychicznie gnębiona przez ojca. 

Książki Virgini Andrews zostały wydane w Stanach Zjednoczonych już dawno temu, jeszcze przed śmiercią pisarki. Niestety, na polskim rynku wydawniczym pojawiły się całkiem niedawno, a już w szczególności seria o rodzinie Casteel. Piszę niestety, ponieważ książki Andrews są świetne. 

Rodzina Casteel to powieść otwierająca nową serię, w której główną bohaterką jest Heaven, dziewczynka, której matka umarła przy porodzie, przez co znienawidził ją jej własny ojciec. Wraz ze swoim rodzeństwem żyją w okrutnych warunkach: w chacie, gdzie nie ma ani łazienki, ani bieżącej wody, czy chociażby łóżek. Jedyną izbę, w której mogą zaznać wygodny, jest sypialnia ich rodziców. Jednak wejście tam może skończyć się chłostą. Rodzina nie tylko mieszka w ruderze bez ogrzewania, ale również wszyscy są najbardziej pogardzanymi ludźmi w całej wsi, głównie dlatego, że nie mają pieniędzy, chodzą w łachmanach i niezbyt ładnie pachną. Dla Heaven i reszty dzieciaków takie życie jest piekłem, ale ona dodatkowo traktowana jest jako darmowa siła robocza dla swojej macochy. Wybawieniem dla niej są dni, w których musi chodzić do szkoły, dlatego uważa naukę za najlepsze, co mogło ją spotkać. Okazuje się, że los może być jeszcze gorszy. 

Historia jest oczywiście smutna i myślę, że każdy odczuje współczucie dla nastoletnich bohaterów. Nikt nie powinien mieć tak okrutnego życia, a wydaje się, że dzieciaki zostały skrzywdzone podwójnie. Andrews w sposób brutalny opisała życie w Winnerow, nie bawiąc się w żadne subtelności czy chociażby cień współczucia. To zostawiła czytelnikowi. Podobny zabieg pojawił się w każdej części Kwiatów na poddaszu. Nie mniej jednak, zabrakło mi trochę oryginalności w Rodzinie Casteel. Ponownie dostajemy ciężkie dzieciństwo, nader dojrzałą dziewczynę, która wraz ze swoim bratem muszą zająć się domostwem. Jednocześnie kolejny raz pojawił się motyw niesprawiedliwego i okrutnego rodzica. 

Sposób pisania autorki jest jak najbardziej przystępny. Andrews posługuje się raczej prostym językiem, który nie sprawia żadnego problemu i myślę, że każdy zrozumie przesłanie powieści. Fabuła spójna, czasami akcja zwalnia, aby następnie ruszyć do przodu. 

Jedyną rzeczą, jaka mnie raziła, to rozwiązłość jednej z sióstr. Miała ona jedenaście, dwanaście lat, a już wyczyniała z chłopcami i mężczyznami takie rzeczy, o których dziewczyna w tym wieku nawet by nie pomyślała. Było to bardzo sztuczne i raczej mało prawdopodobne i nawet świadomość, że Rodzina Casteel została napisana w latach 80. nie sprawiła, że zrozumiałam ten dziwny pomysł. 

Chętnie sięgnę po kolejne tomy serii, mając nadzieję, że wiele wątków zostanie wyjaśnionych, a jeszcze inne rozwinięte.