The 100 s.1

12:45 0 Comments A+ a-


Już jakiś czas temu zalała nas fala książek z motywem dystopii, świata po wielkiej apokalipsie, gdzie kilkoro nastolatków walczy o przetrwanie. Nigdy nie przepadałam za takimi powieściami, ponieważ większość z nich powielała schematy z poprzednich. Jednak kiedy dowiedziałam się o serialu The 100, nie mogłam odpuścić, więc włączyłam pierwszy odcinek. I przepadłam. 

Ziemia została skażona podczas wojny nuklearnej, więc jedynym ratunkiem ludzi było zamieszkanie na statku kosmicznym, Arce. Okazuje się, że życie na niej wcale nie jest takie proste, a mieszkańcy muszą przestrzegać szeregu zasad, a złamanie prawa grozi natychmiastową śmierci. Po 97 latach dochodzi do awarii systemu, przez co kończy się tlen. Rada Arki postanawia wysłać na Ziemię setkę młodych ludzi, przestępców, aby sprawdzili, czy planeta jest gotowa do zamieszkania. W pewnym momencie okazuje się, że nie tylko oni przeżyli. 


Temat, z którym zmierzyli się twórcy, wbrew pozorom wcale do najłatwiejszych nie należy. Umiejscowili akcję na Ziemi, gdzie o życie walczyła setka, ale także w kosmosie. Ludzie żyjący w przestrzeni kosmicznej nie mieli łatwego do życia, kiedy okazało się, że zaczyna brakować tlenu i część z nich będzie musiała się poświęcić. Do tego system polityczny i prawny na Arce tylko utrudnia życie, ze względu na liczne zakazy i nakazy. Wszelkie złamanie prawa groziło śmiercią. Tylko niepełnoletni zostawali skazywani na karę więzienia.
W przypadku setki na Ziemi sprawa ma się nieco inaczej, gdyż tam niemal od razu zapanowała anarchia, a o władzę nad nastolatkami walczą Bellamy Blake oraz Clarke Griffin. Okazuje się, że większość dzieciaków ma dość zasad panujących na Arce, więc wybiera Bellamy'ego. Wszystko zmienia się, kiedy wychodzi na jaw, że nie są jedynymi ludźmi na planecie. 

Ponieważ rzadko zwracam uwagę na tego typu produkcję, nie spodziewałam się niczego niesamowitego. Po pierwszym odcinku nie byłam do końca przekonana czy warto. Wierzcie mi, serial jest genialny. Sezon ma tylko trzynaście odcinków, ale mówiąc, że nie ma to najmniejszego znaczenia, mówię prawdę. Dawno nie widziałam tak dobrze wykreowanego świata, dopracowanego planu jakiegokolwiek serialu. Okazuje się, że współczesne produkcje można określić albo mianem genialnych, albo najgorszych  z możliwych. The 100 zdecydowanie należy do tej pierwszej kategorii.


Charakteryzacja bohaterów, w przypadku kreowania świata, wypada dosyć słabo. Na samym początku trudno mi było przyzwyczaić się do postaci, miałam ochotę wszystko wyłączyć, kiedy okazało się, że to dziewczyna jest głównym charakterem w produkcji. Eliza Taylor w roli Clarke kompletnie mnie nie przekonała. Gra tej aktorki zupełnie się nie wyróżniała, po prostu stała, czasem coś powiedziała, niekiedy zmieniła wyraz twarzy. Jeśli chodzi o innych bohaterów, to było lepiej, aczkolwiek trudno znaleźć w całej produkcji kogokolwiek, komu można by było kibicować. Może wynika to z tego, że nie wiadomo, czy dana osoba przeżyje. A umierają niespodziewanie. 


Na niektórych stronach internetowych pojawił się już drugi sezon i na razie utrzymuje wysoki poziom. Jestem ciekawa, jak to będzie wyglądało pod sam koniec. Ale dzieje się, oj dzieje. 
Jeśli nic nie oglądacie, a poszukujecie czegoś naprawdę ciekawego i nowego, to serdecznie polecam dać szansę The 100.