185. Trzy metry nad niebem - F. Moccia

13:18 0 Comments A+ a-


Babi jest dziewczyną pochodzącą z dobrego domu. Nauka nigdy nie sprawiała jej większego problemu, więc wie, że czeka ją wspaniała przyszłość i pewnie szczęśliwa rodzina. Jednak z jakiegoś powodu nie jest szczęśliwa, a do tego wkracza w okres dojrzewania, buntowania się. Kiedy na jej drodze staje Step, z początku uważa się za lepszą od niego, a samego chłopaka za wandala. Jednak Step zauroczony pyskatą Babi - nie odpuszcza.


Odkąd obejrzałam film, wiedziałam, że muszę przeczytać książkę. Jednak nie spodziewałam się, że będzie się aż tak różniła od  ekranizacji. Imię bohatera zostało zmienione, wiele scen, w tym zakończenie, również. Byłam zawiedziona, że to wszystko przebiegało inaczej, niż sobie to wyobraziłam - i w sumie zobaczyłam. Trzy metry nad niebem to jeden z tych przypadków, kiedy wersja kinowa jest lepsza niż pierwowzór.

Jednak skupmy się na papierowym oryginalne. A raczej narracji, która była tak różna od innych, z którymi do tej pory się zetknęłam. Nie chodzi mi tutaj o tryb teraźniejszy, a raczej o to, że jest ona prowadzona z punktu widzenia dosłownie wszystkich bohaterów - nawet tych, którzy pojawiają się przelotnie i są kompletnie nieistotni dla fabuły. Było to tak rozpraszające i konfundujące, że nie wiedziałam, kiedy wypowiada się postać pierwszoplanowa, a kiedy pojawia się jakiś zapychacz treści. Z takim wszechwiedzącym narratorem nigdy się nie spotkałam (tyle niepotrzebnych informacji!). Kolejnym minusem narracji, które mogły być winą tłumaczenia, jest nieodmienianie przez przypadki i osoby naprawdę wielu słów. Efekt jest nienaturalny i dla osoby, która ma obsesję na tym punkcie, to wręcz niezrozumiałe. Ile razy zastanawiałam się nad jakimś bezokolicznikiem i jego znaczeniem! Gdyby to był przypadek jednorazowy, nawet nie zwróciłabym na to uwagi, Jestem ciekawa, czy takie coś pojawia się również w oryginale.

Fabuła jest dosyć rozbudowana, ale niezwykle chaotyczna. Autor nie może skupić się na danym fragmencie, tylko przeskakuje zaraz do następnego, zmieniając przy tym bohaterów. Do tego akcja ciągnęła się w nieskończoność! Myślałam, że wątek miłosny rozwinie się w przeciągu pięćdziesięciu stron, a tutaj musiałam czekać do ostatnich stu. Wniosek taki, że w między czasie pojawiło się mnóstwo innych, nudnych sytuacji. Jednak nie powiem, historie z życia Stepa i jego dzieciństwo było interesujące.

Kreacja bohaterów wyglądała trochę lepiej, na tle fabuły. Babi jako typowa nastolatka, którą rodzice wychowali tak, aby zadawała się tylko z tymi dziećmi, którzy sami jej wybrali, zachowywała się nieco irytująco. Otwarcie uważała się za lepszą. Jednocześnie jej dialogi były niedojrzałe i nie raz kręciłam głową nad jej głupotą. Miałam wrażenie, że nie jest ona w klasie maturalnej, a raczej w gimnazjalnej (oczywiście, mieli inny system nauczania). Jednak Babi w tym wszystkim nie zapomniała o tym, jak ją wychowano. Była wściekła, kiedy wplątano ją w kradzież, uważała upijanie się za niewłaściwe, tak samo jak wandalizm za zły. Natomiast Step to jej kompletne przeciwieństwo - wyluzowany, odważny, ale jednocześnie skrzywdzony przez życie. Już jako dziecko został skrzywdzony i przez tę część jego młodości możemy poznać, że nadal się zmaga z duchami przeszłości.

Podsumowując, Trzy metry nad niebem to niesamowicie słaba książka. Czyta się ją szybko, ze względu na proste słowa i oczywiście te okropne bezokoliczniki. Jednak jestem pewna, że do niej nigdy nie wrócę - za to do filmu na pewno.
A jakie jest wasze zdanie na temat tej historii? Chcielibyście przeczytać książkę?

_________________
Posty miały pojawiać się co dwa dni, ale okazało się, że zapomniałam zaplanować publikacje tej recenzji. Co do mojej wypowiedzi na temat Kosogłosa, to powinna się ona pojawić jutro/pojutrze. Na razie w formie pisemnej, a prawdopodobnie będąc w domu w piątek, nagram coś na kanał. Prawdopodobnie, ponieważ nie wiem, co jeszcze mogłabym na ten temat dodać ;)