184. Studium w szkarłacie - A.C. Doyle

12:33 0 Comments A+ a-


Moja fascynacja Sherlockiem Holmesem zaczęła się w dniu, kiedy obejrzałam serial produkcji BBC z Benedictem Cumberbachem. Przyznaje się do tego otwarcie. Wcześniej zarówno twórczość Conan Doyla, jak i jego bohater, byli mi względnie obojętni. Co nie znaczy, że wcześniej nie miałam chociażby opowiadania pisarza w ręku. Jego powieści i krótsze formy znałam, niektóre lepiej, niektóre gorzej, a inne wcale. Jednak kiedy zapisałam się na zajęcia na studiach, które są wprowadzeniem do literatury sensacyjnej, ucieszyłam się, że nareszcie zainteresuje się Sherlockiem na dobre. Tak się też stało, o czym świadczy chociażby to tomiszcze, które widzicie na zdjęciu.

Sherlock Holmes zostaje poproszony o pomoc w wyjaśnieniu pewnej zagadkowej śmierci poważanego Amerykanina. Na ciele ofiary nie znaleziono nic, co mogłoby świadczyć o morderstwie i policja skłaniała się raczej ku samobójczej śmierci. Nieliczne wskazówki zmuszają detektywa i jego przyjaciela do bardziej skomplikowanych poszukiwań, które prowadzą ich do odkrycia historii pewnej rodziny, sekty mormonów i tajemniczych śmierci.

Pierwsza powieść Doyla miała być zaskakująca, pełna spostrzeżeń głównego bohatera. Oczywiście czytelnik dostaje dokładnie to, czego oczekiwał. Raczej powinnam napisać - współczesny czytelnik, ponieważ ten za życia pisarza nie wiedział jeszcze, co będzie sobą reprezentował detektyw, zwany Sherlockiem Holmesem.  My wiemy już nawet bez znajomości książek i filmów, że bohater to postać skupiająca się na rozwiązywaniu zagadek kryminalnych, posługując się własnym umysłem, czyli w jego przypadku siłą dedukcji. I tak właśnie można skojarzyć sobie Sherlocka Holmesa - jako człowieka, który znajduje ślady, których nikt nawet nie widzi ani nawet o nich nie pomyśli.

Ponieważ jest to pierwsza powieść pisarza, czytelnik dopiero poznaje zarówno detektywa, jak i jego nowego przyjaciela doktora Watsona. Widzimy moment, kiedy oboje spotykają się w mieszkaniu na Baker Street i Watson dowiaduje się, że będzie mieszkał z Sherlockiem. Właśnie, dowiaduje się, ponieważ jego współlokator doskonale zdawał sobie sprawę, że doktor się zdecyduje.
O Watsonie można powiedzieć tyle, że jest to były weteran podczas wojny w Afganistanie, który został odesłany z powrotem do Londynu ze względu na swoje zdrowie. Niestety, nie miał tyle oszczędności, aby zamieszkać samemu i wieść dogodne życie. Do tego Watson jest zachwycony metodami śledztwa Sherlocka i nie ukrywa tego. Dodatkowo każdą sprawę skrupulatnie opisuje, często wysyłając swoje prace do gazet. To on zaznacza, że osobą, która wykonała kawał dobrej roboty jest Sherlock, nie Scotland Yard.

Jeśli chodzi o stronę techniczną Studium w szkarłacie, to pisarzowi nie mam wiele do zarzucenia. Pisze logicznie, na temat, trzymając się wyznaczonego toru fabuły. Rzadko kiedy zdarza mu się pisać z innej perspektywy, niż doktora Watsona. Ten moment pojawił się wtedy, kiedy czytelnik ma możliwość poznania historii rodziny, która trafiła do sekty mormonów. Kiedy zaczął się ten fragment, byłam zdezorientowana, ponieważ nie wiedziałam, co się dzieje i jaki to ma związek z fabułą. Na całe szczęście okazuje się, że nie był to żaden przerywnik głównej akcji.

To wydanie, które posiadam można dostać w Empiku. Jednak mieszkańcy Wrocławia i okolic mogą dostać egzemplarz za połowę ceny w taniej księgarni przy przejściu świdnickim. Nie powiem, że to jest jakieś szczególne wydanie, tym bardziej, że dzięki jego dużym kartką i dziwacznej czcionce, naprawdę ciężko jest się wczytać  treść.