Kwiaty na poddaszu (2014)

22:08 0 Comments A+ a-


Pamiętacie jeszcze popularną serię Andrews? Osobiście jestem przekonana, że nie zapomnę tej historii do końca swojego życia, a przeżycia bohaterów niejednokrotnie powrócą do mnie we wspomnieniach. Kiedy dowiedziałam się, że w tym roku wyszła najnowsza ekranizacja tej kultowej książki, nie mogłam się powstrzymać i obejrzałam. Muszę przyznać, że jeszcze tak wiernej odwzorowanej adaptacji filmowej nie miałam okazji oglądać. 

Po tym, jak ojciec czwórki dzieci Dollangangerów ginie w wypadku samochodowym, ich matka Corrine (Heather Graham) zabiera je do swojego rodzinnego domu w Virginii i zamyka na poddaszu, gdzie żyją przez wiele miesięcy. Christopher (Mason Dye)  i Cathy (Kiernan Shipka), jako najstarsze z czwórki musi zaopiekować się młodszymi bliźniakami Corrym (Maxwell Kovach) oraz Carrie (Ava Telek). Każdy dzień jest coraz trudniejszy i nie sposób zauważyć, że przyszłość nie będzie łatwa dla nikogo. 


Kiedy włączyłam film nakręcony przez Deborah Chow, nie wiedziałam, co otrzymam. Moje oczekiwania były bardzo wygórowane, ponieważ zdawałam sobie sprawę, że każdy początkujący reżyser, który zabiera się za niełatwą ekranizację, powinien dać z siebie wszystko. Chow pokazała, że mimo swojego braku doświadczenia jest zdolna do nakręceni czegoś tak wspaniałego. 

Wcześniej wspomniałam, że produkcja jest wierną ekranizacją książki. Każdy nowy wątek, kolejna czynność, zbiega się z tym, co napisała pani Andrews. Nawet uczucia między dziećmi a matką, ich relację i sposób zachowania nie uległ zmianie. Oglądając taki film, widz jest w stanie wyobrazić sobie papierowe litery przeniesione na ekran. 


Każdy bohater pokazał, że można wcielić się w trudną postać. Mam na myśli to, iż nie jest łatwo zagrać rolę skrzywdzonych i uwięzionych dzieci ani matki, która postępowała tak, jak to robiła. Wielkim zaskoczeniem była dla mnie babka, Olivia Foxworth (Ellen Burstyn). Nie znałam aktorki z wielu filmów, więc nie mogłam porównać. Aczkolwiek to, w jaki sposób okazywała uczucia swoim wnukom sprawiło, że przypomniałam sobie jej historię ukazaną w Ogrodzie Cieni. 

Tę ekranizację jestem gotowa polecić każdemu, kto zna i lubi serię Andrews. Obiecuję, że nie będzie tak jak w przypadku poprzedniej produkcji 1987, gdzie wiele rzeczy zostało pominiętych lub całkowicie wyeliminowanych. Tym razem widz dostaje naprawdę dobry film.