If I Stay (2014)

20:53 0 Comments A+ a-



Tyle osób ostatnio zachwycało się ekranizacją If I Stay, więc ostatecznie zdecydowałam się wybrać na nią do innego miasta. Pełna optymizmu zapakowałam dwie paczki chusteczek do torebki, kupiłam bilet na pociąg i w międzyczasie namówiłam kuzynkę. Dzień wcześniej przesłuchałam ścieżkę dźwiękową, więc moje nastawienie jeszcze się zwiększyło. Ale czy było warto? 

Przyznam szczerze, że nie słyszałam ani o książce, ani o filmie, dopóki wiele blogerów nie zaczęło o tym pisać. Z ciekawości przeczytałam opis na okładce, zobaczyłam zwiastun i stwierdziłam, że ciekawie byłoby zobaczyć chociaż film. Aczkolwiek specjalnie nie planowałam wybierać się na premię do kina, więc poczekałam, poczytałam parę opinii. Właściwie niektóre recenzje tak mnie zainteresowały, że sama się nakręciłam. Niestety żałuję, że do kina w ogóle się wybrałam. 

Mia Hall to dziewczyna marząca o to, aby poświęcić się muzyce klasycznej. Wydaje się, że wszystko idzie po jej myśli. Niestety, w czasie podróży samochodem z rodziną, dochodzi do tragicznego wypadku. Mia, jej brat i ojciec trafiają do szpitala w ciężkim stanie, matka ginie na miejscu. Dziewczyna (w trudny do wyjaśnienia sposób) zostaje odseparowana od swojego ciała i obserwuje wszystko, co dzieje się dookoła niej. Musi podjąć decyzję, czy chce żyć, czy umrzeć. W między czasie przypomina sobie swoje dotychczasowe życie: przesłuchanie na studia, pierwszą miłość, miłe chwile spędzone z rodziną. Jaką decyzję podejmie Mia? 

Optymizm podczas seansu wyparował bardzo szybko. Już po pierwszych dwudziestu minutach zdałam sobie sprawę, że  będę się nudziła. Smutne, ale prawdziwe. Historia jest oryginalna, w jakimś stopniu poruszająca, ale jednocześnie bardzo przewidywalna i nieco nużąca. Na zwiastunie miałam łzy w oczach, na sali kinowej patrzyłam na ekran wielkimi oczami i nic poza tym. Dodatkowo dziwiłam się, skąd te wszystkie ochy i achy, ponieważ sama nie zauważyłam w tej historii tak wielu poruszających i wyciskających łez scen. Ale może faktycznie zbyt wiele oczekiwałam. 
Uczucie między Mią i Adamem miało byś subtelne, ale niejednokrotnie się krzywiłam, kiedy widziałam, jak chłopak traktował swoją dziewczynę, a ona to akceptowała. Cieszę się, że w końcu zdała sobie sprawę z czegoś, co było oczywiste od samego początku. 

Nigdy nie widziałam żadnego filmu R.J. Cutlera, ale mam wrażenie, że gdzieś słyszałam jego nazwisko. Jak na reżysera, który nie ma za sobą wielu produkcji, widać, że się starał. Jednocześnie nie tylko on tworzył tę ekranizację. Oglądając, skupiłam się na grze aktorskiej głównych bohaterów. Przed Chloe Grace Moretz jeszcze długa kariera, gdyż mam wrażenie, że w jeszcze niejednym filmie zagra pierwsze skrzypce.  Czy jest dobra to kwestia sporna. Niestety, nie widziałam jej w innej roli. W If I Stay zagrała dobrze, w niektórych scenach fenomenalnie, w innych niekoniecznie. Jednak jej ekspresja i widoczne zaangażowanie ratowały te momenty, które zaczynały się robić nudne. Natomiast Jamie Blackley jako Adam nie wypadł już tak dobrze. Samego bohatera trudno polubić ze względu na jego charakter, a gra Jamiego nie sprawiła, że tak się stało. Miłym zaskoczeniem była Mireille Enos (Kat Hall), którą widziałam już u boku Brada Pitta w World War Z. Nie sądziłam, że w tak obyczajowej roli sprawdzi się równie świetnie, co w filmie o zombie. 

Natomiast ścieżka dźwiękowa jest genialna. Każda piosenka ma znaczenie w filmie, jest idealnie dobrana. Wszystkie utwory mają w sobie coś wyjątkowego, dodatkowo muzyka jest świetnie napisana. A sonaty? Dawno tak nie zasłuchałam się w muzyce klasycznej. 

Myślę, że film warto obejrzeć, chociażby po to, aby wyrobić sobie o nim własne zdanie. Sama spotkałam się tylko z jedną negatywną oceną, więc chyba rzeczywiście coś musi być w tej ekranizacji, że tak wszyscy ją zachwalają. Mnie nie poruszyła, nie sprawiła, że płakałam. Ot, film na jeden wieczór.