Step Up: All In (2014)

10:00 3 Comments A+ a-


Od wielu lat filmy muzyczne o tańcu stają się coraz bardziej popularne. Wystarczy spojrzeć, że co kwartał, jakiś pojawia się na ekranach kin, zapowiadając oryginalną muzyką i niecodziennymi układami tanecznymi. Jednak w gruncie rzeczy większość jest do siebie bardzo podobna, ze względu na oklepany temat bitew między drużynami lub wymyślnymi konkursami tanecznymi. Jeżeli chodzi o Step Up: All In, to twórcy za wszelką cenę starali się przełamać ten stereotyp. Czy im wyszło? 

Sean ze swoją grupą The Mob znaleźli się w Los Angeles. Jednak po nagraniu reklamy, nie potrafią znaleźć pracy jako zawodowi tancerze - nieustannie są wystawiani na pośmiewisko, odrzucaniu na każdym castingu. Kiedy reszta postanawia wrócić do Miami, Sean decyduje się zostać i wraz z Moosem założyć nową ekipę. 


Tak jak wspomniałam wcześniej, nawet ostatnia część tanecznej serii nie wyłamała się do końca ze schematu. Nadal mamy bitwę w konkursie, a jednocześnie między różnymi grupami. Aczkolwiek twórcy posunęli się o krok dalej i pokazali, że taniec to nie tylko poczucie rytmu oraz wyćwiczone ruchy. Taniec do przede wszystkim pasja, do której trzeba dojrzeć, moment, w którym można oderwać się chociaż na chwilę od rzeczywistości. Tutaj do dostajemy, ponieważ pasja jest dla bohaterów czymś, co co warto walczyć. Nieistotne jest to, że pogubili się w swoich uczuciach. Musieli na nowo znaleźć drogę, którą podążą. 

Muzyka w tej produkcji odegrała jedną z największych ról. Chociaż niejednokrotnie zastanawiałam się, czy niektóre utwory powinny się w niej pojawić. Na samym początku kręciłam głową, gdyż nic do siebie nie pasowało, dopiero z czasem można uznać, że ta ścieżka dźwiękowa, jeśli chodzi o filmy o tańcu, jest jedną z najlepszych. 


Było już o muzyce, to parę słów o układach tanecznych również warto wspomnień. Z choreografią jest tak, jak z muzyką: dopiero z czasem nabiera ona charakteru i staje się miła dla oka, zachwycająca, zniewalająca. I rzeczywiście, to w Step Up: All In dostajemy najbardziej zwariowane układy, najlepiej dopracowane. Finał, który widz może zobaczyć na samym końcu to doskonałe zwieńczenie serii. Przyznam, że nigdy nie widziałam czegoś tak oszałamiająco dobrego. 


Dla miłośników tanecznej serii, twórcy przygotowali również gratkę składającą się ze świetnie dobranej obsady. Mamy możliwość zobaczenia, co słychać u naszych dawnych bohaterów od drugiej serii wzwyż. Naprawdę świetnie, że tak świetni i oryginalni tancerze nie zostali pomięci, zastąpieni nowymi twarzami. Do tej pory nie wiedziałam, że brakowało mi Andie (Briana Evigan) czy Kido (Mari Koda). Pojawił się oczywiście Moose (Adam G. Sevani) ze swoimi niesamowitymi ruchami. Zastanawiałam się, co stało się z naszą dwójką zakochanych z Tańca zmysłów. Nora i Tyler zapoczątkowali serię i ich brakowało najbardziej. 

Aż do ostatniej chwili nie wiedziałam, że w tej amerykańskiej produkcji wystąpiła również Izabela Miko. Widząc jej w roli gospodyni konkursu, lekko zwariowanej kobiety, świetnie się ubawiłam. Chociaż momentami miałam wrażenie, że jej gra była lekko przesadzona. 


Step Up All In mimo słabego początku, zyskuje przy bliższym poznaniu. Nie jest to może arcydzieło filmu tanecznego, ale z pewnością na długo zostaje w pamięci.