Miłość bez końca (2014)

08:00 4 Comments A+ a-


David Elliot od lat kocha się w pewnej niesamowicie pięknej, ale jednocześnie wycofanej z życia towarzyskiego, Jade. Jeszcze nigdy z nią nie rozmawiał, ale to nie przeszkadza mu w tym, aby podziwiać ją z daleka i marzyć, że pewnego dnia się spotkają. Nigdy by nie przypuszczał, że Jade po raz pierwszy spojrzy na niego w dniu zakończenia szkoły, kiedy on będzie miał na sobie uniform parkingowego i nigdy by nawet nie marzył, że to właśnie z nią przejedzie się absurdalnie drogim samochodem. Od tego momentu ta dwójka staje się nierozłączna i walczy o każdy dzień razem. Niestety, ojciec Jade nie przepada za nowym chłopakiem córki, uważając, że jest on za mało ambitny i inteligentny, jak na przyszłego zięcia.


Film bardzo chciałam obejrzeć w walentynki, kiedy tylko zobaczyłam zwiastun. Myślałam, że będzie to produkcja o nieszczęśliwej miłości, pełna łez rozpaczy i smutku, okrzyków zachwytów oraz zafascynowania. Spotkało mnie jedno z największych rozczarowań filmowych, jakie w życiu doświadczyłam, gdyż produkcja Shany Feste jest nie tylko słaba, ale nudna i przewidywalna. 


Z racji tego, że nie mogę sobie napisać takich słów i zakończyć swoją recenzję, jestem zmuszona dodać kilka akapitów więcej. Wady tej produkcji można wyliczać i wyliczać, a choć z pozoru zwiastun i wiele innych opinii mówi, że warto, to sama staję po przeciwnej stronie barykady.

Po dobrej komedii romantycznej, widz spodziewa się niesamowitej fabuły, która nie przypomina innych, wcześniej wyświetlonych na ekranach kin produkcji. To po pierwsze. Tutaj akcja toczy się mozolnie, właściwie ciągle dookoła tego samego wątku, jakim jest sprzeciwianie się własnemu ojcu i ucieczka z ukochanym. Feste nie pokazała niczego nowego, powielając utarte już do cna schematy. Żeby dokładnie wyjaśnić ten problem, musiałabym zdradzić zbyt wiele akcji, a i jej nie ma wiele. Dobra, dla przykładu podam scenę z konkursu tańca, w którym bohaterowie musieli wziąć udział i oczywiście mimo tego, że nie potrafili tańczyć, było cudownie.


Idąc dalej, to powiedziałabym, że obsada. Dobra, Alex Pettyfer to wybór doskonały. Może i Magic Mike jako produkcja mi się nie podobała, ale za to jego rozwijające się umiejętności już tak. Natomiast największym problem jest sztuczność Gabrielli Wilde. Jej mimika twarzy praktycznie w ogóle się nie zmieniała, tak samo jak postawa. Nie ważne, że niektóre sceny wymagały emocji, niektóre jakiegoś krzyku. A tu nic. 

Muzyka, do której przywiązuje ogromną wagę, kiedy oglądam produkcję. Tutaj muszę powiedzieć, że podratowała sytuację i w wielu momentach to głównie dla niej można kontynuować oglądanie. Wybierając soundtrack, twórcy zrobili dobre posuniecie, przed czym uchronili całą produkcję od katastrofy.

W filmie zdarzają się momenty, które łapią za serce i zmuszają widza do okazania emocji. Jednak są to tylko nieliczne sceny, następnie zastępowane przez pełne absurdu wydarzenia. Miłości bez końca nie mogę polecić komuś, kto szuka dobrej komedii romantycznej czy melodramatu.