Recenzja zbiorcza - czyli przespany maraton filmowy

08:00 8 Comments A+ a-


1. Kraina Lodu (2013) reż. Chris Buck, Jennifer Lee 
Bajki wiele dla mnie znaczyły, kiedy byłam dzieckiem. Wierzyłam w siłę miłości, prawdy, a także w sprawiedliwość i karmę, która dopadnie wszystkich. Głównie dlatego wybrałam Krainę Lodu jako film idealny na nocny maraton filmowy, tym bardziej, że głos podstawiała Idina Menzel. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy trafiłam na wersję z polskim dubbingiem.

Elsa, spadkobierczyni tronu, ma niezwykłą zdolność do zamieniania wszystkiego w lód. Jednak kiedy wiele lat temu zdarzył się pewien wypadek, zostaje zmuszona do utrzymania tego wszystkiego w tajemnicy przed siostrą oraz poddanymi. Dzięki pewnym okolicznościom, opuszcza zamek, ucieka od tego, co miała. Jej siostra, Anna, wyrusza na jej poszukiwanie, wraz z przystojnym Kristoffem i jego reniferem. 

Bajka to naprawdę przyjemny seans. W jakimś stopniu prygody bohaterów były inne od tego, co widziałam w dzieciństwie. Piszę w jakimś stopniu, gdyż bajka z reguły nie może być już oryginalna. Zawsze będzie zły charakter, wątek miłosny, a także księżniczki. Tutaj Elsa ucieka, ponieważ nie chce nikogo skrzywdzić, a jej siostra wyrusza na  poszukiwanie. Dodatkiem do bajki są piosenki, które w polskiej wersji nie brzmią tak świetnie, jak w amerykańskiej. Pewnie dlatego, że sama uwielbiam głos Idiny Menzel. Nigdy nie byłam zwolenniczką zmieniania treści utworów specjalnie na potrzeby filmu. Jednak pamiętam, że Kraina Lodu jest głównie skierowana do dzieci, więc tutaj nie mogę się do tego przyczepić. 

Polecam bajkę, kiedy nie macie pomysłu na obejrzenie czegoś interesującego lub macie młodsze rodzeństwo/kuzynostwo i nie wiecie, czym je zająć. Produkcja wciąga, sprawia, że można oderwać się chociaż na chwilę od rzeczywistości, a przy okazji pośmiać się. 


2. Do zaliczenia (2013) reż. Maggie Carey 
Kiedy urządzasz sobie maraton z towarzystwem (męskim) prawdopodobnie zawsze trafisz na głupią komedię pełną seksu, golizny i nieprzyzwoitych słów. Nie piszę, że zawsze, ale bardzo często. Tym bardziej, kiedy twoje męskie towarzystwo jest bardzo niedojrzałe. Do zaliczenia to najgłupsza komedia jaką w życiu widziałam. Naprawdę, wolałabym już oglądać parodię Zmierzchu. 

Brandy Clarke to szkolna prymuska, która nigdy nie spróbowała alkoholu, nigdy nie była na żadnej imprezie.  W wieczór po zakończeniu szkoły, jej przyjaciółki podstępem zabrały ją na popijawę, gdzie Brandy spiła się i prawie zaliczyła Rusty Watersa. Po tym wydarzeniu, Brandy z pomocą swojej starszej siostry, tworzy listę seksualnych doświadczeń, które chciałaby wypełnić w wakacje. Ostatnią pozycją na liście jest przespanie się z Rustym. 

Komedia głupia jak but, pokazująca brak szacunku dziewczyny do własnego ciała. Brandy zdecydowanie nie przejmowała się opinią ludzi, konekwentnie wypełniała punkty na swojej liście, raniąc przy tym swoje przyjaciółki, chłopaka, który był w niej po uszy zakochany. Film zdecydowanie nie jest produkcją, która czegoś uczy. A wręcz przeciwnie. Powoduje, że młoda dziewczyna również może zacząć tak postępować. Jestem bardzo negatywnie nastawiona do tego, co zobaczyłam i odradzam. Może i wzięłam film za poważnie, aczkolwiek zrozumiałam wiele istotnych rzeczy, o tym, do czego może prowadzić taka głupia komedyja. 

edit. Ostatnich dwóch filmów z całonocnego maratonu nie obejrzałam, gdyż zasnęłam na początu 300.