161. Noc kosa/Nawiedzony dom - H. Graham

00:42 5 Comments A+ a-


Heather Graham to pisarka rozpoznawalna przez fanów kryminałów, ale i nie tylko. Wiele osób kojarzy ją chociażby z nowych okładek do jej powieści, wydawanych teraz równie chętnie jak niegdyś. Sama twórczość pisarki zaczęłam poznawać jakiś czas temu, a dokładnie około dwóch lat wcześniej, kiedy zakładałam tego bloga. Do tej pory uwielbiam pióro Graham i mam nadzieję, że zachęcę innych do tego, aby również sięgnęli po jej książki. 

Noc kosa.
Moira Kelly po wielu wątpliwościach zdecydowała się spędzić tegoroczne święto Patryka u swojej rodziny w Bostonie. Będzie miała okazję nakręcić wiele scen do swojego nowego programu,  a jednocześnie przedstawić swojej irlandzkiej rodzinie chłopaka. Okazuje się jednak, że w ukochanym Bostonie, dokładnie w tym samym domu, co będzie musiała zamieszkać, znajduje się jej były ukochany - Dan O'Hara, człowiek, którego pragnęła, który ją porzucił, ale jednocześnie sprawia wrażenie, że nie zdążył zapomnieć o tym, co ich łączyło. Mimo sielankowej atmosfery, w mieście zaczynają dziać się złe rzeczy, a wszystko ma wiele wspólnego z kosem, ptakiem, alkoholem, a także symbolem Irlandii. Kto stoi za serią morderstw? Czy ujdzie mu to płazem? 

Postać Moiry niewątpliwie wzbudza sympatię. Kobieta nie jest kolejną niedojrzałą, niezdecydowaną postacią, jakich wiele we współczesnych powieściach kryminalnych. Moira potrafi walczyć o to, czego pragnie, potrafi wyznaczyć sobie granicę, a następnie znaleźć wartości, dzięki którym spełnia się zawodowo i prywatnie. Zdecydowanie jest to bohaterka, którą darzy się sympatią. Jej przeciwieństwem jest pojawiający się w książce Dan. Ten pełen tajemnic mężczyzna, o niezrozumiałej przeszłości i nieokreślonych pragnieniach nie pozwala na to, aby go polubić. Sama niejednokrotnie przeklinałam jego zachowanie i manie kontrolowania całej sytuacji. 

Sama fabuła nie jest zaskakują, wręcz przewidywalna. Sama na początku wiedziałam, jak to się wszystko skończy, kto może być tym mordercą. Nowe było tylko to, iż tak naprawdę nie można było odgadnąć, na jaki pomysł wpadnie zabójca. Akcja jest wartka, płynna. Język również mało skomplikowany. Jednocześnie gwarantuje, że kiedy zaczniecie czytać, ta książka was pochłonie. 


Nawiedzony dom. 
W pensjonacie, który prowadzi Matt, sceptyk z natury, zaczynają dziać się niewyjaśnione rzeczy. Po tym jak panna młoda uciekła ze swojego apartamentu, zostaje namówiony przez swoją gospodynię, Penny, do zatrudnienia kogoś, kto zajmuje się zjawiskami paranormalnymi. Trafia na firmę, w której pracuje Darcy i pech chce, że to ona zaczyna zajmować się badaniami w Melody House. Okazuje się, że duchy to nie wszystko, gdyż w te dziwne przypadki jest zamieszany jeszcze ktoś inny. 

Trudno jest mi pisać o tej książce, ponieważ nie spełniła ona moich oczekiwań. Nie było z tego dobrego kryminału, ponieważ wyszedł romans z duchami w tle, nic więcej. Nie mogłam się wciągnąć, męczyłam każdą kartkę, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie mam się czego bać. Jednak muszę przyznać, że opisy zjaw, ich pojawienie się wywołało u mnie dreszcze, a ostatecznie co chwilę zerkałam zza książki, żeby zobaczyć, czy nikt nie stoi po drugiej stronie pokoju. Jestem osobą, która nie ogląda horrorów ze strachu, więc nic dziwnego, że zwykła, przeciętna powiastka dała radę mnie przestraszyć. 

O samych bohaterach będzie krótko. Matt jako mężczyzna był tak skomplikowaną postacią, że nie za nic nie mogłam odgadnąć, co za chwilę zrobi. Odniosłam wrażenie, że uwielbia bawić się kobietami, wykorzystywać je, a potem sprawić, że się w nim zakochują i zawsze wracają. Chociażby jego była żona, czy nawet sama Darcy nie potrafiła dać sobie z nim spokoju. Darcy to taka nieciekawa bohaterka, która pojawia się i znika, prawie nic nie robiąc. Plus za niezależność, minus za brak samodzielnego działania. Jej szef był zdolny namówić ją do wszystkiego, a pod dotykiem mężczyzny robiła to, co chciał. 
W samej historii jest więcej aktów seksualnych niż poważnych rozmów między głównymi bohaterami. Nie wiem, na czym ten cały związek miałby polegać, ale wiem, że zdzierając z siebie ubrania raczej nie dojdą do porozumienia. 

Tej książki zdecydowanie nie polecam. Fabuła jest banalna, przewidywalna i nudna. Niby miał to być kryminał, czy thriller, ale bardziej zalatywało romansem niż w 50 Twarzach Greya. Przynajmniej takie jest moje wrażenie.