160. Przedpremierowo: Elita - K. Cass

15:02 8 Comments A+ a-


Co by zrobiły dziewczęta, mając możliwość wzięcia udziału w konkursie na przyszłą królową swojego kraju? Oczywiście zdecydowana większość złożyłaby wniosek i w napięciu czekała, czy uda jej się zakwalifikować. Z drugiej strony, niektóre machnęły by ręką i doszły do wniosku, że to głupota i nikt nie powinien brać udziału w konkursie na żonę. Cóż, rzeczywiście książę powinien sam poszukać sobie partnerki na resztę życia. Jednak byłyby również dziewczęta, które nie chciałyby brać udziału w konkursie, a perswazja bliskich osób spowodowała, że ostatecznie tak się stało. Jakie byłoby ich zdziwienie, kiedy okazałoby się, iż książę nie jest nadętym bufonem, jak dotąd myślały. Taką dziewczyną okazała się America Singer, dawniej Piątka, teraz Trójka, a w przyszłości  może Jedynka lub Dwójka. 

Elita to druga część trylogii Selekcja, napisana przez Kiera Cass. Pierwsza, czyli Rywalki poruszyły mnie, wzbudziły wiele emocji, a jednocześnie spowodowały, że powtórnie zakochałam się w baśniach; księciach, księżniczkach i pewnym momencie zaczęłam marzyć, aby moje życie było jedną wielką bajką. Dlatego nie mogłam się oprzeć i jeszcze przed premierą zdecydowałam się zamówić kolejną część. 

America Singer pozostała w pałacu, razem z piątką innych dziewcząt, walcząc o wygraną w Eliminacjach. Jednak ona w przeciwieństwie do innych uczestniczek wie, że wystarczy jedno jej słowo, a zdobędzie koronę, a przede wszystkim serce księcia Maxona. Jednak ona uparcie odrzuca propozycję małżeństwa, ciągle pamiętając o swojej pierwszej miłości, Aspenie. Z drugiej strony nie może zaprzeczyć, że ta rywalizacja wzbudza w niej uczucie zazdrości. Czy America zdecyduje się kim chce zostać w przyszłości: żoną księcia czy żoną żołnierza? Czy Angeles przestanie być nękane przez Rewolucjonistów? I jak daleko mogą się posunąć dziewczyny mające jeden cel? 

Na całe szczęście na kontynuacje serii nie musiałam czekać długo, więc jak tylko dostałam powieść w swoje ręce, odpłynęłam. Jakie było moje zaskoczenie, że tym razem nie znalazłam pięknej bajki, a scenariusz pełnego reality show oraz polityki, a także niekończących się rozterek miłosnych. Trudno nazwać Elitę książką wspaniałą pod każdym względem, gdyż okazuje się, iż nie znajdziemy w niej tego, co większości czytelnikom się podobało wcześniej. Tutaj oprócz nieśmiałości, wrażliwości oraz wielkiej przyjaźni dostajemy Americę, która nie może zdecydować się kogo pokochać. O ile w Rywalkach  nie miałam temu nic przeciwko, to teraz bardzo irytowała mnie jej zmienność i niedojrzałość. Dziewczyna z jednej strony trzyma na dystans Maxona, następnie żałując wszystkiego co zrobiła z Aspenem, a potem wpada w rozpacz, kiedy okazuje się, iż wszystko się jeszcze bardziej pokomplikowało. Wierzcie mi, nie zdradzam wam tutaj prawie nic z fabuły, gdyż to wszystko jest jeszcze bardziej pokręcone niż piszę. Jednak muszę przyznać, że niektóre momenty mnie naprawdę wciągały i przyłapywałam się, że kartkowałam dalej, aby zobaczyć, co się stanie dalej. Może i rozterki Americi irytowały, ale za to Maxon dojrzał i zrozumiał wiele spraw. Ostatecznie końcówka bardzo zaskakuje. 
Natomiast najbardziej zainteresowały mnie sprawy polityczne Illei. W Rywalkach Cass te fragmenty albo pominęła, albo opisała je bardzo pobieżnie. Było to błędem, gdyż polityka królestwa jest bardzo ważna, jeżeli chodzi o całą fabułę. Gdyby nie ona, nie byłoby Eliminacji, rodzina królewska zostałaby obalona i oczywiście Rewolucjoniści nie mieliby nic do roboty. Dlatego wprowadzenie tej kwestii do Elity spowodowało, że czytelnik nie jest w stanie zanudzić się obserwując jedynie rywalizację dziewcząt. Przyznam, że sama nigdy nie interesowałam się kwestiami politycznymi, aczkolwiek w fabule tej książki wzbogacały one akcję, uzupełniały historię państwa. 
Zaś przewijające się w tle reality show zostało ograniczone praktycznie do minimum. Owszem, uczestniczki nadal prowadzą rywalizację, mają nowe wyzwania do podjęcia. Jednak wiedząc, iż ten cały konkurs już dla samego Maxona jest skończony, rywalizacja nie była głównym wątkiem.

Język nadal pozostaje prosty w odbiorze, nie pojawiają się żadne skomplikowane kwestię. Aczkolwiek zabrakło mi humoru w tej książce, żarty nie pojawiały się już tak często jak wcześniej. Sama nie wciągnęłam się w fabułę tak bardzo jak w poprzedniej części. Z drugiej strony chciałam poznać zakończenie w taki sposób, aby nie kończyć czytać. Moje wrażenia są pełne paradoksu, gdyż z jednej strony podobała mi się fabuła, ale z drugiej strony nie jest zachwycona sposobem ubrania wątków w dialogi i opisy. Na całe szczęście fabuła nie była tak przewidywalna jak myślałam, byłam zaskoczona zakończeniem i niektórymi elementami pojawiającymi się gdzieś pomiędzy. 

Czy polecam? Zdecydowanie tak. Aczkolwiek nie zachęcam do tego, aby szukać w książce arcydzieła czy powtórki z Rywalek, gdyż z poprzedniej części powtarza się niewiele elementów. Jednak jeżeli ktoś zaczął już trylogię albo zamierza to zrobić, to rzeczywiście Elita jest częścią obowiązkową, gdyż uzupełnia wiele kwestii z historii Illei. Tak więc was zostawiam, a sama idę czytać The one, którą udało mi się zakupić na amazon.com :)

- Prawdę mówiąc, mamo, często się kłócimy.
- Co takiego? - Mama otwarła usta ze zdumienia. - Przestań natychmiast!
- A, i jeszcze kiedyś kopnęłam go w krocze.
Na ułamek sekundy zapadła cisza. [...]
Mama zrobiła się blada jak prześcieradło.
- Ami, powiedz mi, że żartujesz. Powiedz mi, że nie dokonałaś na napaści na księcia.
Nie wiem czemu, ale słowo napaść okazało się kroplą, która przepełniła czarę. May, tata i ja zwinęliśmy się ze śmiechu [...]
- Czyli książę lubi dziewczęta, które potrafią mu się postawić - powiedział tata, kiedy się uspokoiliśmy. - Od razu mi się bardziej podoba.