Serial: Sherlock sezon 1-3

10:57 15 Comments A+ a-


Czy ktoś jeszcze mógłby nie usłyszeć o tym serialu? Już nie chodzi o same oglądanie czy zauważenie, że ów program istnieje, ale bardziej o to, czy ktoś jeszcze nie słyszał. Jak nie w telewizji, to w internecie, a już z pewnością znajomi, którzy widzieli co najmniej jeden odcinek. Ale ci, co obejrzeli jeden, którykolwiek odcinek, doskonale wiedzą, że na nim się nie skończyło. I sama mogę o tym poświadczyć. 


O CZYM? 
No właśnie, o czym nasz Sherlock jest? A no o mężczyźnie, którego postać została stworzona w XIX wieku, przez Arthura Conana Doyle'a, jednego ze sławniejszych brytyjskich pisarzy w tamtym okresie. 
Sherlock Holmes ze swoim przyjacielem doktorem Johnem Watsonem zajmują się pomaganiem policji Scottland Yard w rozwiązywaniu przedziwnych zagadek kryminalnych, najczęściej morderstw. Dzięki niezrozumiałej dla nas, zwykłych szaraczków, zdolności Sherlocka, którą sam nazywa talentem dedukcji, potrafią szybko znaleźć sprawcę, a przy okazji świetnie się bawić! Tak sobie egocentryczny Sherlock i wyrozumiały Watson, jeżdżą taksówką po Londynie, przyjmują klientów i bawią w nielicencjonowanych detektywów. 
Ale co najważniejsze, robią to w taki sposób, że trudno odejść od ekranu telewizora/laptopa/komputera i zrobić coś pożytecznego w swoim życiu. 
Oj tak, znam ten ból.

SHERLOCK? CZY MOŻE BOHATER? 
Ci, co oglądają ten serial już od dłuższego czasu, doskonale wiedzą kim sam Sherlock jest. I myślę, że nie popełniłabym tutaj wielkiej zbrodni, kiedy napisałabym, że to egoistyczny dupek, który ma manie wielkości i innych ludzi uważa za niemądrych. Ale co z tego? I tak połowa go uwielbia i mimo tego, iż obraża niemal każdego, nie potrafi go znienawidzić. Celowo napisałam połowa, gdyż nie mogę się wypowiadać w imieniu tych, co Sherlocka nie kochają, a samego serialu unikają jak ognia. 
Sherlock w rzeczywistości nie jest bohaterem. Scottland Yard również rozwiązałby większość tych zagadek, tylko z małym opóźnieniem, gdyż krążą dookoła nie dostrzegli by tego, co Sherlock. I właściwie na tym polega cały precedens tego serialu! Na miejscu zbrodni pojawia się mężczyzna, który w ciągu trzech minut potrafi znaleźć wystarczające poszlaki, aby następnego dnia, ewentualnie w tym tygodniu, pojmać mordercę. Oczywiście, kiedy znajdzie czas. 

Dla Sherlocka każda zagadka jest świetną zabawą, sprawdzeniem swoich umiejętności. Jednak jak można zauważyć, nie szuka on poklasku. Pozując do licznych zdjęć ma minę męczennika i zapewne pragnie znaleźć się w domu, poleżeć na kanapie czy zabrać się za kolejną zagadkę. 

ZABAWNY? CZY ZA DŁUGI? 
Jeden odcinek trwa co najmniej 86 minut, co daje nam półtorej godziny siedzenia przed telewizorem, a w sumie jeden przeciętny film, który można obejrzeć w piątkowe wieczory. Mimo tego, że trzeba wysiedzieć tyle czasu przed ekranem, to jakoś nie widziałam jeszcze, aby ktoś na to narzekał. A mało tego, chcą więcej! Dziewięć odcinków to stanowczo za mało jak na trzy sezony serialu. 
Każdy odcinek to jedna, bardzo skomplikowana zagadka. Wszystko jest posypane szczyptą brytyjskiego humoru i scenami, które w ogóle nie powinny być zabawne. O dziwą są, i to jak! Znajdujący się w paradoksalnej sytuacji Sherlock, nagle wymyśla coś innego, zaczyna sobie dziwnie żartować. To samo odnosi się do jego największego wroga, który podczas zagrożenia życia, odbiera telefon... 
Jednak bez tych dziwnych sytuacji ten serial byłby za bardzo poważny. 

OBSADA.
Wiedziałam kto gra Johna Watsona już zanim włączyłam pierwszy odcinek. Oj tak, sławny już Martin Freeman lub niektórzy lubią go nazywać Bilbo, wcielił się w rolę przyjaciela Sherlocka. Postać skrzywdzoną przez wojnę, chociaż paradoksalnie tęskni sobie za uczuciem adrenaliną, zagrożeniem życia. Nie rozumiem więc, skąd ta trauma?! Freeman jako Watson jest świetny, poważny, często sarkastyczny i nie boi się wyrazić swojej opinii. Jest chyba jedyną osobą w pierwszym sezonie, która nie boi się mu przeciwstawić. Bez problemu rzuca cierpką uwagę, a jednocześnie cały czas boi się, że urazi uczucia Sherlocka! 

Dobra, a kim jest więc Benedict Cumberbatch? Czyżby kolejne bożyszcze nastolatek i serialowe ciacho? Nie, oczywiście, że nie. Benedict nie jest mężczyzną o typowej, znanej z filmów i seriali już urodzie. To aktor charakteryzujący się czymś innym, a niektórzy mogli by powiedzieć, że jest brzydki (to zdanie nie ma w ogóle sensu, ale co tam xd). Mając mało urodziwych bohaterów, widz może skupić się na tym, co dzieje się dookoła. 
Wróć, zgubiłam się. 
Cumberbatch jest dla mnie wymarzonym Sherlockiem i szczerze mówiąc nie wyobrażałabym sobie nikogo innego na tym miejscu. Na przykład taki Robert Downey Jr (napisałam poprawnie?) w filmach ma ładna prezencję, ubrania dobrze na nim leżą, ale porównując go do Benedicta? Chłopina przegrywa w walce o najlepszą postać, bo nie jest równie sarkastyczny, egocentryczny jak gra aktorska Cumberbatcha. Myślę, że ci co oglądali i to, i to, doskonale wiedzą, co mam na myśli. 

PODSUMOWANIE.
Tak więc, Sherlock jako kolejna produkcja BBC zdaje mój egzamin i otrzymuje dalsze pozwolenie na emitowanie nowych odcinków, które jeszcze nie powstały. Serial ideałem nie jest, ale producenci dwoją się i troją, aby to wszystko miało ręce i nogi, aktorzy odgrywają swoje role najlepiej jak potrafią i wszystko jest na swoim miejscu. Polecam, bo stawiam, że mimo tych 85 minut, wysiedzicie przy ekranie i jeszcze czasem się pośmiejecie! 

CIEKAWOSTKI.
Fani Cumberbatcha (w tym i ja) szukają na jego temat wielu informacji. Muszę przyznać, że gdyby nie moja dobra koleżanka Agata ( pozdrawiam serdecznie! ), sama nie miałabym nawet połowy tej radochy co teraz. 
Niektórzy mogą już wiedzieć, że rzeczywiście istnieją dwie strony, które pojawiają się w serialu: 

Za linki serdecznie dziękuje Agacie :)