Recenzja zbiorcza - czyli co obejrzeć, aby się odmóżdżyć

13:13 7 Comments A+ a-

Po tym jak przebrnęłam przez Wilka z Wall Street, doskonale wiedziałam, że kolejną noc mam nieprzespaną i pewnie spędzę ją na czytaniu jakiejś książki. Kiedy zobaczyłam, że jedyną powieść, jaką mogę przeczytać to Syzyfowe prace do pracy maturalnej, prychnęłam i postanowiłam obejrzeć parę kompletnych odmóżdżaczy. Od razu zaznaczam, iż moja bezsenność jest przewlekła, kiedy nie położę się wcześniej spać i nie wyłączę laptopa po godzinie 21. Głupia ja, ale przynajmniej mam dla Was post :)


1. Igrzyska na kacu (20140 reż. Josh Stolberg
Igrzyska na kacu to niezbyt udana parodia dwóch filmów takich jak: Igrzyska Śmierci oraz Kac Vegas z pomieszaniem Teda, horroru Carrie, trochę komiksu, czyli Thora, a także postać Johnny'ego Deppa z filmów: Jeździec znikąd, Piraci z Karaibów, Charlie, fabryka czekolady. I jeszcze wiele, wiele innych filmów. 
Dlaczego nieudane? Parodia kojarzy nam się z czymś ośmieszającym, groteskowym, co powinno wzbudzać śmiech i ogólną wesołość. Niestety, o tym filmie mogę jedynie powiedzieć, iż produkcja ośmieszyła tylko i wyłącznie siebie, gdyż film jest tak na niskim poziomie, że aż boli mnie głowa, kiedy sobie pomyślę, iż widziałam to do końca. Próbowałam dojść, czy wszystko trzyma się kupy i choć miałam z początku takie wrażenie, to z czasem doszłam do wniosku, iż w tym filmie panuje kompletny chaos. Odwórcy ról wcale nie są śmieszni, a ich gra aktorska przypomina gorszą stronę pierwowzoru. Czyli na przykład tutaj Ed z Kac Vegas nadal pakuje się w dziwny romans, tym razem z siedemnastoletnią Katnip (czyt. Katniss Everdeen), Thora przedstawiono jako zwariowanego homoseksualistę, Ted morduje wszystkich i wykonuje wulgarne gesty. Ten film jest tak abstrakcyjny, że z czystym sumieniem mogę powiedzieć, iż jestem odmóżdżona, ogłupiała i praktycznie przestałam już po nim myśleć. Większej głupoty nie widziałam od kiedy mój młodszy brat oglądał parodię 300. Zastanawiam się, dlaczego nadal oglądam te dziwactwa. Ale obiecuje! Już więcej groteskowych i beznadziejnych parodii nie obejrzę! 
FILM ZDECYDOWANIE NA NIE.


2. Miss Agent (2000) reż. Donald Petrie 
Komedie z Sandrą Bullock kojarzą mi się zawsze z masą śmiechu i właściwie dlatego postanowiłam o drugiej w nocy włączyć sobie Miss Agent. Możecie sobie wierzyć lub nie, ale ten film widziałam po raz pierwszy w życiu! Jakoś nigdy specjalnie mnie nie ciągnęło do tego, aby zobaczyć, jak aktorka paraduje sobie w bikini i odgrywa modelką, miskę, czy jak kto woli. 
Czy film spełnił swoje zadanie? Zdecydowanie tak. Jak włączyłam, to nie mogłam się oderwać od ekranu, a w sumie nie było to takie trudne, gdyż leżałam w łóżku i nie chciało mi się wstać zgasić światła. Ale do rzeczy... Specjalna agentka FBI bierze udział w akcji pod przykrywką i z brzydkiego kaczątka musi zmienić się w pięknego łabędzia, a następnie wystąpić w konkursie piękności i odkryć, kto jest przyszłym zamachowcem pogrywającym sobie z agentów. 
Brzmi nieciekawie, prawda? Jednak to tylko pozory. Sama musiałam się przekonywać, aby poznać film, który praktycznie zna już każdy. I wiecie co? Wielokrotnie musiałam chować głowę w poduszkę, gdyż nie mogłam przestać się śmiać. Fabuła filmu była naprawdę głupia, a wręcz absurdalna, jednak udało mi się odmóżdżyć, a przy okazji trochę się pośmiać. Niekoniecznie do niego wrócę, może za kolejne czternaście lat, jednak jako komedia to film sprawdza się znakomicie i dzięki niemu przeszłam kryzys myślowy. 
ZDECYDOWANIE NA TAK. 


3. Miss Agent 2: Uzbrojona i urocza (2005) reż. Josh Pasquin
Włączyłam ten film dosłownie po dwóch minutach, kiedy skończyłam część pierwszą. Doszłam do wniosku, że noc jeszcze młoda, to i mogę dalej się pośmiać, zrobić sobie sieczkę z mózgu. Co tam, że muszę wstać i skończyć pisać pracę xd 
Tracy po zostaniu wice-królową nie może już dłużej pracować w czynnej służbie pod przykrywką, ponieważ wszyscy ją rozpoznają i każda misja kończy się porażką. Dlatego zostaje twarzą FBI i jako nowa gwiazda Stanów Zjednoczonych jeździ po całym kraju, udziela konferencji prasowych, pisze książkę i dba o dobry wizerunek agentów. Kiedy dochodzi do porwania jej najlepszej przyjaciółki, Tracy staje na głowie, aby ją odnaleźć, nawet jeśli oznacza to współpracę ze znienawidzoną agentką oraz złamanie kodeksu. 
Rzadko się zdarza, że druga część filmu jest znacznie lepsza od poprzedniej. Między jedną Miss Agent, a drugą, postawiłabym znak równości, ponieważ obie bawiły, potrafiły sprawić, iż mimo ogromnego zmęczenia śmiałam się bardzo głośno. Z drugiej strony każdej czegoś brakowało, głównie chodzi mi o bohaterów. Za każdym razem Tracy z kimś pracowała, raz wypadło na przystojnego Erica, teraz na Sam Fuller (Regina King). Gdyby oni wszyscy pojawili się jednocześnie, myślę, że te dwie produkcje były by lepsze. 
Przyznaje, że nie są to filmy górnych lotów, sama zdecydowanie do nich nie wrócę, ponieważ nic nie wnoszą do mojego życia i doskonale wiem, iż za jakiś czas po prostu zapomnę, co się wydarzyło, jak zagrali aktorzy czy scenarzyści rozwinęli konkretny wątek. I wiecie co? Nie dbam o to. 
FILM NA TAK. 


Mój nocny maraton odmóżdżaczy skończył się szybciej niż bym chciała, senności nie odczuwałam wtedy tak bardzo jak teraz, kiedy piszę ostatnie zdania postu. Dlatego wybaczcie za wszelkie nielogiczności (sprawdzę wszystko przed publikacją), ale mój umysł pracuje na zwolnionych obrotach. Następnym razem do wyra o dziewiątej :>