Odrobina nieba (2011)

22:53 5 Comments A+ a-


Zgodnie z obietnicą - kolejny film. Mój wczorajszy wybór padł na kolejny film z Kate Hudson. Szczerze? Sama bym nigdy go nie włączyła, zachęciła mnie do tego pozytywna opinia mojej kuzynki i muszę przyznać, że jeżeli chodzi o komedię romantyczną, a dodatkowo wzruszający dramat, to wybór nie mógł być inny! Madzia, dziękuję, że podsunęłaś mi ten tytuł. 

Marley to kobieta, która za wszelką cenę nie chce się zakochać. Szuka mężczyzn na jedną noc i w ogóle się z nikim nie wiążę, gdyż boi się, iż przyszły ukochany mógłby bardzo przypominać jej ojca, a ona sama zaczęłaby się zachowywać jak własna matka. Pewnego dnia wraz z najlepszą przyjaciółką zauważa, że sporo straciła na wadze, więc wybiera się do lekarza, aby zobaczyć, czy aby nic nie dzieje się z jej zdrowiem. Wizyta przynosi niespodziewane wieści, które już na zawsze zmienią życie Marley. Dodatkowo w tych trudnych chwilach z pomocą przyjdzie jej młody lekarz. 


Z reguły w ogóle nie oglądam komedii romantycznych, ponieważ uważam je za przesłodzone, nudne i w ogóle pozbawione tej prawdziwej nutki romansu. Za to nigdy nie unikam dramatu, ponieważ lubię sobie czasami popłakać nad nieszczęściem bohaterów, aby potem chwilę usiąść i zastanowić się, czy wszystko w swoim życiu robię tak, jak należy. Gdyby nie fakt, że film oglądałam do pierwszej w nocy, to pewnie siedziałabym i myślała. Ale nie, poszłam spać. I cóż, film może i był wzruszający, jednak nie skłonił mnie do żadnych głębszych przemyśleń. 

Kate Hudson to aktorka, którą nigdy nie widziałam w innym filmie niż komedii czy romansie. Nigdy też za bardzo nie interesowałam się jej karierą, więc jej gra aktorska w Odrobinie nieba wcale mnie nie ruszyła, a wręcz przeciwnie - bardzo drażniła. Gdyby nie poczucie humoru to sama nie wiem, jakbym przebrnęła przez resztę, gdyż jak wiadomo, cała produkcja kręciła się wokół postaci Marley - jej decyzji, życia, choroby, a także nowej miłości. Nie przeczę jednak, iż podczas seansu, a zwłaszcza przy końcówce, wzruszyłam się i ryczałam jak bóbr, nawet nie starając się ukryć swoich łez. Bo rzeczywiście Odrobina nieba wyciska łzy. 


Nie sądziłam, że chorobę można przedstawić w taki sposób. Dobra, wróć. Wiedziałam. Jednak z seansu starałam się wyciągnąć jak najwięcej i choć gra Kate Hudson nie zachwycała ani nie powalała na kolana, to świetnie się bawiłam. W produkcji pojawia się Whoopi Goldberg (Zakonnica w przebraniu), wprowadzając tym samym pełne absurdalności sytuacji, które o dziwo - bawią widza! Byłam zaskoczona jak tak banalne fragmenty powodują uniesienie się kącików ust.

W filmie występuje również Gael Garcia Bernal (Listy do Julii) jako młody doktor Julian Goldstein. Tu zatrzymałam się na chwilę, ponieważ jako aktor jest bardzo mało popularny, co bardzo nie zaskakuje. Może i nie wyróżnia się takim talentem jak Johnny Depp, ale swoją małą rolę potrafił odegrać w taki sposób, że zapałałam do niego ogromną sympatią. Na miejscu głównej bohaterki z miejsca zakochałabym się w tym chodzącym uroku osobistym. Parę minut ma również dla siebie Kathy Bates (O północy w Paryżu). Jako matka Marley, choć pojawiła się tylko parę razy, wypadła wspaniale. Doskonale odegrała rolę denerwującej rodzicielki, robiącej wszystko, aby tylko zdenerwować nieświadomie swoją córkę, po to, aby ostatecznie ukazać siebie z innej strony. Muszę przyznać, iż Bates to najlepsza odtwórczyni roli w całym Odrobinie nieba


Czy polecam? Cóż, chyba tylko osobom, które mają miękkie serce i lubią sobie od czasu do czasu popłakać przed ekranem. Film nie wnosi niczego nowego do życia, jest kolejną produkcją, o której po jakimś czasie się zapomina i nigdy do niej nie wraca.  

edit. Obejrzałam już jakiś czas temu i szczerze to zapomniałam już większość fabuły