Niesamowity Spider-Man (2012)

13:19 6 Comments A+ a-


Uwielbiam komiksy i opowiastki o super bohaterach. A chyba najbardziej z nich wszystkich lubię właśnie Spider-Mana i jego niesamowite zdolności wspinania się po ścianach, latania po mieście za pomocą wyciskanej pajęczyny. Dlatego równie sprawnie oglądam wszelkie produkcje, gdzie głównym bohaterem jest  Peter Parker. 
Czym więc się różni ta interpretacja od poprzednich? 

Peter Parker to nastolatek chodzący do liceum, stracił ojca i matkę, mieszka ze swoją ciotką, wujem, starając się nie sprawiać problemów wychowawczych. Pewnego dnia dochodzi do pewnego incydentu w szkole, co powoduje, iż Peter wdaje się w krótką dyskusję z wuja, a ta następnie prowadzi do wejścia na strych i znalezienia pewnego nesesera, używanego niegdyś przez ojca głównego bohatera. Informacje, które znajduje tam Peter sprawiają, iż ma on styczność z ludźmi pracującymi nad krzyżówkami różnych gatunków zwierząt. Wynikiem tego jest ukąszenie prze zmutowanego pająka. 
Dawno nie oglądam takiej abstrakcji, jak ten film. Kiedy dowiedziałam, że w tej jakże oryginalnej interpretacji komiksu Peter Parker chodzi do liceum, uczy się, a jednocześnie ma nad przeciętne zdolności fizyczne/naukowe, po prostu sprawiło, że załamałam ręce. Nie dość, że za młody, to nagle budzi się w nim chęć ratowania świata i zgrywania super śmiesznego postrachu ulic, a wcześniej chwilowo szkolnego twardziela, który przed ukąszeniem pająka robił w portki. Dlaczego absurdalne? Zobaczcie i odpowiedzcie sobie na to pytanie sami, a jeżeli jesteście fanami człowieka-pająka - przygotujcie się na to.


Andrew Garfield, czyli aktor wcielający się w rolę Parkera, nie jest znaną postacią na wielkich ekranach. Sama nie mogę sobie przypomnieć, skąd kojarzę jego twarz, ale pierwsze co przychodzi mi do głowy to porównanie jego nazwiska do imienia tego rudego kota. Mniejsza o to. 
Garfield jak na młodego aktora z kiepskim doświadczeniem filmowym, zagrał dobrze. Jednak przez cały czas trwania filmu czułam pewien niedosyt i pragnęłam, aby pokazał coś więcej, dodał do tego bohatera trochę więcej indywidualności, a nie tylko świecił ładną buzią, pokazywał przeróżnego rodzaju miny. Brakowało w tej postaci oryginalności, czegoś, co jeszcze się ani razu nie pojawiło. Chyba że jazda na desce jest czymś nowym. 

Postać Gwen zagrała Emma Stone i muszę przyznać, iż ciekawie było ją zobaczyć w czymś innym, niż komedia. Mimo mojego podziwu dla talentu aktorskiego z czystym sercem powiem, że tym razem się po prostu nie udało. Może była to kwestia tego, iż nie bardzo pasowała do filmu akcji, gdzie nad głowami latają samochody, budynki wybuchają, a ona opracowuje w tym samym czasie antidotum? Wiecie co mnie najbardziej rozbawiło? Że taka zwykła licealistka w parę minut stworzyła szczepionkę ratującą ludzkość, a bandzie wykwalifikowanych naukowców nie udało się tego osiągnąć. 

Na podstawie tych małych i skromnych argumentów przyznaje, że widziałam lepszego Spider-Mana, konkretnego i o wiele lepiej dopracowanego. Tutaj twórcy zdecydowanie postawili na urodzie bohatera, ogromie efektów specjalnych i niekończących się żartów. Na pewno już do niego nie wrócę.