Serial: Revege sezon 1-2

11:54 7 Comments A+ a-



Ilu z Was słyszało o tym serialu albo widziało zwiastun nowego odcinka na AXN? Zgaduje, że niewielu. Pewnie dlatego, iż nie jest on bardzo popularny - nie został stworzony na podstawie książki młodzieżowej jak PLL czy Pamiętniki wampirów, nie jest również spin-offen żadnego z powyższych. Sama jedynie wiedziałam o jego istnieniu przez liczne reklamy, aż dotarłam do pewnej recenzji, która spowodowała, że włączyłam pierwszy odcinek, a potem następny i następny, aż w ciągu tygodnia ukończyłam dwa sezony. Wydaje się niemożliwe? Of course not. 

Amanda Clark (Emily VanCamp), znana bohaterom serialu jak Emily Thorne, wraca do Hamptons wiele lat po tym, jak została stamtąd zabrana przez opiekę społeczną w momencie aresztowania jej ojca za spowodowanie katastrofy samolotu. Wraca po to, aby się zemścić. Jak wiadomo, Hamptons to rejon, do którego ludzie przyjeżdżają na wakacje (są to zazwyczaj ludzie zamożni, ale też i tacy, którzy po miesiącach spędzonych w mieście, szukają ciszy i spokoju), biorą udział w festiwalach i co najważniejsze, mogą wypocząć na plaży. Akcja toczy się w miasteczku portowym Montauk, gdzie prym wiedzie rodzina Greysonów i to właśnie oni są celem Amandy. Poprzez ściśle dopracowany plan, bohaterka dąży do tego, aby zemścić się na nich za to, co zrobili jej ojcu. Jednak mając na myśli Zemstę, wcale nie ma zamiaru ich zabić. 



Pisząc ten post, aż zacieram ręce.
Nie ma czego żałować, kiedy widzi się, iż nie jest to kolejny serial paranormalny. Nie można tego również zaliczyć do kryminału, gdyż żadne tajemnicze morderstwa nie istnieją. Dla widza wszystko wydaje się być logiczne, jasne i każdy ma wrażenie, jakby był parę kroków przed głównymi bohaterami. To my wiemy, co ich czeka, ale jednocześnie mając tą wiedzę, nie można się oderwać od ekranu. Mam wrażenie, że jest to spowodowane niezliczoną ilością pomysłów twórców, którzy dają mylne przeświadczenie, że wszystko zakończy się w ekspresowym tempie i nagle Amanda dozna uczucia ulgi. I choć na samym początku rzeczywiście takie przeświadczenie może się pojawić, znika ono po pierwszych odcinkach. Tak naprawdę zemsta Amandy jest sprawą złożoną i na pewno nie jednorazową. Jak sama podkreśla, chce, aby oprawcy jej ojca cierpieli każdego dnia, żyjąc w niewyobrażalnym strachu. 

Mimo tego że widz znajduje się parę kroków przed bohaterami, to fabuła im również przynosi niezliczoną ilość zagadek, tajemnic, które odkrywane są z każdym kolejnym odcinkiem. W pierwszych minutach, pierwszego odcinka każdego sezonu, pojawia się zapowiedź tego, co stanie się w jego połowie. Widz w żaden sposób nie jest w stanie powiązać tego z konkretnym wydarzeniem, cały czas analizując różne opcje i rozwiązania. Na własnej skórze przekonałam się, że nie warto, gdyż zazwyczaj okazują się one mylne, a twórcy pokazują, jak bardzo są pomysłowi w tym, aby zaskoczyć widza. Brawa dla nich. 


Sama postać Amandy/Emily jest dosyć złożona. Z jednej strony kobieta pragnie za wszelką cenę zniszczyć rodzinę Greysonów, pokazując, że posunie się naprawdę daleko i w rzeczywistości nie ma żadnych skrupułów w tym, co robi. Z drugiej strony, ma ona uczucia, potrzeby i obawia się, że skrzywdzi osoby niewinne, bliskie jej sercu - jak na przykład Jack Porter (Nick Wechsler), przyjaciel z dzieciństwa czy nawet Nolan Ross (Gabriel Mann), kompan i pomocnik, bez którego nie osiągnęłaby zbyt wiele. 

Kolejną interesującą postacią, oprócz Amandy, jest Victoria Greyson (Madeleine Stowe), bez której tak naprawdę cały serial byłby nudny. Ta bohaterka jest typową kobietą z wyższych sfer, która nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć dany cel. Kłamie, manipuluje każdym człowiekiem, a ponad to jest wspaniałą intrygantką. Może i jej serce wydaje się być ze stali, to w dziwny i pokręcony sposób dba o swoje dzieci, niejednokrotnie dając temu dowód. Jej kreacja zaskakuje widza na każdym kroku, z sezonu na sezon postać ewoluuje i przyznam szczerze, że naprawdę nie widzę tego serialu bez niej. Nie dość, że stałby się nudny i mdły, to jeszcze Amanda jako jedyna intrygantka stała by się postacią pustą, niezmiernie irytującą. Zaznaczę, że kiedy te dwie bohaterki się spotykają, można porównać to do wzajemnej rywalizacji albo posunąć się krok dalej i nazwać to bitwą. O co? Sami zobaczcie. 

Oprócz zawiłych intryg i głównych bohaterek, mamy również postaci mniej znane, ale jakże ważne. Wspomniałam wcześniej o Nolanie Rossie, który jest moim osobistym number one w tym serialu. Bez jego zdolności hackerskich i zwrotów Ems, are you sure?, tak naprawdę produkcja nie byłaby w żadnym stopniu zabawna. Może i Gabriel Mann nie jest przystojnym aktorem, jak można było w ogóle podejrzewać, ale urok osobisty jego postaci powoduje, że stworzenie sobie jego teamu jest wręcz konieczne. 



Kiedy widz już myśli, że nastąpił koniec, pojawia się nowa postać/okoliczność, dosłownie zmieniająca bieg wydarzeń. Jakbym miała porównać, który sezon jest najlepszy (a jestem w połowie trzeciego), to zdecydowanie byłby to drugi. Pewnie dlatego, że to wtedy dzieją się najważniejsze rzeczy dla serialu, robi się krwawo (nareszcie!) i wyjaśnia wiele istotnych spraw, na co widz czeka średnio od szóstego odcinka, sezonu pierwszego. 

Czy polecam? Oczywiście. Mając porównanie z równie mało popularnym serialem Ringer (Sarah Michelle Gellar w roli głównej) to ten wypada zdecydowanie lepiej. Każdy odcinek jest czymś innym, pojawia się w nim coś nowego, ale jednocześnie wszelkie fakty są ze sobą spójne, tworząc jedną całość. Nie zauważyłam do tej pory wielkich nielogiczności czy sporów między fabułami, nie pojawia się nic absurdalnego. Chociaż naprawdę ciężko jest uwierzyć, że tacy ludzie jak Greysonowie, są w stanie żyć i funkcjonować normalnie po tym, czego się dopuścili. 
Warto obejrzeć - jak pierwszy odcinek nie zaciekawi aż tak bardzo, dajcie szansę kolejnemu. A ja w tym czasie idę się dowiedzieć, co twórcy przygotowali na półfinał trzeciego sezonu.