156. Kocham Nowy Jork - I. Lafleche

12:52 5 Comments A+ a-


Tak jak mówiłam, nie było mnie przez dosyć długi okres ani tutaj, ani na Waszych blogach. Miałam też niemały postój z czytaniem nowych książek, a tym bardziej już z pisaniem jakichkolwiek recenzji. Udało mi się zebrać w sobie (po dwóch tygodniach) i opublikować swoją opinię na temat polecanej książki Lafleche. 

Cathrine opuściła Paryż i przeniosła się do Nowego Jorku, aby tutaj kontynuować pracę jako prawniczka. Jednak nie spodziewała się, że zmiana miejsca zamieszkania będzie jednoznaczna z porzuceniem całego swojego dawnego, a wręcz jego wyrzeczenie się. Kiedy myśli, że przez najbliższe lata nie opuści kancelarii, wdaje się w romans ze swoim klientem, wywracając swoje życie ponownie do góry nogami. Czy po raz kolejny popełniła błąd, odrzucając swoje zasady? Czy uda jej się wywalczyć nową posadę? 

Czytałam naprawdę wiele opinii o tej książce i jej kolejnej części, więc w końcu się poddałam i pod wpływem impulsu kupiłam e-booka. Doszłam do wniosku, że wyniesie mnie to mniej i mniejsza będzie rozpacz jeśli okażę się, iż powieść jest zakupem nietrafionym. Nie wiem skąd moje obaw, bo przyznam, że świetnie się bawiłam podczas lektury. 
Sama fabuła nie jest niczym interesującym, ponieważ czytałam już wiele książek, gdzie bohater był prawnikiem i musiał zmagać się z problemami w pracy. Aczkolwiek nigdy nie zmierzyłam się z powieścią, gdzie cały proces spraw, dbania o dobro klienta jest tak szczegółowo opisany. Z drugiej strony czytanie o samym prawie, sprawach sądowych, byłoby ładnie ujmując - nudne. Isabelle Lafleche napisała książkę interesującą, niekoniecznie będącą arcydziełem i nawet nie odważyłabym się jej tak traktować. 

Oprócz gwary prawniczej, autorka pokazuje wcale nie banalną historię romansu, która jak zawsze ma drugie dno. Było trochę przewidywalne, małostkowo i czasami wiało nudą. A więc historia "niebanalna", bo ma w sobie coś, co jest życiową prawdą. Jeżeli zaś chodzi o inne aspekty książki to nic nowego i zaskakującego się nie pojawiło. Największym plusem jest z pewnością dobre wykorzystanie przepisów prawnych w taki sposób, aby stworzyć fabułę wartką i ciekawą. 

Nie wiem jak to jest z książką papierową, ale na e-papierze wszelkie francuskie zwroty były wyjaśnione dopiero pod sam koniec,  umieszczone za podziękowaniami autora. Mają w ręku tablet, nieustające przewijanie stron do końca było uciążliwe, więc po jakimś czasie dałam sobie spokój i polegałam jedynie na swoim polskim. Czasami udało mi się dojść do tego, co dane francuskie słówko oznacza, ale nic poza tym. 
Czy polecam? Zdecydowanie tak. Książka nie jest może arcydziełem, jednak czas spędzony przy niej nie wydaje się być stracony.