154. Saga księżycowa: Scarlet - M. Meyer

19:36 9 Comments A+ a-


Czy zastanawialiście się kiedyś jak wyglądało by nasze życie, gdyby ziemia została podzielona na parę państw, technologia byłaby rozwinięta na tyle, aby każdy człowiek nosił czip identyfikacyjny, a środki transportu na tyle rozbudowane, by robić sobie wycieczki w przestrzeń kosmiczną, a od czasu do czasu przyjmować gości z innej planety? Świat wykreowany przez Marrisę Meyer jest dokładnie w taki sposób wykreowany.  

Trzy tygodnie temu zaginęła babcia Scarlet. Od tej pory bohaterka stara się ją odnaleźć, obiecując, że przetrząśnie niebo i ziemię, aby jeszcze raz ujrzeć jedyną sobie  bliską osobę. Całkiem przypadkowo poznaje Wilka, który po niedługim czasie godzi się pomóc Scarlet w poszukiwaniach. Misja okazuje się naprawdę niebezpieczna. Jednocześnie ze Wschodniej Wspólnoty ucieka Linh Cinder - zbiegła Lunarka, oskarżona o zdradę stanu. Losy dwóch dziewczyn skrzyżują się w dniu, w którym wybuchnie wojna. 

Scarlet już od dnia premiery stała na mojej półce, tak bardzo chciałam poznać dalsze losy Cinder, przekonać się, czy kolejny tym Sagi księżycowej jest równie wciągający, co pierwszy. Jednak pewne okoliczności zmusiły mnie do zapomnienia o powieści. Kiedy przyszło co do czego, okazało się, iż lekturę, mimo jej objętości, można pochłonąć w jeden dzień. 

Ta powieść nie jest arcydziełem, dowodem geniuszu twórczego Marrisy Meyer. To kolejna pozycja z półki fantasy. Jednak jej konstrukcja i fabuła sprawia, że wyróżnia się na tle innych książek z gatunku i sprawia, iż godziny z nią spędzone wcale nie wydają się być zmarnowane. Wręcz przeciwnie. Każda strona pochłania czytelnika, sprawia, że nie można się od niej oderwać. Choć z pozoru historia nie wydaje się być porywająca, to po pewnym czasie, czytelnik jest w stanie dojść do wniosku, że zawiera w sobie interesujące szczegóły, akcję i oczywiście nadzwyczaj oryginalną interpretację bajki dla dzieci. W Scarlet jest to bajka o Czerwonym Kapturku. Doszukiwałam się podobieństwa, ale oprócz postaci Wilka i babci, nie potrafiłam niczego odnaleźć. Albo nie, inaczej. Znalazłam, ale nic nie znaczące fragmenty, które tak naprawdę, były tylko wtrąceniem. Bo ani Scarlet nie została zjedzona przez Wilka, ani jej babcia. Trochę żałowałam, iż autorka tak lekko zinterpretowała tę bajkę. Bo o ile Cinder rzeczywiście mogła przypominać Kopciuszka, chociażby z imienia, to już w drugim tomie historia znalazła nowe zakończenie. 

W Scarlet odnajdujemy już typowe dla Meyer dialogi - lekkie, niepozbawione humoru, ale jednocześnie plastyczne i barwne. Nie odczułam przy nich żadnej nierealności. Wręcz przeciwnie, czytelnik może wczuć się w którąkolwiek postać, utożsamić się z nią i przeżywać każdą scenę inaczej. Czas spędzony przy tej lekturze nie uważam za stracony i przyznam, iż nie mogę się doczekać, aż w Polsce swoją premierę będzie miała Cress. Od pierwszego tomu chciałam poznać bliżej historię dziewczyny, która jest więźnie królowej Luny. 

________________________

Recenzja miała sobie poczekać parę dni, ale doszłam do wniosku, że do soboty i tak nie przeczytam nic nowego, więc mogę podzielić się z Wami moimi wrażeniami. A jak Wam się podobał kolejny tom Sagi księżycowej?