152. Papierowe marzenia - R.P. Evans

22:40 15 Comments A+ a-



Zapierałam się rękami i nogami, iż Evansa więcej nie tknę i tak oto stałam się posiadaczką "Papierowych marzeń", które wciągu paru godzin pochłonęłam, przez co udało mi się przespać budzik, a  resztę dnia przechodzić zmęczona i poddenerwowana. Bo właściwie tak ta książka działa na czytelnika. Szczerze przyznam, że spodziewałam się kolejnego nudnego, pospolitego romansidła bez polotu, z patetycznymi dialogami i nic nie znaczącą akcją. I jakieś było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, iż ta powieść wcale o miłości nie jest. No dobra, o miłości jest, ale nie tej, co się spodziewałam. 

Luke miał wszystko - wspaniałego ojca, dobre dzieciństwo, zagwarantowaną przyszłość i miłość swojego życia. Kiedy zdecydował się wyjechać na uniwersytet, na początku wszystko wyglądało tak, jak z początku i nic nie zwiastowało nadchodzącej zmiany. Luke poznaje nowych przyjaciół, zakochuje się, a jednocześnie jego system wartości zostaje przewartościowany, a on sam kieruje się całkiem innymi pobudkami. Staje się biblijnym synem marnotrawnym, który roztrwania wszystkie pieniądze, stacza się, niszcząc swoje życie, po to, aby wrócić. 

"Papierowe marzenia" są pewnego rodzaju spowiedzią Luke'a. Wyznaje on swoje błędy, opowiada o życiu, które stracił i jak wiele się nauczył podczas tego okresu cierpienia. Książka pokazuje jego życie, wspomnienia, wnioski i refleksję, a jego historia to przestroga dla czytelnika. Gdyby nie fakt, iż Luke jest postacią fikcyjną, byłabym zdolna do uwierzenia, że jego historia jest prawdziwa. Sam początek, a następnie każdy kolejny rozdział jest wartką opowieścią jego życia, pełną goryczy, żalu i skruchy. Skruchy, bo zrozumiał, gdzie popełnił błąd. Skruchy, bo naprawiał swoje błędy. 
Powiedzenie, że książka nie jest przewidywalna, byłoby wielkim błędem. Każdy zna przypowieść o synu marnotrawnym i każdy wie, w jaki sposób się ona kończy. Jednak powieść jest oryginalna. Evans kreuje swojego bohatera na współczesnego człowieka sukcesu, który najpierw musiał sięgnąć dna, aby dorosnąć. 

Z pozoru powieść wydaje się być nierealna. Kiedy tracimy wszystko, od razu myślimy o rodzicach i to u nich szukamy pomocy. Bohater tego nie zrobił. Nie wiem, co nim kierowało, kiedy podjął tę decyzję. Może to, że stracił nie tylko pieniądze i miłość, ale swoją godność i poczucie własnej wartości. 

Evans przedstawia nam kawał dobrej, wciągającej lektury, obok której nie można przejść obojętnie. Nawiązanie do Biblii i współczesna interpretacja przypowieści wyszła mu doskonale. Pozwolił czytelnikowi zrozumieć jej znaczenie. Lektura zmusza również nad refleksji nad własnym postępowaniem, decyzjami, które podejmujemy w pośpiechu, a także świadomości, iż społeczeństwo ma na nas ogromny wpływ.
Jednak oprócz tych licznych zalet, stoją również wady. Dialogi to patetyczne sformułowania, które nijak współgrają z całokształtem powieści. Nie mam tutaj na myśli wszystkich scen, a tylko te, które były istotne w życiu bohatera. Również niektóre reakcje postaci wydają się być nierzeczywiste, a wręcz śmieszne.  

Trudno mi było rozstać się z tą książką. Kiedyś na pewno do niej wrócę, przypomnę sobie tę historię i prawdopodobnie zauważę wiele innych, ważnych szczegółów. 

   Marnotrawny znaczy również: "ten, który hojnie rozdaje". W tym znaczeniu mój ojciec, znacznie bardziej niż ja, był najprawdziwszym marnotrawcą. I nadal nim jest. Jest moim bohaterem, moim mistrzem oraz moim wybawcą. Moim największym marzeniem jest być takim jak on. Moją największą nadzieją jest zasłużyć na miano jego syna. Nie sądzę, aby istniał dla mnie w życiu szczytniejszy cel.*

* Richard Paul Evans Papierowe marzenia, str. 294

w ramach wyzwania: Grunt to okładka