144. delirium - L. Oliver

20:38 11 Comments A+ a-

delirium - Lauren Oliver, wyd. Otwarte, Kraków 2012

Miłość to dla człowieka coś oczywistego, coś, co po prostu jest i nikt nie ma na to żadnego wpływu. Ludzie kochają wszystko: przyrodę, zwierzęta, osoby. Jednak co się stanie, kiedy miłość zostanie uznana za chorobę, a zakochanie za najgorsze przestępstwo, które karane jest śmiercią? Cobyście zrobili, gdybyście musieli przejść zabieg, który odbiera wam wszystkie uczucia, troski i zmusza do prowadzenia jednostajnego życia, pełnego monotonii z mężczyzną, który został wam wybrany przez rząd? I w końcu, co zrobicie, kiedy wasze mury opadną, a wy zobaczycie, że miłość to wcale nie choroba?

Lenę poznajemy w dniu jej ewaluuacji, czyli w dniu, który teoretycznie jest najważniejszym dniem w jej życiu. Podczas minut spędzonych przed komisją zostanie oceniona pod każdym kątem, a dzięki wynikom tej ewaluuacji zostanie jej przypisany jeden mężczyzna, za którego będzie musiała wyjść za mąż. Jednak nie wszystko w tym dniu przebiega jak należy. Do laboratorium dostaje się grupa Odmieńców, czyli ludzi mieszkających za miastem,w Głuszy, skazanych na wieczną tułaczkę. Właśnie oni wprowadzają zbędne zamieszanie. W tym dniu Lena poznaje Alexa.

Po raz pierwszy spotkałam się z recenzją delirium dwa tygodnie po polskiej premierze książki. Rzecz jasna była ona jak najbardziej pozytywna, a jej autorka zachwalała powieść, oceniając ją jako najlepszą książkę roku. Jednak jej peany nie przekonały mnie do niej, natomiast innych tak. Potem postanowiłam kupić ją, ale poczekać z przeczytaniem aż cały szum opadnie. W późniejszym okresie wyszła kontynuacja pandemoniu, więc odpuściłam sobie zamieszczanie recenzji, aby nie zostać kojarzoną jako jedna z wielu. Kiedy skolekcjonowałam już trzy części (ostatnia przeszła, ale bez zbytniego szumu), to w nowym roku postanowiłam zabrać się za ich czytanie. Jakie są więc moje odczucia?

Lauren Oliver w Polsce zasłynęła właśnie tą trylogią, chociaż największym echem obiła się właśnie wśród bloggerów. Przeprowadziłam wywiad środowiskowy i w mojej klasie o książce słyszały trzy osoby, przeczytałam tylko ja. Nie wiem dlaczego, skoro powieść powinna być naprawdę dobra jak zachwalały to liczne recenzje. Nie chcę tutaj bynajmniej powiedzieć, że lektura nie jest interesująca i dobra. Bo jest i właśnie to tak w oczy kuje.

Narracja w powieści prowadzona jest z perspektywy Leny. Dzięki temu zabiegowi możemy dogłębnie poznać jej uczucia, sposób postrzegania nowego, bezpiecznego i pięknego świata. Z całego serca wierzy, że ten system działa i jest wspaniały dla ludzi, którzy żyją w miastach. Równocześnie stykamy się również z jej obawami, podejrzeniami i ostatecznie z rozczarowaniem. Trudno jest przypisać Lenie odpowiednie cechy, bo ta dziewczyna jest bardzo zmienna. Ostatecznie mogę stwierdzić, że mimo jej dorosłego punktu widzenia i zrozumienia spraw, o których nie miała żadnego pojęcia - potrafi zachować się bardzo dziecinnie. Jednak czytelnik lubi ją za tę nieporadność, brak wiary w siebie. Lubi, bo gdyby nie Alex, Lena nie byłaby tą osobą, co się stała.

Każdy rozdział jest poprzedzony odpowiednim cytatem, wspomnieniem baśni czy fragmentem książki obowiązkowej dla wszystkich mieszkańców, którzy albo poddali się zabiegowi remedium, albo na ten zabieg czekają. Każdy z nich jest trafiony i odpowiedni do danego rozdziału, co jest naprawdę świetne. Dzięki temu możemy mniej więcej wiedzieć, czego spodziewać się w dalszej części, albo czego nie. Plusem samej powieści jest to, że mimo wielu wątków jest naprawdę spójna. Usilnie starałam się znaleźć jakikolwiek brak, błąd logiczny, ale niczego takiego po prostu nie ma. Aczkolwiek minusem samej powieści jest przewidywalność losów bohaterów, którzy powtarzają schemat oklepany, poruszany wiele razy. Kiedy doszłam do momentu, w którym Lena poznała Alexa już wiedziałam, jak się to wszystko skończy. Mogłam jedynie poznać treść środka.

Dialogi są spójne, realne. Czytelnik może wczuć się w całą sytuację, poczuć, że bierze udział w życiu bohaterów. Do tego książka jest bardzo wciągająca (pomijając fragmenty, w których opis lasu zajmuje wiele, wiele kartek) i czyta się ją naprawdę szybko. A dla niektórych 357 stron to niemałe wyzwanie.
Naprawdę jestem ciekawa jak to wszystko skończy się dalej, więc jeszcze w tym miesiącu zabiorę się za drugi tom.