Stuck in Love (2012)

17:32 4 Comments A+ a-

Stuck in Love

reż. Josh Boone
Komedia, Dramat obyczajowy 
USA

Jennifer Connelly - Erica
Greg Kinnear - William Borgens 
Natt Wolff - Rusty Borgens 
Lilly Collins - Samantha Borgens 
Logan Lerman - Louis 
Liana Liberato - Kate

Niekiedy życie nie układa się tak, jak to sobie zaplanowaliśmy. Szczęśliwe małżeństwa się rozpadają z mało istotnego powodu, bo nic nie trwa wiecznie. Żyjemy w przekonaniu, że miłość jest ważna w życiu, ale że nie kochamy tylko raz, ale zakochujemy się, odkochujemy po to, aby znowu poczuć coś silnego do innej osoby. Koło się zamyka. Z drugiej jednak strony wiemy, że jest również to uczucie prawdziwe, jedyne, które pozwala na wybaczenie wszystkiego. Tak właśnie wygląda związek Eriki i Williama, chociaż w przypadku rozwiedzionych osób nie mam mowy o jakimkolwiek związku. 

Po tym jak Erica (Jennifer Connelly) zostawiła swojego męża dla młodszego mężczyzny, wszystko zaczęło się zmieniać. Jej córka Samantha (Lily Collins) odwróciła się od niej i przez ponad rok nie odezwała się słowem. Natomiast jej syn Rusty (Natt Wolff) związał się z dziewczyną uzależnioną od narkotyków i sam również zaczął się w tym zatracać. Tak więc mamy czwórkę osób, które cierpią z powodu decyzji jednej. Jakie będą tego dalsze konsekwencje? 

Już dawno nie oglądałam równie pięknego, a jednocześnie tak poruszającego filmu. Czekając aż wszyscy domownicy zasną, aby podłożyć prezenty pod choinkę, szukałam produkcji łatwej, a jednocześnie zabawnej i byłam święcie przekonana, iż Stuck in Love jest właśnie tego typu filmem. Okazało się całkiem inaczej, ponieważ otrzymałam w prezencie mnóstwo łez, krzywych uśmiechów i oczywiście masę przemyśleń na resztę nocy. 
Dramaty powinny mieć to do siebie, że wzbudzają w widzu gamę przeróżnych emocji. Począwszy od radości, a skończywszy na przygnębieniu, rozczarowaniu, nawet złości. Akurat ta produkcja podążyła całkiem innym torem i wymieszała wszystkie możliwe odczucia ze sobą, aby dać nam to: film idealny. Współcześnie rzadko spotyka się dobre, amerykańskie produkcje, które są w stanie pokazać coś więcej oprócz nieustających imprez czy niewyobrażalnych podbojów. Albo to ja wypadłam z obiegu i oprócz kolejnych rozczarowań nie znajduje nic interesującego. Stuck in Love to nie tylko film o miłości, ale także o wewnętrznym dojrzewaniu i poznawaniu samego siebie. 

Genialna reżyseria nadała całej produkcji blasku i dokładnie wskazała momenty, w których widz może się śmiać, a kiedy powinien głębiej zastanowić się nad sensem danej chwili. Mam wrażenie, że w intencji reżysera było przedstawienie całej sytuacji w sposób zabawny, ale jednocześnie pouczający i wzbudzający refleksję. Bo okazuje się, że nie każde uczucie się kończy, a ludzie popełniają błędy, bo są tylko ludźmi. W takich chwilach nieważna jest przeszłość, ale to, co przyniesie następny dzień. Dokładnie to pokazał widzowi Josh Boone. 

O grze aktorskiej powiem niewiele. Cenię sobie Grega Kinneara za to, że za każdym razem potrafi dać z siebie wszystko. Nie mniej jednak, tym razem zabrakło mi w jego postaci dynamizmu oraz charakterystycznej wizji pisarza skupionego na osobistym dramacie. Greg wcale nie odegrał postaci zranionej, pogrążonej w rozpaczy. Owszem, w każdej scenie towarzyszyła mu pochmurna mina, ale na tym wszystko się kończy. 
Mamy w filmie również wschodzącą gwiazdę, jaka jest Lily Collins. Chociaż nazwanie jej "gwiazdą" jest zwyczajnym dysfemizmem. Gra aktorska nie wzbudza pozytywnych emocji, gdyż takowa przejawia się tylko w niektórych scenach. Samantha miała odpychać ludzi i oczywiście odpycha. Jednak gesty, mimika twarzy aktorki, psuły efekt. 
Jest również Logan Lerman, którego już wszyscy chyba znają. Przyznam szczerze, że ten film chciałam obejrzeć głównie dlatego, że mogłabym popatrzeć jak po raz kolejny odnosi sukces. Patrząc na jego postać, widz oczekuje naprawdę wiele. Lou ma trzymać wszystkich w ryzach, bawić widza, a jednocześnie pokazać, że on również jest człowiekiem i ma uczucia, przeżywa trudne chwile. 
Natt Wolff okazał się największym odkryciem podczas tego filmu i nie ukrywam, że to jego postać odniosła największy sukces. Każda chwila, każda scena skupiała się na tym nastolatku, który z dnia na dzień pogrążał się w sobie, odpychał od siebie ludzi, po to, aby móc doświadczać różnych rzeczy o zostać pisarzem jak ojciec. Rustym nie można się rozczarować, bo to bohater idealny. 

Sama gra aktorska to nie wszystko. Produkcji towarzyszyła świetna ścieżka dźwiękowa, doskonały scenariusz i wcale niebanalne zakończenie. Choć przewidywalne, to przedstawione w naprawdę dobry sposób. Jestem pewna, że do tego filmu jeszcze kiedyś wrócę.