Dary Anioła (2013)

10:55 11 Comments A+ a-

Dary Anioła: Miasto Kości (The Mortal Instruments: City Of Bones)
reż. Harald Zwart
Fantasy
Niemcy, USA

Lily Collins - Clary Fray 
Jamie Campbell Bower - Jace Wayland
Robert Sheehan - Simon Lewis
Jonathan Rhys Meyers - Valentine Lewis
Lena Headey - Jocelyn Fray 




Wszystko zaczyna się od momentu, w którym Clary widzi w klubie mężczyznę zabijającego innego człowieka. Jak się okazuje, tylko ona widzi to, co się stało i nie jest w stanie tego zrozumieć. Gdyby tego było mało, mężczyzna zaczyna pojawiać się w miejscach, do których uczęszcza Clary wraz ze swoim przyjacielem, Simonem. Okazuje się, że do ich konfrontacji dochodzi szybko, w konsekwencji czego blondwłosy mężczyzna ratuje głównej bohaterce życie. Czy można spodziewać się jeszcze czegoś dziwniejszego? Owszem. Clary dowiaduje się, że Jace Wayland (ów morderca) należy do Nocnych Łowców, tak samo jak jej matka, w konsekwencji czego w jej żyłach płynie ta sama krew, a jej obowiązkiem jest ratowanie ludzi przed demonami. Małymi krokami Clary zaczyna odkrywać swoją tożsamość, obowiązki i zadania, które na nią ciążą. Stara się również znaleźć swoją matkę, która została porwana przez Valentina. Czy uda jej się to zrobić?


Dawno nie pisałam żadnej recenzji filmu. Minęły dwa miesiące odkąd obejrzałam "Rubinrot" i na razie starałam się unikać jakichkolwiek ekranizacji. Właściwie, po tym wielkim "buum" jaki zrobił właśnie film "Dary Anioła", unikałam jakichkolwiek recenzji, itd. Okazało się, że gdy to wszystko ucichło, ja poszłam w przeciwną stroną i zamiast zabrać się w pierwszej kolejności za książkę (w której jestem w trakcie), obejrzałam ekranizacje. Nie zauważyłam nawet kiedy uciekły mi te dwie godziny. Ponieważ przed seansem nie czytałam książki, moja recenzja będzie się opierała głównie na tym, co zobaczyłam na ekranie. 


Przedstawiony świat od razu wzbudził mnie zaciekawienie. Z początku widz (taki bez żadnej znajomości powieści) może nie wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Mamy dziewczynę, która udaje się ze swoim najlepszym przyjacielem na wieczór poetycki i do klubu. Temu wszystkiemu towarzyszy pewien znak, który Clary widzi albo bezwiednie rysuje i nie wie, co on oznacza. Dla mnie to było jeszcze bardziej konfundujące, ponieważ nie byłam w stanie dostrzec między tym wszystkim jakichkolwiek powiązania. Do tego doszło zabójstwo człowieka w klubie... Gdyby nie te wszystkie pozytywne recenzje, które zdradzały zbyt wiele, pewnie do dwudziestej minuty oglądała i wściekała się, ponieważ nie miałam bladego pojęcia kto kim jest. 
Nie mniej jednak sam pomysł uważam za udany, a sam film za coś, co może obejrzeć każdy miłośnik fantasy. 
Zastanawiałam się czy aktorzy są dobrze dobrani pod postacie. I teraz jak zaczęłam czytać powieść i poznałam parę pierwszych bohaterów stwierdzam, że tak. Osobiście uważam, że gra aktorska Lily Collins pozostawia wiele do życzenia, aczkolwiek jako filmowa Clary wypadła całkiem dobrze. Pokazała usposobienie bohaterki, charakter i oczywiście odwagę. Na każdym kroku potrafiłam zobaczyć, że Clary nie obawia się o swoje życie (no, z początku tak). Jednak kiedy weszła do hotelu Dumont, Collis ewidentnie pokazała, że bohaterka jest dla swojego przyjaciela zrobić wszystkiego. Natomiast Jamie Campbell Bowar pokazał, że on i Jace mogą być jednością. Wayland to arogancki i pewny siebie mężczyzna, który według mnie, ma zapędy samobójcze. Rzuca się do walki jako pierwszy, wychodzi ostatni i nigdy nie martwi się o siebie. Przez cały czas zastanawiałam się skad u niego ta arogancja - odpowiedzieć otrzymałam dopiero w ostatnich minutach. 


Przez te dwie godziny i dziewięć minut świetnie się bawiłam patrząc na bohaterów. Wcale nie trzeba znać fabuły książki, aby wiedzieć, o co tak naprawdę chodziło reżyserowi i jaki jest jego przyszły zamiar. Film w żadnym wypadku nie był przewidywalny. Dobra, może wątek miłosny był do pewnego czasu. Jednak samo zakończenie zaskoczyło mnie. Nie spodziewałam się, że twórcy doprowadzą do takiej sytuacji, więc dla pewności od razy zabrałam się za powieść. 
Nie żałuję, że obejrzałam tę ekranizację, bo mimo wszystko jest ona jedną z najlepszych jakie widziałam. Oczywiście nie mogę jej porównać z "Władcą pierścienia", ale jako relaksujący seans nada się świetnie.

________________________________
Dzisiaj recenzja wcześniej, nie w niedzielę. Może dlatego, że mam napisanych już parę innych. Odstawiłam na razie "Worna" Piotra Molendy, ale zaraz do niego wrócę. Mam nadzieję, że nauczę się tej geografii (no właśnie, kto wymyślił tyle nauki do powtórek?), skończę książkową wersję "Darów..." i dobrnę do końca "Worna" (a jeszcze wiele przede mną!). Za tydzień: "Jądro ciemności".