134. Jądro ciemności - J. Conrad

20:05 6 Comments A+ a-

Jądro ciemności - Joseph Conrad, wyd. Siedmioróg, Kraków 2005

Jako uczennica, niestety muszę (albo i nie) zapoznać się ze wszystkimi lekturami, które należą do naszego kanonu. Nie powiem, wiele pozycji jest naprawdę interesujących. Nie rozumiem osób, które z góry zakładają, że dana książka będzie nudna i beznadziejna tylko dlatego, że jest ona lekturą. Przecież nie raz czy dwa okazywało się, że to naprawdę dobra pozycja! 
Do tej pory nie recenzowałam żadnej lektury szkolnej, jednak o "Jądrze ciemności" po prostu muszę wspomnieć. Pewnie dlatego, że nie uważam jej za pozycję, która powinna znaleźć się w kanonie.


Na pewno każdy z Was słyszał o tym jak w XIX wieku prowadzono kolonizację czarnej ludności na terenie Afryki. O ile można nazwać to kolonizacją. Okazuje się, że to była tylko nazwa, a rzeczywistość okazała się o wiele gorsza niż można sobie wyobrazić. Niewolenie, głodzenie i zabijanie Murzynów należało do codzienności. Europejczycy, który organizowali te wyprawy okazywali się ludźmi bez serca, sumienia i konsekwentnie dążyli do tego, aby poznać nieznany kontynent,  nie przejmując się tym, że on już do kogoś należy. I tak karty historii po raz kolejny były pełne krwi, rządy i czystej niesprawiedliwości. 

Głównym bohaterem, a zarazem drugim narratorem jest Marlow - prosty człowiek, marynarz. Podczas oczekiwania na przypływ opowiada innym uczestnikom żeglugi historię pełną okrucieństwa, niezrozumienia. Historię o tym jak został kapitanem statku płynącego w górę rzeki Kongo w ramach kampanii o kość słoniową. Nikt się nie spodziewał, że opowieść nie będzie zabawna. W tej historii poznajemy Kurtza - człowieka, który wybijał się ponad innych zdobywców kości słoniowej z powodu swojego nieustępliwego charakteru, a przez wielu uważanych za postać nie byle jaką. Ostatecznie opowieść kończy  się refleksją nad tym, do czego ludzie są zdolni. 

"Jądro ciemności" to mało obszerna książka, której nie czyta się łatwo i szybko. Czytelnik nie jest w stanie zagłębić się w jej treść z poczuciem, że tak naprawdę to fikcja. Bo treść fikcją do końca nie jest. 
Marlow opowiadając swoją historię nie ukrywa niczego. Mówi całą prawdę, która okazuje się naprawdę okrutna. Jednak na jego słuchaczach nie robi to większego znaczenia. Wiemy, że wszyscy są znużeni. O nim samym wiele niewiele, tylko to, co nam zdradzi. Ogólnie są to cechy charakteru, które posiada wiele osób. Jako postać, nie była ona wykreowana doskonale. Jednak Marlow jako bohater i narrator nie odegrał w powieści tak wielkiej roli jak Kurtz. O nim samym słyszymy z wypowiedzi innych bohaterów. Wszyscy uważają go za najlepszego zdobywcę kości słoniowej, za człowieka, który dojdzie daleko. Jednocześnie wszyscy się go obawiają i kiedy trzeba, opóźniają akcję ratunkową. Okazuje się, że charakter Kurtza jest całkiem inny niż można było sądzić. Odkrywa to sam Marlow.

Książkę Conrada nie czytało mi się łatwo. Wielokrotnie musiałam robić sobie przerwy. Do tej pory nie wiem czy to przez temat poruszany przez autora, czy inny czynnik. Pisarz do swojej powieści wprowadził pewien zabieg: w wypowiedzi Marlowa pojawiały się wtrącenia, nagłe zmiany tematu, aby po chwili wrócić do głównego wątku. Z jednej strony miało to wzbudzić w słuchaczu, odbiorcy refleksję i zmusić do przemyśleń na temat kolonizacji i niesprawiedliwego, okrutnego traktowania Murzynów. Z drugiej, zabarwiało to opowieść.
Myślę, że Conrad to pisarz godny uwagi. Nie pisze on o rzeczach błahych, opiera się na faktach wplatając w nie trochę fikcji. Jednak realizm wątków jest widoczny.