133. Kroniki Ellie 2 - J. Marsden

16:35 5 Comments A+ a-

Kroniki Ellie 2. Nieuleczalna (The Ellie Chronicles #2. Incurable) - John Marsden, wyd. Znak, Kraków 2013 

Chyba nigdy nie zapomnę fenomenu "Jutra". Już zawsze będę pamiętała walkę partyzancką grupki przyjaciół, która na przekór przeżyła wojnę. Wojnę tragiczną, brutalną i okrutną. Pełną trupów, gruzów i zniszczonego życia. Tak, z pewnością John Marsden pokazał świat w negatywnym jego znaczeniu. No bo, od kiedy wojna jest czymś miłym, czymś co się wspomina jako najlepsze lata swojego życia? Ellie na pewno nigdy nie zapomni tych dwóch lat, których straciła. A już na pewno nie zapomni ostatnich miesięcy, kiedy sama musiała zająć się gospodarstwem, nauka i wychowywaniem Gavina. Jak na siedemnastolatkę to trochę za dużo, prawda?
Po ogromnej stracie, którą przeżyła, Ellie stara się odbudować to, co kiedyś miała. Stara się utrzymać ogromną farmę, wyrzywić wszystkie zwierzęta, zapanować nad nieznośnym Gavinem, a dodatkowo działać jako członkini tajnego stowarzyszenia, które broni miejsc przy granicy przed niespodziewanymi napadami wrogich wojsk. Trudno się dziwić, przez takich ludzi straciła swoich rodziców. O dziwo, w czasach pokoju. 

Uwielbiam prozę Johna Marsdena. Potrafi on w prosty, a jednocześnie barwny sposób pokazać codzienne życie ludzi po brutalnej wojnie. Ludzi, którzy za wszelką cenę chcą żyć nadal, być szczęśliwymi, ale nie mogą. Przeszłość ciąży nad nimi, a oni nie są w stanie o niej zapomnieć.
Na samym początku powieści autor rozpisuje się o typowym życiu, które prowadzą ludzie uprawiający rolę i zajmujący się bydłem. Osierocona Ellie sama musi utrzymać gospodarstwo pochłaniające mnóstwo pieniędzy. Dodatkowo dziewczyna nie ma żadnego doświadczenia, dużych dochodów. Ma pod opieką dziesięcioletniego chłopca, a także chodzi do szkoły i próbuje zdobyć wykształcenie. Rekreacyjnie bierze udział w akcjach organizowanych przez Czerwonego Pryszcza. Nie brzmi to jak opowieść z bajki, prawda?
Nie dość, że bohaterów spotkał koszmar podczas wojny, to dodatkowo po niej nie mogą sobie poradzić z tym, co ich spotkało.

Muszę przyznać, że książka z samego początku nudziła. Autor opisując życie spokojne, pełne obowiązków, nie poruszał kwestii wojny ani żadnych wydarzeń, które miały miejsce. Dopiero kiedy w gospodarstwie pojawili się nowi przyjaciele Ellie, akcja zaczęła się rozkręcać. Jak się okazuje to jeszcze nie koniec przykrości, które ich spotyka.

Nie przeczę, że czytanie ciągle o tym samym staje się nudne. Po jakimś czasie czytelnik może mieć tego dosyć. Tym bardziej, że powieść zaczyna robić się melancholijna, bohaterowie coraz bardziej pogrążeni w smutku. Zastanawiam się, co jeszcze wymyśli John Marsden. Nie wiem jak jeszcze długo będzie ciągnął całą akcję, a raczej przez większość czasu jej brak.

Bohaterowie choć coraz bardziej pogrążają się w smutku to dodatkowo jest ich coraz mniej. Brakuje mi zawsze szczebioczącej Fi, nieśmiałego Kevina i odważnego Lee. Natomiast akcja toczy się cały czas wokół Ellie, czasami pojawia się Homer. Mamy również do czynienia z całą grupą dywersyjną, która stara się bronić gospodarstw leżących przy granicy. Wrogie wojska ciągle napastują australijskich mieszkańców, gwałcąc, rabując i nie okazując sumienia. I chyba tylko te momenty w całej powieści są interesujące.

Podsumowując, warto przeczytać tę książkę choćby i po to, aby poznać dalsze losy głównej bohaterki. Może nie ma tutaj rewelacyjnych zwrotów akcji, jednak jest to swego rodzaju opowieść o tym jak radzą sobie ludzie po skończonej wojnie i jakie konsekwencje ponoszą zwykli cywile. Można by rzec, że podobnie żyli nasi rodacy po II wojnie światowej. Chociaż nie można porównać tych dwóch wojen, gdyż ta wykreowana przez Marsdena prawie w niczym nie przypominała tej w 1939.