132. Bezlitosne. Pretty Little Liars - S. Shepard

11:44 2 Comments A+ a-

Bezlitosne. Pretty Little Liars (Ruthless) - Sara Shephard, wyd. Otwarte, Kraków 2011

Nie mogę uwierzyć, że to już dziesiąta część serii "Pretty Little Liars". Jeszcze pół roku temu narzekałam, że mam dużo zaległości, a teraz mogę nareszcie powiedzieć, że jeszcze tylko dwa tomy stojące na mojej półce i mogę być na bieżąco z nowościami.

Po jakimś czasie długie serie potrafią nudzić. Akcja ciągnie się niemiłosiernie długo i nie widać jej końca. Czytelnik czeka na punkt kulminacyjny najważniejszego wydarzenia, a okazuje się, że może on potrwać kolejne cztery tomy. Musze przyznać, że jeszcze trochę, a będę tak odbierała każdy kolejny tom PLL.
Powiedzmy sobie szczerze, ile jeszcze można ciągnąć historię o czterech dziewczynach z Rosewood? Nie dość już A. namotał w ich życiu? Przecież doskonale wiemy kto to jest, a jak nie, to pewnie w krótkim czasie się dowiemy.

Sara Shepard ciągnie swoją bestsellerową serię, a końca nikt nie widzi. Ciekawe jakie pomysły jeszcze wpadną jej do głowy... Jak na razie mogę z ręką na sercu powiedzieć, że z tomu na tom są coraz gorsze. Brakuje w nich zwrotów akcji, a same wątki są przewidywalne do granic wytrzymałości. Mam wrażenie, że autorka neguje inteligencje swoich czytelników. Każdą nową scenę podaje w wątpliwość, aby następnie podać rozwiązanie tak oczywiste, że każdy może się domyśleć zawczasu, o co jej znowu chodzi i co się wydarzy w najbliższym momencie. Muszę przyznać, że ten tom obfitował w same banalne historie, a ostateczne zakończenie? Naprawdę nie domyślacie się kim jest A.?

Hanna, Aria, Spencer i Emily po tragicznych wydarzeniach na Jamajce starają się na nowo zaprzyjaźnić. Chociaż od paru miesięcy nie utrzymywały ze sobą kontaktu, to nowe okoliczności wypływające na wierzch związanych z tą sprawą na nowo zacieśnia ich więzi. Losy dziewcząt wielokrotnie się ze sobą splotą nie pozostawiając im wyboru, co do dokonania przez nie wyboru. Jednak cała czwórka musi przejść przez ten koszmar razem. Niestety, tym razem nie ma w ich pobliżu nikogo, aby zrzucić winę.

Szczerze? To gdyby nie ta tajemnica z Jamajką w tle, pewnie odpuściłabym sobie ten tom i przeszła do następnego, albo darowała sobie czytanie tej serii. Nie widzę w niej już nic interesującego. Niestety, wartościowa również nie była. Tak więc zastanawiam się nad jej fenomenem teraz, kiedy zbliżam się do końca. I nie widzę nic interesującego.
Losy dziewczyn, choć w jakimś stopniu interesujące, to powielany schemat. Sara Shepard sama go stworzyła, a teraz ciągle idzie na przekór. Ile razy jeszcze bohaterki będą bliskie odkrycia prawdy lub utraty życia? Ile jeszcze mrocznych tajemnic będą ukrywały? A może nowe wątki nareszcie by coś wyjaśniły i postawiły sprawę w jaśniejszym świetle? Jak na razie pozostaje mi tylko czekać.

Jednak nie wszystko w tej części było złe i na siłę. Pojawiły się wątki, które mogą zainteresować miłośników par. Wrócił Ezra, który nieźle pomieszał w życiu Arii. Tak samo jak Finka, Klaudia Huusko. Spancer musiała zmierzyć się z demonem przeszłości jako Lady Makbet. Hanna wróciła do starych nawyków, zraniła swoją rodzinę i starała się odbudować relacje między nimi. Emily popełniła największy błąd swojego życia, za który przyjdzie jej zapłacić już niedługo.
Brzmi interesująco?

______________________________
Nie wierzę, że ta recenzja wyszła w taki sposób. Jednak musiałam dać upust emocjom, dlatego przepraszam za brak jakiejkolwiek składni i sensu. Nadal się zastanawiam jak można jeszcze męczyć tę serię. Dobra, pewnie sama będę czytała i czytała aż zobaczę ostateczny napis: KONIEC. Czasami za bardzo chcę coś skończyć.