XII. Rubinrot (2013)

12:03 10 Comments A+ a-

Czerwień rubinu (Rubinrot) 
reż. Felix Fuchssteiner

Fantasy
Niemcy

Maria Ehrich - Gwendolyn Shepherd 
Jannis Niewohner - Gideon de Villiers
Laura Berlin - Charlotte Monrose
Jennifer Lotsi - Leslie Hay
Peter Simonischek - Hrabia de Saint Germain 






Pół roku temu, w stolicy Niemiec odbyła się premiera pierwszej części Trylogii Czasu. W Polsce na ten temat cisza, nikt nie wykupił praw do ekranizacji, więc i my, Polacy musimy się obejść samym faktem istnienia filmu. Niestety, niedostępnego w naszej wersji językowej. Jednak jak widać nie jest to problemem dla niektórych. Można obejrzeć ekranizacje po niemiecku, z angielskimi, rosyjskimi, francuskimi napisami. Albo wysilić się i poszukać wersji polsko-języcznej. Cóż, mnie się nie chciało szukać, więc po prostu zdobyłam film w innym języku. Czy warto było? 

Książki Kerstin Gier odnoszą w jej ojczystym kraju ogromny sukces. Nawet w Wielkiej Brytanii jej każda nowa powieść stoi na szczycie bestselerów. Tutaj nie chodzi mi o okładkowy napis, a o ranking w czasopismach literackich dla młodzieży. Jednak czy film jest równie dobry? Myślę, że sporo mu brakuje. 

Gwen Shepherd nagle przenosi się po raz pierwszy w czasie. Jest tym faktem zdziwiona, ponieważ wszyscy sądzą, że to jej kuzynka Charlotte Monrose ma ów gen. Jednak kiedy prawdziwa prawda wychodzi na jaw, dziewczyna za wszelką cenę chce się dowiedzieć kim jest i co ją czeka. Nie potrafi zaufać w ciemno ludziom, przed którymi przestrzegała ją matka. Popełnia masę błędów, ryzykując życiem pragnie znaleźć odpowiedzi. Kiedy poznaje Gideona de Villiers stara się trzymać od niego na dystans. Ale jak wiele z was wie jak to się kończy. 

Po przesiedzeniu dwóch godzin przed telewizorem miałam serdecznie dość niemieckiego języka w tle, angielskich napisów i tego całego krzyku: Felix Fuchssteiner jest geniuszem. Nieprawda. Geniuszem nie jest, ponieważ film w żadnym wypadku nie jest tak dobry jak książka. Żałuję, że tyle czasu czekałam na niego, bo teraz przynajmniej wiem, że nie było na co czekać. Oglądając miałam wrażenie, że reżyser i scenarzysta wymyślili swoją własną historię na podstawie tej książki. I zastanawiam się, dlaczego Gier na to pozwoliła. Wyszło nic z czegoś, co na pewno było dobre. 
Patrząc na całokształt mogę powiedzieć, że spodziewałam się czegoś więcej. Wiadomo nie od dzisiaj, że wszelkiego rodzaju ekranizacje będą się bardzo różniły od pierwowzoru. Jednak kiedy widzę coś takiego, to odbiera mi mowę. W samej produkcji znalazło się może z siedem scen książkowych, reszta była albo powiązana w jakiś sposób, albo wymyślona na potrzeby widza. Przyznam, że to wymyślanie nie wypadło zbyt dobrze skoro wokół tego filmu jest tak nikły odzew. 
Z czystej ciekawości szukałam informacji, opinii czy recenzji, ale nie znalazłam nic interesującego. Bardzo się zawiodłam. Albo po prostu wyrosłam z tego. 

Plusem filmu była doskonale dobrana obsada. Osobiście bardzo rzadko oglądam filmy niemieckie, jednak muszę przyznać, że Maria Echrich w roli Gwen wypadła niesamowicie. Świetnie oddała charakter książkowej Shepherd, dodatkowo doszło jeszcze parę cech, które dla Gwen były wprost idealne. Również Laura Berlin pokazała nam prawdziwą, wredną i wściubiającą nos w nieswoje sprawy, Charlottę. Naprawdę, zaskoczyło mnie to, że bohaterowie byli wyraziści. Rzadko się to zdarza, ponieważ większość aktorów wprowadza swoje indywidualne poprawki do każdego charakteru. Tutaj tego nie było i mam wrażenie, że reżyser nie chciał na to pozwolić. 

Piękno Londynu zostało oddane na licznych zdjęciach. Film zaczyna się pięknym obrazem pałacu Buckingham, Hyde Parku. Również nie można było narzekać na obraz Londynu w wieku XVIII, a także latach 20 wieku XX. Piękne stroje, cudowna scenografia. 
Szkoda, że wprowadzone zmiany działają na niekorzyść filmu.