XI. Zakazane owoce (2009)

08:55 10 Comments A+ a-

Zakazane owoce (Kielletty hedelmä)
reż.
Dome Karukoski

Dramat obyczajowy
Finlandia, Szwecja

Marjut Maristo - Raakel
Amanda Pilke - Maria
Malla Malmivaara - Eeva
Joel Mäkinen - Toni
Jarkko Niemi - Jussi
Olavi Uusivirta - Johannes



Z czym Wam kojarzy się zakazany owoc? Oczywiście z owocem zerwanym przez Ewę w Raju z Drzewa poznania dobra i zła. Kuszona przez węża Ewa, uległa wtedy szatanowi i złamała Boży zakaz. Jednak czy to kojarzy się tylko z wygnaniem człowieka z Raju? Zakazanym owocem nazywamy również rzeczy, których nie powinniśmy znać, poznać, ale też uczucia, które są niedozwolone. Mówi się, że "Zakazany owoc" smakuje lepiej. Dlaczego tak jest? O tym opowiada film fińskiego reżysera Dome Karukoski. 

Dwie bohaterki z pozoru o różnych osobowościach, szukające w życiu czegoś innego. Obie mieszkają w małej wiosce, należą do religii Laestadiańskiej. Warto tutaj zwrócić uwagę na to, czym ta religia się charakteryzuje i skąd pochodzi. Laestadianie to konserwatywny i prawdopodobnie najbardziej rygorystyczne odłam luteranizmu. Na całym świecie mają aż 300 tys. wyznawców z czego w samej Finlandii żyje tylko 100 tys. Biblię odczytują dosłownie, nie uznają jej za symbol, wskazówki do wiary. Z tego też powodu nieakceptują seksu przedmałżeńskiego, alkoholu, nowinek technicznych, a nawet upiększania wyglądu makijażem czy skąpym ubiorem. Gardzą kobietami, które zaraz po osiągnięciu pełnoletności wychodzą za mąż i są całkowicie podporządkowane swojemu mężowi, rodząc kilkanaście lub kilkadziesiąt dzieci. 
Główna bohaterka, Raakel jest głęboko wierzącą dziewczyną, która pod sukienki nosi dżinsy, aby nie odsłonić milimetra swojego ciała. Żyje skromnie, modli się trzy razy dziennie i przestrzega wszystkich zasad w obawie, że zostanie potępiona i pójdzie do piekła. Natomiast jej przyjaciółka Maria jest jej całkowitym przeciwieństwem. Jako dojrzewająca kobieta nie potrafi poradzić sobie z burzą hormonów i chcąc poznać innego życia, ucieka z rodzinnej wioski. Za nią podąża Raakel w obawie, że przyjaciółka odejdzie od wiary i znajdzie szczęście w wielkim mieście. Podczas wakacji każda odnajduje swoje prawdziwe ja. Zaczynają rozumieć na czym polega życie, a dokonane przez nich wybory są zaskakujące i przerażające. A samo zakończenie - nieprzewidywalne. 

W filmie Karukoskiego nie znajdziemy żadnego morału, pouczeń czy uwag na temat skrajnego życia oby bohaterek. Reżyser nie wydaje osądów na temat konserwatywnej religii, pokazuje tylko charakterystyczne dla niej cechy i sposób życia wspólnoty laestadiańskiej. Ucieczka ze wspólnoty nie gwarantuje szczęścia i jest trudną decyzją. Laestadianie walczą o swoich wyznawców, zajmując się niemi, poszukując gdy znikną. Dla przykładu, filmowy pastor przebył prawie tysiąc kilometrów, aby zobaczyć jak żyją bohaterki. Reżyser nie potępia młodych kobiet za to, co robią, bądź na co mają ochotę. W swojej produkcji stwarza widzowi obraz, w którym jest biernym uczestnikiem. Pokazuje również, że życie poza wspólnotą religijną nie jest łatwe. Pojawiają się w wielkim mieście widać sporo różnic w nim, a w wiosce, z której pochodzą bohaterowie. Doskonałym przykładem jest starsza siostra Marii, która w wieku osiemnastu lat uciekła z domu i zamieszkała ze swoją partnerką w mały, przytulnym domu. Do tej pory nie potrafi otrząsnąć się po swoim dzieciństwie szukając zapomnienia w alkoholu i przygodny seksie z innymi kobietami. 

W filmie pokazane jest wiele problemów, które dla ludzi spoza wspólnoty wydają się być banalne i śmieszne. Jednak to, co widzimy na ekranie wcale takie proste nie jest. Niejednokrotnie fabuła zaskakuje obracając się wokół tradycji i uczuć. Sama miałam problem z powstrzymaniem cisnących mi się do oczu łez.
Film polecam z całego serca. Jest to piękna produkcja o dojrzewaniu do wiary i prawdziwego życia. Niejednokrotnie się przekonałam, że kino skandynawskie jest genialne i pokazuje coś więcej. Uczy. 

ocena: 10/10

_________________________________________________
Powinnam się najpierw wytłumaczyć, dlaczego po raz kolejny zwlekam z opublikowaniem recenzji książki. Otóż PLL przeczytałam, ale doszłam do wniosku, że nie będę pisała recenzji. Ciężko jest pisać po raz kolejny o tym samym, tym bardziej, że każda kolejna książka jest nudniejsza od swojej poprzedniczki. Postanowiłam również pożegnać się z tą serią. Może kiedyś do niej wrócę, ale niekoniecznie teraz. 
Aktualnie czytam "Potop". Nie wiem czy napiszę recenzje tej książki, nie mam najmniej ochoty oceniać takie dzieło. 
Myślę, że pod koniec następnego tygodnia pojawi się moja opinia na temat powieści Emily Giffin, a w międzyczasie jakieś nowości na czerwiec oraz recenzja filmu "A więc wojna". Co mnie podkusiło do oglądnięcia tak banalnej produkcji? 

Pozdrawiam serdecznie.