VIII. Intruz (2013)

22:48 8 Comments A+ a-

Intruz (The Host)
reż. Andrew Niccol 

Thriller, Sci-Fi 
USA 

Saoirse Ronan - Melanie/Wanda
Jake Abel - Ian O'Shea
Max Irons - Jared Howe
William Hurt - Jeb
Dianne Kruger - Łowczyni 
Boyd Holbrook - Kyle O'Shea
Chandler Canterbury - Jamie




Jak wyobrażacie sobie dalsze losy planety? Wielokrotnie rozważano, czy nasza cywilizacja przestanie istnieć z naturalnych przyczyn, czy może Ziemia zostanie przejęta przez inne żyjące istoty. Pojawia się wiele alternatyw, a jedną z nich jest kolonizacja naszej planty przez nieśmiertelne dusze żyjące w ciałach ludzi. Przynajmniej według Stephenie Meyer, która sprzedała prawa do ekranizacji wytwórni Monolith Films. Jaki wyobrazili to sobie twórcy? 

"Intruza" czytałam wielokrotnie za każdym razem odkrywając nowe elementy tej historii, przywiązując się do niej i do bohaterów w niej żyjących, podbierając emocje i niezwykłe uczucia, ucząc się słów:  przyjaźń i wierność. Długo czekałam na ekranizacje, głównie z z czystej ciekawości chciałam wybrać się do kina i zobaczyć tę alternatywę jako jedna z pierwszych i prawdopodobnie nielicznych. I pojawia się pytanie: zawiodłam się? 

Trudno jest powiedzieć, że film jest dobry. Większość ekranizacji nie umywa się do pierwowzoru i ciężko zdecydować, czy twórcą udało się oddać wszystko jak najlepiej. Z "Intruzem" problem jest podwójny, ponieważ musimy skupić się na fabule i bohaterach, a także odrębnej rzeczywistości i zjawiska kopiowania treści książki do scenariusza. 
Zaczynając od fabuły, to niestety nie możemy oderwać się od ekranu. Mimo że z początku film niemiłosiernie nudzi, Ronan chodzi dookoła, ciągle dotyka swoich ramion i mówi tylko to, co oczekuje od niej Łowczyni. Nic poza tym nie widać. Żadnych własnych odczuć, wrażeń czy opowieści. Kompletna pustka. Dopiero z czasem przychodzi rozwinięcie, które zamiast ekscytować, jeszcze bardziej wbija w fotel na długi minuty podróży przez pustynię i wewnętrzną rozmowę. I nareszcie docieramy do samego końca, kiedy nie można powstrzymać łez współczucia, szczęścia, rozżalenia. Opowieść, która powinna wzbudzać w widzu wiele emocji, w tym wzruszenie, pokazała jedynie zalążek tego, co daje czytelnikom książka. Wszystkie uczucia są niczym w porównaniu do tego, co czuje czytelnik przedzierając się przez ostatnie rozdziały powieści. Bo tutaj oprócz wszechobecnego nieszczęścia nie było nic. 

Następnie pojawiają się bohaterowie i wnoszą życie w fabułę, dopasowując elementy układanki. Aktorzy pokazali swój warsztat z jak najlepszej strony. Genialna Diane Kruger z samego początku nie pasuje do roli Łowczyni, sama widziałabym na jej miejscu kogoś innego, bardziej pewnego siebie. Ale okazuje się, że wcale nie trzeba zagrać w wielu dobrych filmach, aby zagrać tę rolę w taki sposób, w jaki zrobiła to Kruger. 
W główną postać wciela się Saoirse Ranon, aktorka znana z takiego filmu jak "Nostalgia anioła". Podczas oglądania zwiastuna, widz dochodzi do wniosku, że ona nie pasuje. Cóż... pomylić się można. Ranon jest stworzona do grania roli smutnej, nieszczęśliwej dziewczyny poszukującej miejsca na Ziemi, ostatniej planecie, na której chciała pozostać do samego końca. Jej warsztat jest genialny. Ranon gra w większości swoją twarzą, z której można odczytać dosłownie wszystko: współczucie, żal, smutek, szczęście, miłość i przerażenie, kiedy zdaje sobie sprawę, że jej drugie "ja" znikło. 

Doskonale pokazana rozmowa Wandy z Melanie, chociaż dwie dusze w jednym ciele to zbyt dużo. Znajomość lektury przyda się podczas seansu, ponieważ nie wszystko jest pokazane dokładnie. Reżyser pominął wiele istotnych wydarzeń, przyspieszał niepotrzebnie akcję i przeskakiwał z wątku na wątek. Nie powiem, że było to dobre posunięcie - psuło całą atmosferę i dopiero końcowe sceny potrafiły poruszyć serca widzów. Słyszałam popłakujące dookoła kobiety, sama też uroniłam łzę lub dwie. Ale na tym się skończyło. Gdzie te wszystkie emocje? 

"Intruz" nie jest filmem genialnym, takim, przy którym można siedzieć i drżeć. Jest to zwykłe kino rozrywkowe, które zamiast zmuszać do refleksji, po prostu daje możliwość spędzenia miło czasu. Czy polecam? W zasadzie tak. Obejrzeć może każdy, jednak nie powinien spodziewać się żadnego "Boom". 

______________________________________________
Nie ma to jak pisać recenzje późno w nocy, kiedy rano trzeba wstać. Ale "Lalka" nie daje spokoju, a wiedząc, że to tomiszcze ma być przeczytane do przyszłego tygodnia... Aż mnie głowa od samego myślenia boli. Ale dla chcącego nic trudnego, więc na razie same recenzje filmowe. Jutro obejrzę "Bejbi Blues" w ramach projektu Nowe Horyzonty Edukacji Filmowej i najpóźniej w piątek dodam coś od siebie.