119. Nowe oblicze Grey - E. L. James

17:51 6 Comments A+ a-

Nowe oblicze Greya (Fifty Shades Freed) - E. L. James. Wydawnictwo: Sonia Draga, Katowice 2012


Jeżeli uważaliście, że pierwsza część trylogii "Pięćdziesiąt odcieni" była beznadziejna to teraz możecie zmienić swoje zdanie. "Nowe oblicze Graya" nie pokazało nic, co byłoby warte uwagi, zainteresowało czytelnika czy zmieniło koncepcje swojego zakończenia, a sama fabuła byłaby inna. Na wstępie zaznaczam, że nie będę owijała w bawełnę pisząc tę recenzję, bo "dzieła" E. L. James nie można w żaden sposób pochwalić. Jest to zwykła opowiastka jakich wiele na rynku wydawniczym. I niestety moja opinia będzie głównie bazowała na polskim tłumaczeniu. 

Z Christianem i Anastasią rozstaliśmy się, kiedy wydawało się, że już na zawsze pozostaną szczęśliwą parą nie narzekającą na brak namiętności w swoim związku, eksperymentującej z coraz to nowymi pozycjami, upodobaniami. Uważaliśmy wtedy, że poznaliśmy Szarego, wszystkie jego tajemnice, przeszłość. Z Anastasią było to samo - ta dziewczyna nie ma po prostu nic do ukrycia, jest bardzo prosta w życiu, niewymagająca. I jakże się przeliczyliśmy. Christiana Greya nie można ot tak sobie poznać na podstawie tego, co było zawarte w "Ciemniejszej stronie Greya". Nie, "Nowe..." pokazuje całkowicie inną koncepcję tej historii. Nie tylko bardziej namiętną i wyuzdaną, ale i kryminalną oraz uczuciową. 

Były szef Any obiecał się zemścić za to, co zrobił mu kochanek kobiety. Nie rzucił słów na wiatr, już w poprzedniej części doskonale wiemy, że to Jack Hyde (samo nazwisko dużo o nim mówi) stoi za próbami zamachu na życie bogatego przedsiębiorcy i pragnie nie tylko jego śmierci, ale też pięknej Anastasii. Ale dlaczego? Co takiego zrobiła ta dwójka, że ktoś pragnie ich zabić? Chyba nie bardzo się tym przejęli, bo spędzili piękny miesiąc miodowy podróżując jachtem, martwiąc się jedynie o własne przyjemności związane nie tylko ze wspólnym spędzaniem czasu, ale i podczas seksu. Przynajmniej teraz można to zaakceptować biorąc pod uwagę, że para wzięła ślub. 

Jak wspomniałam na wstępie nie mam zamiaru owijać w bawełnę, bo przyznam szczerze, że wydawanie pieniędzy na te książki to strata czasu. Pani James nie pokazała niczego nowego, ciągle przeciągając schematy, zmieniając jedynie dialogi i parę wątków. Jack Hyde nadal chce dopaść Christiana, Ana czuje się zagubiona w świecie bogatych nie mogąc zaakceptować tego, że stała się milionerką. Oj, biedactwo. Christian jak zwykle walczy ze swoją przeszłością, kontrolując każdy aspekt życia swojej żony i rodziny wzmacniając ochronę. 

Nie wiem, co w tych książkach jest takiego interesującego... Wyuzdany seks pełen przemocy i pospolitych sformułowań czy wielka miłość zakazana i niepewna od pierwszych stron? Osobiście często wybuchałam śmiechem, kiedy pojawiała się wewnętrzna bogini-gladiatorka walcząca o uwagę swojego męża. Poważnie? Waleczna gladiatorka? Zniknęły pospolite sformułowania "O święty Barnabo", ale nadal pozostała "Świerzbiąca ręka" i "przygryzanie warg". O rumieńcach nie wspominając. Cała powieść wydaje się być jednym wielkim żartem. Patrząc, że na rynku pojawia się wiele wartościowych powieści erotycznych, "50 twarzy Greya" i kolejne części to tylko krótkie, banalne historyjki, które może i niektórym się podobają lub wywołują chociaż dreszczyk emocji, ale nie mają nic wartościowego. Po takiej książce można spodziewać się czegoś więcej. 
Zwalam trochę winy na polskie tłumaczenie, gdyż czytając pierwszy raz książkę w oryginalnym języku doszłam do wniosku, że jest o wiele lepsza, lepiej napisana. Jednak prawdą jest, że banalne sformułowania pochodzą właśnie z tłumaczenia! Może nie wszystkie, ale zdecydowana większość. Współczuję pani tłumaczącej, ponieważ przełożyć tę powieść na język ojczysty to niełatwe zadanie. 
Więc gdyby ktoś chciał poznać serię, zapraszam do sięgnięcia po oryginał. 

Pięćdziesiąt odcieni: 
50 Twarzy Greya│Ciemniejsza strona Greya│Nowe oblicze Greya