114. Cukiernia pod Amorem. Hryciowie

18:09 8 Comments A+ a-


Cukiernia pod Amorem. Hryciowie - Małgorzata Gutowska - Adamczyk, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2011 


Druga wojna światowa to okres największych zniszczeń, klęsk, dewastacji i okrucieństwa. Nie tylko Polacy ucierpieli podczas nalotów, wywózek na roboty czy do obozów koncentracyjnych. Jednak jako rodacy zdajemy sobie sprawę, że ten czas był stratą nie tylko materialną, ale i moralną. 
Z lekcji historii wiemy, że ludzie byli przesłuchiwani w okrutny sposób, traktowani jak karaluchy pod niemieckimi butami, rozstrzeliwani dla przykładu, a także wywożeni gdzieś daleko odcięci od świata zewnętrznego. Żydzi również mogli by się uskarżać na swój los, gdzie tysiące zostało brutalnie wymordowanych, a wcześniej poniżanych. I jaki był tego sens? Małgorzata Gutowska- Adamczyk trzecią część swojej trylogii umieściła właśnie w okresie II wojny światowej. Czy udało jej się oddać realia tamtych lat? 

Nie będę przybliżała fabuły tej historii, ponieważ musiałabym streścić całą książkę. Wątków jest naprawdę wiele. 
Akcja rozpoczyna się w roku 1939, parę miesięcy przed wybuchem II wojny światowej, gdzie Polacy nawet nie przeczuwali, co ich czeka przez najbliższe parę lat. Dopiero czasem wszyscy zaczęli pojmować, że kolejna wojna ich nie ominie i po dwudziestu latach względnej wolności na nowo będą musieli walczyć o swój kraj. 
Przez dłuższy czas zastanawiałam się, czy Autorce udało się wpleść losy bohaterów w historię do tego stopnia, aby wyglądało to wiarygodnie. I myślę, że w jakimś stopniu udał się ten zabieg. Z początku akcja toczyła się bardzo szybko, nie można się było oderwać od lektury. Nie było widać wielu śladów okrucieństwa hitlerowców, ludzie nie ginęli na ulicach masowo. Dopiero w roku 1940, kiedy rozpoczęły się uliczne łapanki, ludzie pozostawali bez dachów nad głową, brakowało wody i jedzenia, zaczęłam czuć, że to jest ta wojna, o której tak wiele słyszymy.
Na każdej stronie widać było strach bohaterów, grozę całej sytuacji, niepewność przyszłych losów. Postaci ze wszystkich sił starały się przeżyć, nie zgubić w tłumie. Wielu z nich się to udało, nie umierali z dnia na dzień.

Pani Gutowska-Adamczyk stworzyła historię barwną, pełną emocji i pasji. Mimo wszystko w porównaniu do dwóch poprzednich części trylogii, ta jest najsłabsza. Nie chodzi tu o akcję, której było aż nad to, ale samego pomysłu. Wszystko obracało się, albo w kierunku cukierni, albo na wojnie, czy też sytuacji Polaków na emigracji. Nie poznawaliśmy już myśli ukochanych postaci, nie znaliśmy ich prawdziwych uczuć czy planów na przyszłość. Wszystko wydaje się takie niepewne.

Na całe szczęście wątek odkryć archeologicznych stał się naprawdę ciekawy, kiedy w 1995 roku do Gutowa przyjechał starszy już Adam Toroszyn wraz ze swoim synem i wnukiem. Po tylu latach na emigracji przyjechał odwiedzić swoje dawne miejsce z lat dziecinnych. Odwiedzał znajome domy, przyjaciół. Chociaż nie wiemy, czy zobaczył po raz kolejny swoją ukochaną Celinę. A szkoda... miłość, która przetrwała tyle lat jest godna uwagi.

W samej historii nie podobały mi się momenty, na które czytelnik powinien zwrócić większa uwagę, ale nie mógł. Kiedy przyszedł moment pożegnania się z bohaterami, zamiast tkliwości i smutku, Autorka ucinała po prostu wątek i przechodziła do następnego. Informacje o śmierci pojawiały się jak ogłoszenie na murze, które po chwili znikało. A Grażyna Toroszyn to bohaterka, którą najbardziej ceniłam za jej odwagę, pewność siebie i niezależność. I dlaczego ona się zgubiła w tłumie?

Aby czytać tę część Cukierni czytelnik musi umieć się zdystansować do wszystkich wydarzeń i nie wiązać się z żadnym bohaterem, nie szukać wspólnych cech. Daleko Hryciom do pozostałych. Czy polecam jako zakończenie całej trylogii? Nie bardzo.

Cukiernia pod Amorem: 
Zajezierscy │Cieślakowie│Hryciowie


WYZWANIE: POD HASŁEM

_____________________________
Recenzje Pretty Little Liars będą łączone. Ze względu na dużą ilość części, pojawią się recenzje zbiorowe, ponieważ nie ma sensu pisać pięciu innych, kiedy omawiałabym w kółko to samo.