108. Gone. Zniknęli - M. Grant

15:22 16 Comments A+ a-

W mgnieniu oka wszyscy znikają… Zostają najmłodsi.
Nastolatki. Uczniowie. Niemowlęta. Nie ma nikogo poza nimi. Nagle milkną telefony. Przestaje działać Internet. Nie ma telewizji. Nikt nie wie, co się stało. Pomoc nie nadchodzi. Nastolatki nieoczekiwanie zaczynają się zmieniać. Zyskują nowe zdolności – niewyobrażalne, groźne, śmiercionośne moce – które z dnia na dzień stają się silniejsze. Których nie sposób kontrolować.
Witaj w nowym, przerażającym świecie, gdzie do głosu dochodzą najgorsze instynkty, gdzie nie ma miejsca dla słabych, a najtrudniejszym zadaniem jest pozostanie sobą…
Czas ucieka.
W dniu swoich piętnastych urodzin znikniesz...

Gone. Zniknęli. Faza pierwsza: Niepokój - Michael Grant (wyd. Jaguar, Warszawa 2009)


Nasze życie w pewnym sensie jest uzależnione od rodziców. Pomagają, kiedy ich potrzebujemy, szykują nam posiłki, opiekują się nami, dopóty dopóki sami nie będzie potrafili się o siebie zatroszczyć. Jednak czasami mamy ich dość, ponieważ ciągle chcą coś wiedzieć, zmuszając od wykonywania obowiązków, nauki. Ale co byśmy zrobili gdyby ich zabrakło? Co, jeżeli zniknęli by oni, ludzie, na których polegamy przez prawie całe życie i inni, tacy, którzy skończyli już piętnaście lat? Co by się stało na świecie? Zapanowałby chaos. I w tym chaosie zmuszeni zostali do życia bohaterowie powieści Gone.

Kiedy zniknął nauczyciel, nikogo to nie zainteresowało. Jednak kiedy okazało się, że zniknęło więcej osób, zaczęła się gra. Gra o przetrwanie. Jak to bywa w cywilizacji, ludzie potrzebowali przywódcy, którym chcąc nie chcąc, został Sam Autobus. Ten prawie piętnastoletni chłopiec uratował kiedyś autobus przed zjechaniem po stromym wzgórzu, a teraz miał zająć się wszystkimi dziećmi w taki sposób, aby przeżyli. Miał do pomocy paru pomocników: Astrid, Quinna. I tak jak w powieściach tego typu bywa, pojawia się jakiś czarny charakter. A w przypadku Gone, nie jeden, a ludzie o nadprzyrodzonych zdolnościach. 

Książki fantasy nigdy nie należały do moich ulubionych. A na Gone pokusiłam tylko i wyłącznie dla tego, że tak wiele osób polecało. Ale moje wrażenia są całkiem odmienne niż przypuszczałam. 

Sięgając po pozycję młodzieżową spodziewałam się rozrywki, sensownej akcji i oczywiście jakiegoś wątku miłosnego. I oczywiście coś tam się pojawiło, jednak w takiej ilości, że czuje mały niedosyt. Albo i trochę większy.

Nie mogłam poznać żadnego bohatera do takiego stopnia, aby kibicować mu, odczuwać jego emocje. Po prostu wszystko działo się zbyt szybko, a autor nie przywiązywał dużej wagi do kreacji swoich postaci.

Jeżeli chodzi o akcję, to cały czas się coś działo. Nie mogłam często nadążyć za nowymi rewelacjami. Tutaj uciekają, a w następnej chwili pragnął walki, zemsty. Więc nie widziałam sensu we wprowadzaniu niektórych scen. Miałam wrażenie, że autor pragnie napisać jak największą ilość stron. Do tego brakowało sporej ilości opisów, mogących ułatwić czytelnikowi wyobrażenie sobie całego ETAP-u. 

Mimo wszystko spędziłam parę dni na tej lekturze i w jakimś sensie nie żałuję, że to zrobiłam. Poznałam ciekawą możliwość świata. Coś co mogłoby się wydarzyć, jednak zapewne to nigdy nie nastąpi. I choć taka alternatywa mnie przeraża, to dodatkowo intryguje.

4/10
Książka przeczytana w ramach akcji: „Czytamy fantastykę”
____________________________
Cały tydzień zajęło mi przeczytanie tej książki, a dwa dni napisanie krótkiej opinii. No nic, szkoła to nie zabawa, prawda?
Co nie znaczy, że wróciłam na stałe. Będę starała się codziennie przeczytać parę Waszych recenzji, dodatkowo przeczytać jakąś książkę, plus napisać rozdział na bloga. Ciekawe czy mi wyjdzie.