105. Irena - M. Kalicińska

09:40 6 Comments A+ a-

Trzy kobiety: Dorota, Jagna i Irena. Dorota - mama, wiek 53+. Niezbyt zaradna życiowo, trochę eko, trochę hippie, bałaganiara. Jagna - córka, wiek 27+, bardzo zaradna pracowniczka korporacji. Mieszka sama, a właściwie z wielkim ślimakiem. Irena - „babka". Przyszywana ciotka Doroty. Świeża wdowa. Krynica rozsądku, by nie powiedzieć mądrości. Jagna odnosi sukcesy zawodowe, jednak dla matki nie są one sukcesami, tylko zgodą na korporacyjne zniewolenie. Wolałaby, żeby córka wyszła wreszcie za mąż. Jagna źle znosi brak akceptacji, ale domyśla się, że prawdziwa przyczyna konfliktu tkwi głębiej. I ma rację. Jagna nie jest pierwszym dzieckiem Doroty, wcześniej był chłopiec, który zmarł „śmiercią łóżeczkową". Matka nigdy się z tym nie pogodziła. A Jagna nigdy nie dowiedziała się, że miała brata. Kobiety oddalają się od siebie, w końcu Jagna postanawia odciąć się od toksycznej matki. Wtedy wkracza Irena: Dorota musi dojść ze sobą do ładu. „Pochować" synka i naprawdę pokochać córkę. Czy będzie miała dość siły, by to zrobić?

Irena - Małgorzata Kalicińska (wyd. W.A.B, Warszawa 2012) 

Tak naprawdę nie wiem, dlaczego sięgnęłam po tę książkę. Byłam w bibliotece, zobaczyłam ją na półce i musiałam przypomnieć sobie te wszystkie pozytywne recenzje, które przeczytałam w ostatnim czasie. Ale zwlekałam z przeczytaniem jej bardzo długo, będzie z miesiąc. I muszę przyznać, że niewiele było w powieści aspektów, dla których trzeba było to zrobić od razu. 

Jagoda już dawno znalazła dobrą pracę, która daje jej satysfakcję, wyprowadziła się do swojego małego mieszkania i zaczęła układać swoje życie z daleka od namolnej matki, która musi się wtrącać. Dorota tak naprawę stara się zbliżyć do córki, ponieważ całe swoje dzieciństwo, Jagoda, spędziła na zabawie z chłopcami, co rusz odsuwając się od matki.  
A Irena to taki klin między nimi dwiema. Nie babcia, nie ciocia, tylko osoba, która mimo braku więzi krwi je kocha i stara się naprawić to, co już dawno powinno zostać naprawione. Dlatego właśnie zastanawiałam się, dlaczego ta książka nosi tytuł najstarszej bohaterki, która pojawia się najrzadziej. I zrozumiałam dopiero w połowie, kiedy dwie młodsze kobiety cały czas zgłaszały się do Ireny po radę, wylewały swoje żale. A świeża wdowa nie przejmując się swoimi uczuciami planowała, spiskowała i znalazła rozwiązanie. Ale czy uda jej się pogodzić Dorotę i Jagodę? 

Początek książki był beznadziejny. Starałam się wczytać, ale nic z tego nie wychodziło, wprost męka. Nudne opisy pracy bohaterek, jakiś pogrzeb, czy bezsensowny wyjazd integracyjny, który tak naprawdę niczego nie przedstawiał czytelnikowi. Chyba że ktoś myślał, że na wyjeździe wszyscy rozmawiają przy kawie. A tu proszę! Zabawa do rana.
Ale muszę przyznać, że wreszcie powieść mnie zaciekawiła i sprawiła, że zapomniałam o całym świecie. Problemy Doroty i Jagody nie są nieznane każdej matce i córce, kiedy ta młodsza stara się postawić na swoim i opuścić dom rodzinny prosząc, aby nikt się nie wtrącał, nie pomagał. Chciała sama. I tak właśnie dzieje się w realnym życiu. Jednak Jagoda nie czuła miłości swojej matki, którą było widać na każdym kroku. Ciągle myślała, że matka nie może się pogodzić, iż córka jest lepsza w tym, co robi, a Dorota nie miała takich możliwości. I właśnie to jest denerwujące. 
Czytelnik doskonale zdaje sobie sprawę, że obie się bardzo kochając, ale mają problem. I problem, który nam wydaje się banalny, prosty do rozwiązania. A taki nie jest. I z napięciem czekają na jakikolwiek rozwój akcji: czy się pogodzą, jak to zrobią. Ale obie robiły ofiary w swoim życiu. 

Trudno określić charakter wszystkich bohaterów, ponieważ jest on zmienny z minuty na minutę. Są momenty, w których można polubić Dorotę. Osobę, która stara się zapoznać ze wszystkim, co jej córka robi w swoim życiu, nie tylko z pracą rujnująca jej możliwość na szczęście. Dorota pragnęła wnuków, oddania. Natomiast Jagoda jak na te swoje lata, bo nie była już nastolatką, zachowywała się głupio i dążyła tylko do swoim przekonań, w których utwierdziła się dawno temu. Cały ból jaki otrzymała w swoim życiu zapisywała na konto rodzicielki.
Ale jest jeszcze Irena. Ta najbardziej spokojna, kochana, starsza kobieta. Myślę, że to jest najlepszy przykład babci starającej się być obiektywną, sprawiedliwą kobietą, która nie rzuca słów na wiatr. I jest to bohaterka, którą się po prostu lubi. 

A teraz rzecz, która była tak denerwująca, jak mało co. Język autorek. Po pewnym czasie czytelnik już prosi o więcej zdań złożonych, które zastąpią te proste stwierdzenia. Czytanie dwóch słów, potem kropka, a potem znowu dwa słowa, to koszmar. W pewnej chwili czułam się jak pięciolatka ucząca się szybciej czytać. Do tego dorzuciłabym jeszcze mnóstwo zdrobnień, spolszczonych zwrotów angielskich "callnę do ciebie" oraz mało rozbudowanych dialogów. 

Czy książkę mogłabym polecić? Nie wiem komu. Ale opinię są podzielone, tak więc sądzę, że wymagający czytelnik i tak ją przeczyta. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie. 

Ocena: 6/10

______________________________________
edit. Wyjeżdżam sobie w dzicz na narty, więc na Wasze blogi zaglądnę dopiero w przyszłym tygodniu, już w lutym :)