103. Jutro 5. Gorączka - J. Marsden

17:00 10 Comments A+ a-

Na chwilę przestałam oddychać. Wiedziałam, że nie zdołam go powstrzymać. W pewnym sensie wcale nie chciałam go powstrzymywać. Naprawdę lubiłam Lee. Może nawet go kochałam. Nie byłam pewna. Czasami przypominało to miłość. Innym razem wolałam nie mieć z nim nic wspólnego. Czułam do niego pełną gamę emocji, od dzikiej namiętności po obrzydzenie. Ale miałam wątpliwości nie tylko co do Lee. Niczego nie byłam pewna. Wszystko wywróciło się nam do góry nogami.
A uczucia, które próbowaliśmy zagłuszyć, wracają, coraz silniejsze. I okazuje się, że udawanie twardych i racjonalnych nie ma sensu. Bo gdy dopuścisz do głosu emocje, nieważne staje się to, po czyjej stronie ktoś stoi. Ważne, co do niego czujesz.
Jutro 5. Gorączka - John Marsden (wyd. Znak, Kraków 2011)


Wojna nadal trwa i jak dotąd nie widać jej końca. Postawmy się w sytuacji bohaterów, którzy nie widzieli swoich rodzin od ponad roku, dwóch, a niektórzy już nie żyją. Co w takiej sytuacji zrobili by młodzi partyzanci? Atakowali, uciekali czy może starali się odnaleźć swoich najbliższych, aby upewnić się, czy wszystko z nimi w porządku i nie cierpią zbyt bardzo. Oczywiście o swoje życie dbają jak najmniej, ponieważ zrobili już tyle złego w swoim siedemnastoletnim życiu i są przekonani, że piekło staje przed nimi otworem. Rzecz jasna chodzi o piekło niematerialne, nie widziane przez nikogo z żywych, a nie o Piekło, w których od dłuższego czasu się ukrywali i teraz nie wiedzą czy do niego wrócą. Do tego dochodzi jeszcze świadomość, że wielu przyjaciół oddało swoją duszę za wygraną, a oni nadal boją się przekroczyć najcieńszą granicę oddzielającą ich od śmierci i starają się zrobić jeszcze wiele.

Gorączka  to część przełomowa, łamiąca wszystkie zasady schematu, które stworzył sobie John Marsden. Długo zastanawiałam się czy chcę poznawać dalsze losy wszystkich bohaterów, ponieważ stają się nudne właśnie przez wzgląd na wyżej wspomniany schemat. Przełom jednocześnie skupia się na psychice głównych bohaterów, którzy przechodzą załamania nerwowe, podejmują bardzo trudne decyzje i nadal walczą o przeżycie, gdzie muszą zaufać nie tylko innym, ale także i swojej podświadomości. I tak się właśnie dzieje. Każdy, począwszy od Ellie, a na Kevinie kończąc ma swoje trudne dni, co pozwala na bliższe poznanie ich charakterów i zrozumienie, że wojna wcale nie naprawia spraw, które już dawno powinny być naprawione. Wojna także nie zmienia w dobrego człowieka, nie buduje więzi niezniszczalnych, a rujnuje wszystko. Łącznie z własnym sumieniem.

W poprzednich częściach niejednokrotnie spotykaliśmy się z okrucieństwem, którego doświadczają Australijczycy. Jednak powiedzmy sobie szczerze, żołnierze wykonują rozkazy, a giną tylko dlatego, że ktoś zarządził tak z góry. Oczywiście każdy ma swój własny rozum i czas na podejmowanie decyzji wybierając między dobrem a złem. Ale czy Ellie i jej przyjaciele nigdy nie zabili człowieka? Ba! Na samym początku serii dowiadujemy się, iż każdy ma coś na sumieniu i kiedy raz się zacznie, to dochodzi się do takiego momentu, gdzie odebranie życia innej osobie wcale nie sprawia przykrości. Emocje się wyłączają, brakuje szczególnego bodźca uruchamiającego sumienie.

Nigdy nie uwierzyłabym, że po moich negatywnych odczuciach po tomie pierwszym, doszłabym do tomu piątego i aż tak bardzo wciągnęła się w tę historię, która okazała się wspaniała. Może nie jeżeli chodzi o dynamiczną fabułą, ale o uczucia i wszystkie emocje, które pojawiają się na wielu stronach.
Język samego autora przekonuje do sięgnięcia po tę serię. Nie jest to fabuła oparta na dialogach, a wręcz przeciwnie, oparta w większej mierze na opisach wewnętrznych czy sytuacyjnych, co działa na korzyść.

Gorączkę polecam, ponieważ to naprawdę dobra książka pobudzająca współczucie, przerażenie i inne emocje, które ciężko codziennie obudzić.

10/10