90. Dom jedwabny - A. Horowitz

17:05 9 Comments A+ a-

Gdy doktor Watson przybywa z kilkudniową towarzyską wizytą na Baker Street, nie spodziewa się, że dane mu będzie wziąć udział w kolejnej niezwykłej przygodzie u boku najwybitniejszego z detektywów. I nawet gdy z prośbą o pomoc zjawia się u Sherlocka Holmesa pewien marszand z Wimbledonu, zaplątany w transatlantycką awanturę, nic jeszcze nie zwiastuje rychłego ujawnienia afery z udziałem czołowych postaci londyńskiej socjety. Afery tak ohydnej, że nawet wierny kronikarz Holmesa, doktor Watson, nie pozwolił opublikować swej relacji wcześniej niż po stu latach...

Dom jedwabny - Anthony Horowitz (wyd. Rebis, Poznań 2011)

Widząc tytuł nasunęła mi się pierwsza myśl - o czym to będzie. Już parę miesięcy temu chciałam zakupić tę pozycję, ale skończyło się tylko na pragnieniu.  Ale kiedy zobaczyłam powieść na bibliotecznej półce nie mogłam się oprzeć i nie zważając na to, co już czeka na przeczytanie - wypożyczyłam.
Przyznaje, że nie czytałam żadnej książki opowiadającej o przygodach Sherlocka Holmes'a, ale jakoś nigdy mnie tego specjalnie nie ciągnęło. Ale mam czego żałować. Jeżeli "nowy" pomysł Horowitza tak mnie zainteresował to, co z serią Conana Doyla? 

Na Baker Street pojawia się mężczyzna, który bez żadnej parodii przedstawia detektywowi swoją prośbę o pomoc i wyjaśnia całą sytuację. Sprawa nie bardzo interesuje Holmesa, więc ten nie zdając sobie sprawy, odrzuca propozycję zarobku. Jednak ciekawość robi swoje i już następnego dnia rozpoczyna się żmuda przygoda, która doprowadza doktora Watsona na skraj wytrzymałości psychicznej. Jednak pod nazwą śledztwo, nie znajduje się tylko banalna historia opatrzona  nudnym i powtarzającym się wątkiem. To śledztwo jest właśnie jak Dom Jedwabny. Ale czym jest  Dom...? 

Kolejna przygoda Holmesa może już nudzić, ale jak się okazuje wcale tak nie jest. Wydawnictwo nie popełniło błędu prosząc autora o napisanie tej książki. Ba! Powinni dziękować mu, że Dom jedwabny jest świetną historią. Ale jak na razie oprócz pochwał niczego nie napisałam. 

Od początku. Warto się przyjrzeć tytułowi powieści. Z czym kojarzy się Dom jedwabny? Na samym początku myślałam, że chodzi o jakieś czułe młode małżeństwo, które wprowadziło się do nowego domu, gdzie dokonano jakiejś strasznej zbrodni, a teraz im zagraża niebezpieczeństwo. Bezpodstawny wniosek, ponieważ nic takiego nie ma miejsca. Natomiast pojawia się morderstwo i to nie jedno. Sam detektyw wpada w pułapkę, która z zewnątrz wygląda na taką bez wyjścia. Ale umysłu Holmesa nie da się odczytać jako postronny obserwator. Jak zwykle coś wymyślił. 
Tak więc nadal pojawia się pytanie, co nawiązuje do tytułu powieści? Jest to najważniejszy wątek, który skrywa coś, co przeraża człowieka. I jest to raczej niepojęte, obrzydliwe i odstręczające. Sama nie chciałabym brać udziału w takim śledztwie, dlatego współczuje doktorowi Watsonowi, który opowiada czytelnikom całą historię. 

Narratorem jest najlepszy przyjaciel głównego bohatera. Nie mamy szansy bliżej poznać ani Holmesa, ani żadnej innej postaci. Pojawia się tylko Watson, jego myśli, uczucia, emocje, poglądy i krytyka wszystkiego, co widzi. Polubiłam go. Jest człowiekiem wykształconym, co bardzo mi odpowiadało, kiedy miałam zderzenie ze świetnym językiem, a beznadziejnymi dialogami w innej powieści.  

Polecam. Rozwiązanie zagadki jest zdumiewające, zaskakujące i w żaden sposób nie można przewidzieć myśli Holmesa. Z pewnością sięgnę po książki Doyle'a.

9/10