85. Pod słońcem Florydy - H. Graham

18:34 5 Comments A+ a-

W mrocznych zakamarkach Miami kwitnie mafijna przestępczość. Mąż Spencer Huntington, oficer policji, od lat toczy wojnę z niebezpiecznym półświatkiem. Kiedy ginie z rąk skrytobójczego mordercy, a śledztwo w sprawie jego śmierci przeciąga się, Spencer sama postanawia znaleźć zabójcę. Jest zdesperowana i nieostrożna. Nie wie, na jak wielkie niebezpieczeństwo się naraża. Na szczęście ani na krok nie odstępuje jej David, przyjaciel męża i jej dawny ukochany z lat młodości. Czy David pilnuje jej tylko dlatego, że - jak twierdzi - został do tego celu wynajęty?



Pod słońcem Florydy - Heather Graham (wyd. Mira Books, Warszawa 1994) 

W jednej chwili starają się o dziecko, a w drugiej on ginie w biały dzień, na ulicy. Dlaczego nikt mu nie pomógł na czas? I najważniejsze: kto dokonał zbrodni? I od tej pory rozpoczyna się długie, żmudne i uciążliwe śledztwo, w którym nie wszyscy są uczciwi i żyją zgodnie z prawem.  Bliscy ludzie okazują się być związani ze światem przestępczym i nawet nie wiadomo, kiedy dostaniemy nóż w plecy. O tym głównie jest powieść wydana już jakiś czas temu. 

Heather Graham to jedna z najlepszych pisarek amerykańskich sensacji z wątkiem romansu. Przeczytałam już wiele jej książek i jeszcze nigdy nie zawiodłam się do tego stopnia, aby nie wystawić pozytywnej opinii. Jednak wszystko zmienia się po przeczytaniu tej powieści. 
Długo zastanawiałam się jak dobrze czytywana pisarka mogła napisać historię nudną, tak mało oryginalną, ciekawą i całkowicie przewidywalną. Oklepany wątek, historia rodem z westernu lub jakiegoś głupawego filmu dla młodych nastolatek. I doszłam do wniosku, że w roku 1994 pisarka musiała być jeszcze początkująca i niedoświadczona, a dodatkowo wtedy jeszcze nie czytywano tak wielu kryminałów. Nie zmienia to faktu, że mój egzemplarz wygląda jak nowy i prawie nieużywany. 

Fabuła jak przed chwilą napisałam nikogo nie może zaskoczyć. Zresztą już w trzecim rozdziale można domyślić się całego zakończenia i tylko mieć nadzieję, że w środku stanie się coś zaskakującego. I pojawia się tylko jedna rzecz: wspólna przeszłość głównych bohaterów i ich powiązania rodzinne. Jak dla mnie w roku, w którym wszyscy byli jeszcze młodzi, w szkole, albo tuż po niej, jest czasem, kiedy rasizm nie objawia się już tak często jak w danych czasach. Biorąc pod uwagę, że sceny muzyczne były pełne artystów różnej narodowości. Nie umniejsza to jednak banalności tej lektury. 

Kreacja bohaterów - nic specjalnego. Wszyscy są bogaci, a ci, co nie mają funduszu powierniczego lub rodzinnych pieniędzy są uważani za gorszych. Czy komuś przypomina  się podobna fabuła? Mnie tak! I wcale się nie zdziwiłam, że pisarka zrobiła z wielu ludzi takich snobów (którzy według zdań w powieści, wcale nie obchodzą się ze swym bogactwem, co jest nieprawdą), a następnie rzuciła na głęboką wodę innych, uboższych bohaterów. Co w tym specjalnego? Można czuć jedynie zgorszenie prostolinijnością fabuły.

Oczywiście, można doszukiwać się tego, że autorka specjalnie tak wykreowała świat, ponieważ chciała ukazać minusy współczesnego świata. Jednak jest to niepotrzebne. Takie rzeczy zdarzają się i będą zdarzać dalej i nikt nie ma na to wpływu. Każdy ma wybór jak chce traktować drugiego człowieka, co oczywiście nie oznacza, że ma prawo oceniać innych i nimi kierować. Ale po przeczytaniu tej książki czuje się znudzona, poddenerwowana i mam ochotę jak najszybciej oddać książkę do biblioteki. Dlatego nie polecam Pod słońcem Florydy i radzę szukać innej książki tej autorki. 

2/10 

______________________________________________________
Wiem, że recenzja bezczelna, arogancka i dodatkowo chaotyczna, ale nie mogłam napisać nic innego, a powieść przeczytałam już parę dni temu. Jednak wszystko, co napisałam jest prawdą.