74. Biała jak mleko, czerwona jak krew - Alessandro D'Avenia

11:12 9 Comments A+ a-

 Leo jest młody, odważny i trochę bezczelny. I co ważne: świeżo zakochany, tą pierwszą, romantyczną jak krew miłością. Czerwień to zresztą jego ulubiony kolor, w przeciwieństwie do bieli, która kojarzy mu się ze smutkiem, pustką, samotnością. Leo postrzega świat poprzez kolory, także emocje i ludzi utożsamia z konkretnymi barwami. 
  Czerwień to huragan, marzenia, pasja i... Beatrice - śliczna, ognistoruda dziewczyna, w której Leo potajemnie się kocha. Przyjaźń natomiast jest błękitna. Jak niebo, jak woda i... jak Silvia, najbliższa, najlepiej znana, rozumiejąca wszystko bez słów. Barwy się przenikają, łączą, powodują lekki zawrót głowy... A Leo zrobi wszystko, żeby zrozumieć, czym jest prawdziwa miłość.
 Biała jak mleko, czerwona jak krew - Alessandro D'Avenia (wyd. Znak, Kraków 2011) 

 Nowotwór. Choroba, z którą można walczyć i wygrać. Choroba, która czasem odbiera nam naszych najbliższych, którzy odchodzą zmarnowani i wymęczeni przez życie. Kiedy nie pomagają już lekarstwa, transfuzja krwi, przeszczep szpiku, a także chemioterapia - musimy się pogodzić ze stratą. 
Tak musiał zrobić Leo, który z powodu swojej miłości do Beatrice zaczyna przechodzić piekło i dowiaduje się, że miłość to w głównej mierze cierpienie. I nie może się z tym pogodzić. 

Za tę książkę chciałam się zabrać już parę miesięcy temu i od kiedy ją kupiłam stała na półce i czekała na swoją kolej. A kiedy ją zaczęłam naszły mnie wątpliwości czy aby na pewno chce ją przeczytać. Doskonale wiedziałam, że nie będzie to szczęśliwa powieść, bohaterowie bardzo młodzi i nieobyci w życiu. A teraz, kiedy już ją skończyłam - nie mam pojęcia co o niej napisać. Mam mieszane uczucia.

Powieść ma niewiele wspólnego z Współczesnym Love Story  jak pisze na okładce. Zacznijmy od tego, że pierwsza miłość kojarzy się ze szczęściem, zabawą i ciągłą radością. A tu pojawia się wątek nieszczęśliwej miłości, pełnej cierpienia i wyrzeczeń, straty czasu, a także trudnych decyzji. Szesnastoletni Leo w żaden sposób nie potrafi zrozumieć, że śmierć niekoniecznie jest zła. Myśli egoistycznie, bo wie, że kiedy Beatrice zabraknie on nie będzie mógł już jej kochać. Ale tak naprawdę nie wie czy ukochana umrze. Mężczyzna nie potrafi modlić się do Boga o pomoc, o spokój. To jest właśnie kolejna kwestia, którą poruszył autor: religia, wiara. Beatrice jest osobą wierzącą i wie, że Bóg nie zabiera jej życie specjalnie. Wszystko jest przez Niego zaplanowane, a ona już dawno się z tym pogodziła.
Pojawia się również wątek przyjaźni i skrywanej miłości. Wiele osób twierdzi, że nie ma takich relacji pomiędzy chłopcem a dziewczynką. Ta książka potwierdza tę tezę. Leo ufa swojej przyjaciółce, lubi ją i potrzebuje, ale sam nie daje nic w zamian. A Sylvia... każdy jej gest, słowo czy czyn wyraża głębokie przywiązanie do przyjaciela. Co ono oznacza? 

Oprócz interesującej fabuły autor nie zachwycił czytelnika niczym innym. Powieść napisana jest bardzo prostym językiem, za prostym. Niewiedza i głupota Leonarda powoduje, że nie można go lubić. Owszem, jest szlachetny, jednak jak na szesnastolatka ma bardzo małą wiedzę. Dopiero nauczyciel uświadamia mu na czym polega życie. 
W książce mamy typowy syndrom "zabłyśnięcia przed klasą" i "dokuczania nauczycielom". Leo za wszelką cenę stara się przypodobać swoim kolegą z klasy, interesuje się przez to piłką nożną i często okłamuje rodziców. Zawsze takie zachowanie uważałam za dziecinne i niedojrzałe, więc sam bohater nie należy do najbliższych moim sercu. 

Tak naprawdę gdyby nie nazwisko autora w żadnej sposób nie mogłam się domyślić gdzie toczy się akcja. Imiona są powszechne. Dopiero pod sam koniec pada wzmianka o włoskim niebie. Tak więc...? 
Czy polecam? Trudno mi to stwierdzić. Myślę, że czytelnicy, którzy lubią tego typu powieści mogą śmiało sięgnąć po pozycję. 

Pozdrawiam, 

__________________________
Przepraszam, że ostatnimi czasy nie czytam Waszych blogów, ale cały czas jestem zajęta i cierpię na brak wolnego czasu. 
Postaram się to jak najszybciej nadrobić.