49. Sheila Levine nie żyje i mieszka w Nowym Jorku

18:08 0 Comments A+ a-

Ocena: 7/10 

Z Gailem Parentem spotkałam się parę lat temu, kiedy dopiero zaczęłam dojrzewać i dowiadywałam się coraz to nowych spraw związanych z życiem. W tym wieku każdy jest ciekawy świata i wielu pojęć, o których wstydzimy się rozmawiać z rodzicami, a nawet z najbliższą przyjaciółką. I właśnie odpowiedzi na te pytania znalazłam w tej powieści. 
 
Sheila Lavine to młoda Żydówka, której rodzice dążyli do jej zamążpójścia. Posłuszna córka stara się spełni życzenie rodziców, nawet jeżeli jej małżeństwo nie miałoby być szczęśliwe. Za namową matki udaje się na studia, aby kształcić się na nauczycielkę, z której pensji mogłaby się potem utrzymać, a w razie zamążpójścia – bez problemu zostawić pracę. I właśnie tak Sheila zrobiła. Jednak nie spotkała przyszłego męża na studiach ani w swoim łóżku, ani w Nowym Jorku, ani w nowym mieszkaniu na Lower East Side z „uroczymi wnękami”. Ale kobieta nie poddawała się i uparcie szukała kogoś za kogo mogła by wyjść. I najpierw pojawił się Norman w ciapki. Jednak facet był nudny, a Sheila nawet nie starała się go pokochać. A co potem? Myśl o samobójstwie nie mogła najść ją tak szybko, musiało się jeszcze coś wydarzyć.

Powieść Parenta to jeden z najoryginalniejszych pomysłów. Jest to najdłuższy list samobójczy w historii literatury, a przede wszystkim książka dająca do myślenia. Czego nas uczy? Nie powinniśmy układać życia tak jak chcą tego nasi rodzice. Nie powinni wtrącać się do życia swoich dzieci. Każdy decyduje o swoim szczęściu sam. A Sheila zrozumiała to dopiero po dziesięciu latach, jednak za nic nie chciała zostać starą panną. Ale właśnie ta niemożność znalezienia męża nauczyła ją życia. Zrozumiała, co to przyjemność mieszkać samej, współżyć nie tylko po to, aby posiadać dziecko, żyć na własny rachunek. Sama zastanawiałam się dlaczego pisarz zdecydował się, iż Sheila zacznie planować swoje samobójstwo. Jej życie było świetne, tylko jej głupie starania były całkowicie bezsensowne. Mogła w życiu tyle osiągnąć sama.

Samobójstwa były znane od zawsze, jednak otoczone tematem tabu, o którym nikt nie chciał rozmawiać. Unikano rozmów o takiej śmierci, a rodziny ofiar zaczynano unikać, a często i wykluczano poza margines społeczny.

Jednak czytając nie byłam w stanie określić czasu akcji. Pojawiały się momenty walki kobiet o swoje prawa, a nawet o prawa Afroamerykanów. Kobiety zmuszano do jak najszybszego małżeństwa. Myślę, że wszystkie te aspekty cechowały powieść na lata 60/70. Ale czy aby na pewno?

Powieść warto przeczytać, nawet jeżeli nie przepada się za tym stylem. Wartka akcja nie pozwala na chwilę nudy, a książka jest tak cienka, że można ją zabrać nawet do autobusu czy ławkę w parku. Polecam.